Poniedziałkowe porozumienie ambasadorów państw UE zakazuje zawierania przez kraje członkowskie nowych kontraktów na irańską ropę. Umowy podpisane wcześniej mają obowiązywać do 1 lipca.
Embargo to kolejna z licznych sankcji, jakimi Zachód od miesięcy obkłada Teheran. Chodzi o zmuszenie ajatollahów do wstrzymania programu nuklearnego, który według zachodnich rządów zmierza do budowy bomby atomowej. Irańczycy zaprzeczają i twierdzą, że program ma charakter cywilny.
Państwa UE dogadały się też w sprawie zamrożenia aktywów kolejnych irańskich firm i wstrzymania większości rozliczeń z irańskim bankiem centralnym. - Celem sankcji jest zapewnienie poważnego podejścia Irańczyków do naszych próśb, żeby wrócili do stołu rokowań w sprawie programu nuklearnego - tłumaczyła szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton. - To ważna decyzja, która bardzo wzmocni dotychczasowe sankcje - wtórował jej szef brytyjskiego MSZ William Hague.
Kraje Unii kupowały ok. 600 tys. baryłek irańskiej ropy dziennie, czyli ok. 20 proc. całej irańskiej produkcji. Największymi odbiorcami były
Grecja, Włochy i
Hiszpania.
Bruksela obiecuje, że do kwietnia znajdzie rozwiązanie problemu tych państw, które najpewniej będą sprowadzać więcej ropy z państw Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC).
Jednak Iran najwięcej ropy sprzedaje do Azji, głównie do Chin, które nie zamierzają wprowadzać embarga.
Na sankcje chłodno zareagowała
Rosja - szef MSZ Siergiej Ławrow oświadczył, że nie pomagają one w rozwiązaniu problemu i wezwał do przywrócenia rozmów z Iranem.
Od niedzieli wody Zatoki Perskiej patroluje amerykański lotniskowiec "Abraham Lincoln" oraz inne okręty
USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Wcześniej Irańczycy przeprowadzili ćwiczenia morskie w rejonie zamykającej Zatokę Cieśniny Omruz i grozili, że w razie sankcji zablokują ją wstrzymująca tym samym ok. 20 proc. światowych dostaw ropy.