http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak uleczyć Kościół

Tomasz Bielecki
2010-03-16, ostatnia aktualizacja 2010-03-15 18:55

Prymas Irlandii musi ustąpić. Nie może uzdrawiać Kościoła, skoro sam uczestniczył w tuszowaniu skandali - apelują irlandzkie ofiary molestowania.

Kardynał Sean Brady, prymas Irlandii, znalazł się w centrum skandalu tuszowania przypadków pedofilii w Kościele
Fot. ALESSANDRA TARANTINO AP
Kardynał Sean Brady, prymas Irlandii, znalazł się w centrum skandalu tuszowania...
SERWISY
Najnowsze zarzuty wobec prymasa Seana Brady'ego to kolejny cios w europejski Kościół, który od kilku tygodni ugina się pod ciężarem oskarżeń o molestowanie oraz gwałcenie dzieci i niepełnoletnich podopiecznych przez księży w Niemczech, Holandii, Austrii, Szwajcarii oraz Irlandii.

Choć Irlandia, gdzie Kościół pomagał w 2009 r. w przygotowaniu dwóch wstrząsających raportów o molestowaniu i maltretowaniu dzieci, wydaje się najbardziej zaawansowana w dochodzeniu sprawiedliwości, to skandal wokół kard. Brady'ego może znów zniweczyć nadzieje wiernych, że biskupi są gotowi na radykalne oczyszczenie.

W 1975 r. Sean Brady uczestniczył w dwóch przesłuchaniach dwojga dzieci (raz jako protokolant, drugi raz jako przesłuchujący), które opowiadały o molestowaniu przez ks. Brendana Smytha w irlandzkiej diecezji Kilmore. Brady, który był wówczas zwykłym księdzem diecezjalnym, poprosił dzieci - co było wówczas standardem w kościelnych postępowaniach - o złożenie przysięgi milczenia. Zakazywała im ona rozmawiania o zarzutach z osobami niezwiązanymi z kościelnym śledztwem. - Robiłem, co było moim obowiązkiem. Zebrany materiał przekazałem swojemu biskupowi, który decydował o losie oskarżonego księdza - tłumaczył wczoraj kard. Brady.

Oskarżony ks. Smyth został wprawdzie na krótko odsunięty od obowiązków duszpasterskich, ale potem - ten proceder powtarzał się kiedyś w przypadku wielu księży pedofilów - był przenoszony do różnych parafii w Irlandii, Szkocji oraz USA. Zmarł przed 13 laty w więzieniu, gdzie odbywał wyrok 12 lat za 74 udowodnione przypadki seksualnego wykorzystania dzieci.

Wstrząs wywołany ujawnieniem związku obecnego prymasa ze sprawą ks. Smytha jest tym większy, że to właśnie doniesienia o przestępstwach tego księdza przełamały w latach 90. tabu, które przez kilka dekad chroniło Kościół w irlandzkich mediach i polityce.

- Nie widzę powodu do dymisji. Przestrzegałem obowiązujących wówczas reguł. Ustąpię, jeśli poprosi mnie o to Ojciec Święty - mówił wczoraj kard. Brady.

Jednak jedna z ofiar ks. Smytha złożyła już pozew sądowy przeciwko prymasowi za udział w zmowie milczenia, która "pozwoliła mu na wieloletnie bezkarne wykorzystywanie dzieci".

- Co za perwersja! Zmuszanie ofiar gwałtu do przysięgi milczenia. Brady musi ustąpić - mówi Colm O'Gorman, szef irlandzkiej Amnesty International, który w dzieciństwie także padł ofiarą księży.

Sprawa kard. Brady'ego pokazuje, że - pomimo wieloletnich zaprzeczeń Kościoła - instrukcja "Crimen Sollicitationis" (obowiązująca do lat 80.) świetnie służyła maskowaniu księżowskich przestępstw. Choć teoretycznie klauzule milczenia miały chronić tylko tajemnicę procesową, to m.in. w irlandzkiej interpretacji zakazywały upublicznienia zarzutów nawet po ich udowodnieniu. Nowe zasady z 2001 r. są nieporównanie bardziej przejrzyste, ale nadal nie nakazują biskupom składania zawiadomień na podejrzanych księży na policję bądź prokuraturę.

- W niektórych krajach biskupi mają obowiązek [nałożony przez prawo krajowe] zgłosić przestępstwa wymiarowi sprawiedliwości. To trudny obowiązek, bo są zmuszeni do czynu porównywalnego z donoszeniem przez rodzica na własne dziecko. A w krajach, gdzie biskup nie ma tego obowiązku? Wtedy nie nakazujemy donoszenia na swoich kapłanów, ale zachęcamy, by biskupi zwrócili się do ofiar i zachęcali je do złożenia doniesienia - mówił przedwczoraj ks. Charles Scicluna z Kongregacji Nauki Wiary.

Niewykluczone, że Benedykt XVI wkrótce zaostrzy i przyspieszy kościelne procedury karne wobec księży. Papież - podobno ku niezadowoleniu części współpracowników - nadal obstaje przy "pełnej jawności" w sprawach oskarżeń pedofilskich. Kiedy niedawno zawiadomiono go o odkryciu sprawy księdza pedofila z czasów jego biskupich rządów w Monachium (podwładny Josepha Ratzingera nie zakazał pedofilowi pełnienia obowiązków kapłańskich), to Benedykt XVI nakazał swej byłej diecezji jej pełne upublicznienie.

Czy to wystarczy? Część niemieckich katolików domaga się od Benedykta XVI wielkiego publicznego gestu pokuty na wzór przeprosin Jana Pawła II za grzechy Kościoła w 2000 r. Najważniejszy historyk drugiego soboru watykańskiego prof. Alberto Melloni przekonuje, że skandale pedofilskie dopełniają obrazu kryzysu w Kościele, który może być uleczony tylko przez kolejny sobór.

- Pamiętajmy, że winni księża nie spadli z Marsa, aby podstępnie przeniknąć w szeregi duchowieństwa. To problem seminariów, które nie odsiewają złych kandydatów. Problem doboru biskupów, którzy nie potrafią właściwie reagować. Problem części ludzi Kościoła, którzy zamiast zaopiekować się ofiarami, czasem wolą do upadłego zasłaniać się domniemaniem niewinności księży. To wszystko wymaga uleczenia - twierdzi watykanista Tornielli.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 39 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':