http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Iran sądzi demonstrantów

mk
2009-08-10, ostatnia aktualizacja 2009-08-09 18:16

W Teheranie wznowiono proces aresztowanych uczestników powyborczych manifestacji. Tym razem na ławie oskarżonych zasiadła Francuzka i pracownicy brytyjskiej i francuskiej ambasady

Demonstracja w Teheranie
Fot. AHMED JADALLAH REUTERS
Demonstracja w Teheranie
24-letnia francuska pracownica naukowa Clotilde Reiss, sekretarka sekcji kulturalnej ambasady francuskiej Nazak Afszar oraz analityk polityczny z brytyjskiej ambasady Hosejn Rassam zmiękli, zanim jeszcze zasiedli w sobotę na sali sądowej.

Według irańskiej agencji Fars wszyscy zgodnie przyznali się do winy i pokornie poprosili o łaskę. To jedyne źródło informacji o procesie, bo zachodnie media nie mają dziś wstępu do Iranu.

Clotilde, która nigdy wcześniej nie angażowała się w politykę, przyznała, że pisała raporty o obecnej sytuacji w Iranie dla francuskiej ambasady. 50-letnia Nazak z płaczem tłumaczyła, że "dzięki braciom z ministerstwa wywiadu, zrozumiała swój błąd". Syn kobiety twierdzi, że jego matka jako pracownica zachodniej ambasady od dawna była nagabywana przez służby bezpieczeństwa. Swój "błąd" zrozumiał też Rassam. - Brytyjscy dyplomaci maczali palce w podżeganiu do niepokojów społecznych - zeznał na sali sądowej.

W Europie proces wywołał prawdziwą burzę. - Nie można mówić o przyznaniu się do winy ludzi, którym odmówiono podstawowych praw człowieka. Postawienie ich przed sądem jest absolutnie niedopuszczalne - oburza się brytyjskie MSZ. Także Paryż domaga się natychmiastowego zwolnienia Francuzki i pracownicy francuskiej ambasady.

Oburzeni są też przewodniczący obecnie Unii Europejskiej Szwedzi. - Działanie przeciwko jednemu z krajów UE, jego obywatelowi lub personelowi jego ambasady jest uważane za działanie przeciwko całej Unii - napisali w oświadczeniu.

Wśród oskarżonych są też irańscy reformatorzy, politycy i dziennikarze, w sumie ponad sto osób. Wszystkim zarzuca się udział w zamieszkach, jakie wybuchły po wyborach prezydenckich z 12 czerwca, działanie na szkodę bezpieczeństwa narodowego i spiskowanie przeciwko systemowi prawno-politycznemu. Według opozycji nie mają dostępu do adwokata.

Zamieszki wybuchły kiedy opozycja uznała, że Mahmud Ahmadineżad zapewnił sobie reelekcję dzięki fałszerstwom, a prawdziwym zwycięzcą jest Mir Hosejn Musawi. Na ulice wyszły setki tysięcy ludzi, w starciach z służbami bezpieczeństwa kilkadziesiąt osób zginęło, a dwa tysiące trafiły za kratki (część wyszła już na wolność).

Wczoraj po raz pierwszy władze stwierdziły, że dwaj przegrani - Musawi i Mahdi Karubi - a także były prezydent Mohammed Chatami, którzy uparcie wzywali do sprzeciwu wobec Ahmadineżada, powinni stanąć przed sądem. - Ci ludzie chcieli przeprowadzić w Iranie aksamitną rewolucję, dlatego służby bezpieczeństwa powinny ich złapać, osądzić i przykładnie ukarać - przekonywał wczoraj Jadollah Dżawani, szef biura politycznego irańskiej Rady Rewolucyjnej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów