Fałszerstwa wykluczyć nie można, ponieważ irańskie wybory nie są wystarczająco nadzorowane przez niezależnych obserwatorów. Z drugiej strony trzeba jednak pamiętać, że zwycięstwo Ahmadineżada nie jest żadną niespodzianką (dziwić może jedynie rozmiar tego zwycięstwa).
Prezydent, który na Zachodzie uchodzi za szaleńca lub w najlepszym razie ekscentryka, ma realne poparcie społeczne. Choć teherańskie elity go wyśmiewają, to dla milionów biednych, prostych mieszkańców małych miasteczek, wiosek i dzielnic robotniczych jest sprawiedliwym trybunem ludowym, który chce służyć ludziom i zrobić porządek ze złodziejami w aparacie władzy.
Klasa rządzących duchownych i urzędników jest w Iranie powszechnie znienawidzona m.in. za to, że ideały rewolucji zamieniła na majątki, w niektórych przypadkach - bajeczne majątki.
Ahmadineżad często podkreśla, że do niej nie należy - jest synem kowala. Szczyci się swoim prostym pochodzeniem i przemawia do ludzi jak syn kowala: chropawym, ale zrozumiałym językiem. Mówi ludziom to, o czym sami mówią między sobą i co chcieliby usłyszeć: że
Izrael zniknie z mapy, zagłada Żydów w II wojnie jest bardzo wątpliwa, a prawie wszyscy, którzy są przy władzy, kradną (poza jedynym sprawiedliwym Ahmadineżadem, oczywiście).
Kampanię wyborczą prowadzi praktycznie od czterech lat: nieustannie jeździ po irańskiej prowincji, rozmawia z ludźmi na wiecach, rozdaje wioskom pieniądze niczym król.
Choć w Europie i Ameryce Ahmadineżad postrzegany jest jako ostoja systemu ajatollahów, dla wielu Irańczyków ma wizerunek buntownika! Prości ludzie wierzą, że rozpędzi skorumpowanych, zakłamanych duchownych i urzędników, odnowi ideały rewolucji.
Podczas kampanii wyborczej był większym buntownikiem niż kiedykolwiek: oskarżył wielu potężnych dygnitarzy o złodziejstwo, wymieniając ich z nazwiska. Winę za kryzys, do którego sam się przyczynił swoją nieudolną polityką gospodarczą, zrzucał na "tych złodziei" i na Zachód, który dławi Iran sankcjami.
Ahmadineżadowi udało się dokonać prawdziwego cudu nad urną: choć od czterech lat rządzi, miliony Irańczyków uwierzyły, że jest po ich stronie, a nie po stronie rządzących.
O tym, czy były również inne cuda nad urną, które mu ułatwiły zwycięstwo, zapewne się nie dowiemy.