Hans Küng, z którym Joseph Ratzinger poznał się podczas drugiego soboru watykańskiego, to jego dawny przełożony na wydziale teologii uniwersytetu w Tybindze, potem przeciwnik w coraz gwałtowniejszych dysputach o Kościele i wreszcie teologiczny dysydent, któremu Watykan pod naciskiem Ratzingera odebrał prawo do nauczania teologii katolickiej w 1979 r.
Głos Künga jest jednak nadal uważnie słuchany zwłaszcza w niemieckojęzycznych mediach, a jego publiczny apel, aby
Benedykt XVI uderzył się w piersi za swój osobisty udział w tuszowaniu skandali, wywołał - jak twierdzą włoscy watykaniści - wielkie poruszenie zarówno w kurii rzymskiej, jak i u samego
papieża. - Benedykt XVI znajduje czas, aby podczas homilii ustosunkować się do ważnych wydarzeń na całym świecie. Dlaczego wciąż milczy o skandalach w Niemczech, a zwłaszcza w jego dawnej diecezji monachijskiej? - pytał przed kilkoma dniami Dirk Tänzler, szef stowarzyszenia niemieckiej młodzieży katolickiej.
Lawina oskarżeń księży o molestowanie dzieci, która spada w tych tygodniach na europejski
Kościół, dotknęła przed tygodniem samego papieża, który kierował diecezją monachijską w latach 1977-82. Ujawniono, że w tym okresie władze diecezji przyjęły u siebie ks. Petera Hullermana z Essen, na którym ciążyły oskarżenia o molestowanie dziesięcioletniego podopiecznego. Choć Hullerman został poddany terapii, to niemal natychmiast powierzono mu też obowiązki duszpasterskie, które obejmowały kontakt z młodzieżą.
- Interweniowałem pisemnie i ustnie w tej sprawie. Diecezja nie reagowała - wyznał jego ówczesny psychiatra Werner Huth we wczorajszym wywiadzie dla dziennika "New York Times". Zastrzegł, że nie kontaktował się bezpośrednio z Ratzingerem. Ks. Hullerman został w 1986 r. skazany za nadużycia seksualne wobec dzieci na grzywnę i pięcioletni okres próbny. Wrócił jednak do pracy, a latem ubiegłego roku uczestniczył jako ksiądz w obozie letnim dla dzieci. Jego obecny proboszcz nie został poinformowany przez swych przełożonych o jego przeszłości. Hullermana zawieszono dopiero w ostatni poniedziałek.
- Kard. Ratzinger nie wiedział o sprawie tego księdza. Biorę za to pełną odpowiedzialność - zapewniał niedawno dawny monachijski wikariusz generalny ks. Gerhard Gruber, ale nie dla wszystkich jest to wystarczający dowód niewinności dawnego arcybiskupa Monachium. Hans Küng odpowiada: - Mój dawny kolega szkolny Gruber lojalnie wziął wszystko nas siebie. Jednak to nie może być wymówką dla Ratzingera, który był odpowiedzialny za diecezję.
Obrońcy papieża przypominają, że przed objęciem diecezji w 1977 r. był zawodowym teologiem, a nie duszpasterzem, a i potem miał na głowie inne sprawy niż lokalny Kościół. Uczestniczył w dwóch konklawe w 1978 r., pracował na synodzie w 1979 r., a
Jan Paweł II już w 1980 r. zapowiedział, że zamierza go wkrótce zaprosić do pracy w Watykanie, co stało się w 1982 r. Kiedy Ratzinger jako szef Kongregacji Nauki Wiary opublikował "Raport o stanie wiary", grupa monachijskich księży publicznie wytknęła mu, że nie może mieć pojęcia o duszpasterstwie, bo podczas jego rządów biskupich księża nie mieli z nim żadnego kontaktu.
Teza, że zapracowany kard. Ratzinger nie miał głowy do zajmowania się skargami na księży w Monachium, wydaje się bardzo mocna. Jednak - jak pisze amerykański watykanista John Allen w "National Catholic Reporter" - obecny papież aż do 2002 r. (erupcji oskarżeń wobec Kościoła w
USA) "wydawał się kolejnym rzymskim kardynałem zaprzeczającym skali problemu". Zmiana jego poglądów miała zajść dopiero w latach 2003-04, kiedy zgodnie z nowymi przepisami na biurko Ratzingera zaczęły trafiać niemal wszystkie kościelne postępowania w sprawie molestowania przez księży.
To wywołany nimi wstrząs doprowadził Ratzingera do słynnych słów o "brudzie w Kościele", które wygłosił na krótko przed konklawe z 2005 r. Tuż po wyborze na papieża zakazał pracy duszpasterskiej ks. Macielowi Degollado, założycielowi Legionistów Chrystusa, który do tego czasu bezkarnie kręcił się na kościelnych salonach, choć pierwsze zarzuty o molestowanie chłopców i dziewcząt trafiły do Watykanu (i kard. Ratzingera) już w 1998 r.
Polityka zerowej tolerancji i jawności w sprawie oskarżeń pedofilskich jest powszechnie uznawana za jedną z największych zalet obecnego pontyfikatu. - Czy jednak przeszłość Ratzingera nie przyćmi teraźniejszości Benedykta XVI? - pyta John Allen.
Zdaniem niektórych znawców Kościoła prócz karania winnych księży potrzebne jest teraz także rozliczenie się z przeszłością biskupów z czasów, kiedy tuszowanie skandali było nie tylko wynikiem ich "błędów", lecz elementem powszechnie akceptowanej w Kościele taktyki zakładającej, że molestowanie nie jest karalnym przestępstwem, lecz zaledwie grzechem. Ulegający tej słabości ksiądz, podobnie jak przy problemach alkoholowych, miał być strofowany, poddany wzmożonej opiece przełożonych, ale też powinien szybko otrzymać "szansę na poprawę", czyli skierowanie do pracy w parafii.