http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

A w gazetach Irańczyki trzymają się mocno

Dariusz Kortko
2009-06-13, ostatnia aktualizacja 2009-06-13 10:13

Co tam panie w polityce? W polskiej wieje nudą, w czeskiej problem nabrzmiewa, a Irańczyki trzymają się mocno. Przegląd sobotniej prasy.

Dariusz Kortko
Fot. Bartłomiej Barczyk / AG
Dariusz Kortko
Nuda, straszna nuda. Nawet PiS wycisza spór Ziobry z prezesem Kaczyńskim. Pewnie zaziewalibyśmy się na śmierć, gdyby na scenę nie wkroczył niespodziewanie Ludwik Dorn. "Gazeta Wyborcza" zastanawia się nawet "Kto się boi Ludwika Dorna". PiS-owiec na wygnaniu - jak o sobie mówi były marszałek - zorganizował w piątek konferencję prasową, podczas której oceniał sytuację w swojej dawnej partii. "Cieszy mnie odruch sprzeciwu wobec próby upokorzenia pana Ziobry. Ale obawiam się, że pan prezes [Kaczyński - przyp. aut.] zechce przywrócić stan obawy i zalęknienia, że potrzebna jest mu dość szybko ofiara wewnątrz partii, wydaje mi się, że będzie nią poseł Zbigniew Girzyński" - stwierdził Dorn.

I tylko bogu ducha winny poseł nie potrafił wyjaśnić, o co mogło chodzić Dornowi. A Dorn też niczego nie wyjaśnił. No i mamy klops. Kto się boi Ludwika Dorna? Girzyński z całą pewnością aż drży. Tylko co to za afera?

Spójrzmy na Czechy - tam się dzieje! "Były premier Czech szokuje Europę" - czytamy w "Rzeczpospolitej". Dorn z Kaczyńskim i Ziobrą mogą się schować. Gorące nazwisko to teraz Mirek Topolanek. Medialną sławę 53-letni lider prawicowej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) zawdzięcza przyjaźni z premierem Włoch Silviem Berlusconim. Tydzień temu hiszpańska gazeta "El Pais" opublikowała zdjęcia z urlopu Topolanka w maju 2008 roku w sardyńskiej willi Berlusconiego. Widać na nich półnagie modelki i nagiego mężczyznę z penisem w stanie erekcji. Tym mężczyzną ma być Topolanek.

Czeski polityk przyznał wprawdzie, że to on widnieje na zdjęciu, upiera się jednak, że jest to fotomontaż. Na czym miał polegać fotomontaż, nie zdradził. Sprawa nabrzmiała, a Topolanek od maja nie schodzi z pierwszych stron gazet.

Okazuje się nawet, że afera przysporzyła Topolankowi popularności. Wyborcy obejrzeli sobie byłego premiera w całej krasie i partia ODS wygrała w Czechach wybory do europarlamentu (31,5 proc. poparcia).

Przed trudnym wyborem stoją Irańczycy! Tam czeskie rozrywki są nie do pomyślenia. Sprawa jest poważna. Rozgrywka o fotel prezydenta toczy się między Husajnem Musawim a Mahmudem Ahmedineżadem. Wśród młodych popularny jest Musawi - zwolennik reform i otwarcia drzwi, choć nie za szeroko. Ahmedineżad, noszony na rękach przez tradycjonalistów, po wyborach wciąż będzie się starał "wymazać z mapy Izrael". Skoro polityka Iranu po wyborach niewiele się zmieni, to o co chodzi? "Jeśli wygra Musawi nadal będziemy pracować nad bombą atomową, nie nawiążemy normalnych stosunków z USA, bo ludzie reżimu wierzą, że oznaczałoby to koniec rewolucji islamskiej, ale przynajmniej styl będzie inny. Prezydent, reprezentant mojego kraju nie będzie wyglądał jak zamiatacz ulic" - mówi "Gazecie Wyborczej" Ali Pahlawan, dziennikarz pracujący dla BBC.

A więc o styl chodzi. Może dlatego w Polsce najwięcej głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego zebrał Jerzy Buzek. "Polska. Dziennik Zachodni" rysuje jego portret.

I tak: Największy przysmak: rożeczki, czyli małe ciasteczka w kształcie rogalików z płatków owsianych o maślanym smaku posypane z wierzchu cukrem pudrem.

Wyznanie: ewangelickie (w domu Buzków na Zaolziu zawsze był portret Marcina Lutra, a na honorowym miejscu stała Postylla - zbiór kazań)

Cechy charakteru: urodzony negocjator z wyjątkowa zdolnością zjednywania sobie ludzi, typ przewodnika, opanowany, dynamiczny i pełen niespożytej energii.

Jednak, mimo tych przymiotów, Jerzy Buzek nie wygrał plebiscytu na Człowieka XX-lecia, zorganizowanego przez redakcję "Polski. Dziennika Zachodniego". Pokonał go Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, porządny aż do bólu, nie zamieszany w żaden skandal. Internauci, biorący udział w plebiscycie oddali 13 tys. głosów. Gorzelik zebrał aż 5471. "To spory kredyt zaufania. Świadczy o tym, że jest niemała grupa ludzi identyfikujących się z ideami, które staram się promować i oczekujących, że będę robił to skutecznie. Nie jest to zatem tylko hobby, pomysł na samorealizację, ale coś, co wiąże się z rozbudzeniem pewnych nadziei. Nadziei na upodmiotowienie tego regionu i jego mieszkańców, na jakąś formę autonomii, na godne miejsce w Rzeczpospolitej. Mogę przypuszczać, że ci, którzy oddali głosy, w większości identyfikują się z tą ideą" - mówi najpopularniejsza postać 20-lecia na Śląsku.

A skoro o wyborach mowa, to czas na najważniejszą informację. Przed trudnymi wyborami mogą wkrótce stanąć studenci.

"Gazeta Wyborcza" poznała projekt Ministerstwa Nauki, a w nim... rewolucja! Będzie tak: każdy rok studiów to 60 punktów, limit na studia magisterskie to 300 punktów (na sześcioletnią medycynę - 360). Student ma prawo wykorzystać tylko jedną taką pulę. Jeśli po trzech latach historii zapragnie prawa, za darmo będzie mógł studiować jeszcze tylko dwa lata. Za resztę będzie musiał zapłacić sam. Oczywiście, każdy może studiować na drugim fakultecie - proszę bardzo, ale nie za darmo. A jak ktoś źle wybrał kierunek studiów? Będzie mógł go zmienić, ale na korektę ma tylko semestr. I jeszcze coś dla bardzo zdolnych. Na każdym kierunku 10 proc. najlepszych studentów będzie mogło za darmo studiować drugi fakultet.

Ktoś powie: konstytucja gwarantuje bezpłatną naukę w szkołach publicznych.

Można odpowiedzieć tak: prof. Witold Orłowski wygłosił ostatnio wykład w Katowicach. Dla studentów, zupełnie za darmo. Ponieważ było po południu, studenci nie dopisali. Szkoda, bo profesor wyjaśniał, że nawet jak coś wydaje się za darmo, to z pewnością ktoś musiał na to wyłożyć z własnego portfela. "Nie ma czegoś takiego jak darmowy lunch" - mówił.

Dla studentów przyszłych i obecnych, dla których informacja o planach ministerstwa może się wydać gorzka, mam słodziutką informację z katowickich stron "Gazety Wyborczej". Pomnik Reksia stanie na placu pomiędzy bielskimi ulicami Stojałowskiego i 11 Listopada, tuż obok mostu na rzece Białej. Placyk zostanie wkrótce wybrukowany, na środku stanie fantazyjna fontanna, a na niej piesek z charakterystyczną brązową łatką na oku i uchu, który jedną łapą będzie wskazywał tryskający strumień wody.

O razu milej, prawda?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':