http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cuda nad urną w Iranie?

Mariusz Zawadzki
2009-06-13, ostatnia aktualizacja 2009-06-13 17:03

Miażdżące zwycięstwo prezydenta Mahmuda Ahmadineżada wywołało spekulacje, że wybory w Iranie mogły zostać sfałszowane. Tym bardziej, że zliczające głosy ministerstwo spraw wewnętrznych jemu właśnie podlega, a dzień po wyborach policja energicznie rozprasza i straszy jego przeciwników.


Fałszerstwa wykluczyć nie można, ponieważ irańskie wybory nie są wystarczająco nadzorowane przez niezależnych obserwatorów. Z drugiej strony trzeba jednak pamiętać, że zwycięstwo Ahmadineżada nie jest żadną niespodzianką (dziwić może jedynie rozmiar tego zwycięstwa).

Prezydent, który na Zachodzie uchodzi za szaleńca lub w najlepszym razie ekscentryka, ma realne poparcie społeczne. Choć teherańskie elity go wyśmiewają, to dla milionów biednych, prostych mieszkańców małych miasteczek, wiosek i dzielnic robotniczych jest sprawiedliwym trybunem ludowym, który chce służyć ludziom i zrobić porządek ze złodziejami w aparacie władzy.

Klasa rządzących duchownych i urzędników jest w Iranie powszechnie znienawidzona m.in. za to, że ideały rewolucji zamieniła na majątki, w niektórych przypadkach - bajeczne majątki.

Ahmadineżad często podkreśla, że do niej nie należy - jest synem kowala. Szczyci się swoim prostym pochodzeniem i przemawia do ludzi jak syn kowala: chropawym, ale zrozumiałym językiem. Mówi ludziom to, o czym sami mówią między sobą i co chcieliby usłyszeć: że Izrael zniknie z mapy, zagłada Żydów w II wojnie jest bardzo wątpliwa, a prawie wszyscy, którzy są przy władzy, kradną (poza jedynym sprawiedliwym Ahmadineżadem, oczywiście).

Kampanię wyborczą prowadzi praktycznie od czterech lat: nieustannie jeździ po irańskiej prowincji, rozmawia z ludźmi na wiecach, rozdaje wioskom pieniądze niczym król.

Choć w Europie i Ameryce Ahmadineżad postrzegany jest jako ostoja systemu ajatollahów, dla wielu Irańczyków ma wizerunek buntownika! Prości ludzie wierzą, że rozpędzi skorumpowanych, zakłamanych duchownych i urzędników, odnowi ideały rewolucji.

Podczas kampanii wyborczej był większym buntownikiem niż kiedykolwiek: oskarżył wielu potężnych dygnitarzy o złodziejstwo, wymieniając ich z nazwiska. Winę za kryzys, do którego sam się przyczynił swoją nieudolną polityką gospodarczą, zrzucał na "tych złodziei" i na Zachód, który dławi Iran sankcjami.

Ahmadineżadowi udało się dokonać prawdziwego cudu nad urną: choć od czterech lat rządzi, miliony Irańczyków uwierzyły, że jest po ich stronie, a nie po stronie rządzących.

O tym, czy były również inne cuda nad urną, które mu ułatwiły zwycięstwo, zapewne się nie dowiemy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':