http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mój kolega idzie siedzieć

Ludwika Włodek
2012-01-23, ostatnia aktualizacja 2012-01-31 10:39

Uważaj z kim sypiasz, co wysyłasz mailem i piszesz na blogu. Przypadek Fariborza, czyli jak działa irańska dyktatura

Fariborz Vejin
mat. pryw., Facebook
Fariborz Vejin
ZOBACZ TAKŻE


Fariborzowi zostało kilka dni wolności. 4 stycznia XV wydział Sądu Rewolucji Islamskiej wystosował pismo nakazujące mu w ciągu 20 dni stawić się do więzienia Evin.

Cztery miesiące wcześniej - 11 września 2011 roku - najsurowszy sędzia tego sądu, Abdolghasem Salavati, zwany "Sędzią Śmierci" skazał Fariborza na trzy lata pozbawienia wolności. Dwa za działania przeciwko Republice Islamskiej i rok za udział w spisku przeciwko tejże.

Poznałam Fariborza w Teheranie, w czerwcu 2009 roku, tuż przed wyborami prezydenckimi. Fariborz nie głosował w wyborach i sceptycznie patrzył na protestujących po ich sfałszowaniu rodaków. Nie wierzył, że którykolwiek z tak zwanych opozycyjnych kandydatów może cokolwiek zmienić w kraju. Dla niego Mir Hosejn Musawi, czyli były wieloletni premier Islamskiej Republiki oraz Mehdi Karubi, były przewodniczący Islamskiego Zgromadzenia Parlamentarnego, byli, podobnie jak starający się o drugą kadencję Mahmud Ahmadineżad, częścią tego samego systemu. Fariborz nie ukrywał przede mną, że nienawidzi Republiki Islamskiej. Zawsze jednak powtarzał to, co teraz, kilka dni temu, już po przeczytaniu pisma z sądu, napisał na Facebooku:

"Za sytuację, jaka panuje w naszym kraju nie winię ani Ahmadineżada, ani [najwyższego przywódcy] Chameneiego, ani nikogo innego z rządzących. Winię Irańczyków. Ich ignorancję, ich sępią mentalność, ich zacofany sposób myślenia i wstrętny zwyczaj odnoszenia się do siebie nawzajem. Zepsuci przywódcy prędzej czy później zapłacą, za to co zrobili, ale najpierw naród powinien odpowiedzieć samemu siebie, czemu pozwolił swoją biernością dojść do władzy tym wszystkim putinom, buszom, ahmadineżadom, berlusconim, asadom, kadafim, mubarakom i kim dżong ilom."

Wcześniej Fariborz angażował się w politykę. Jako młodziutki chłopak, w 1997 roku był aktywistą pierwszej kampanii wyborczej reformatorskiego polityka Mohammada Chatamiego, za którego ośmioletniej prezydentury Iran przeżywał czasy prawdziwej odwilży. Już jako student dziennikarstwa na teherańskim uniwersytecie Azadi pracował w pootwieranych za Chatamiego reformatorskich gazetach. Przez wiele lat prowadził także bloga o sprawach społecznych i o polityce oraz drugiego, o modzie i designie, którymi fascynuje się od dawana zarażony bakcylem przez siostrę.

W 2005 roku, gdy prezydentem został Ahmadineżad reformatorskie gazety zamknięto. A Fariborz, podobnie jak wielu młodych ludzi w jego kraju, zawiedziony tym, jak łatwo nowy rząd wycofuje się ze wszystkich liberalnych zmian wprowadzonych przez poprzedników, przestał się angażować. Nadal jednak uważnie śledził, co dzieje się na irańskiej scenie politycznej. Przed wyborami prezydenckimi w 2009 roku, w ich trakcie i później zbierał w Internecie najciekawsze zdjęcia, filmy, informacje i komentarze dotyczące powyborczych protestów i innych bieżących wydarzeń i rozsyłał do znajomych. Przyznaje, że część z jego wpisów krytykowała rozmaite religijne przesądy. Kilka podobno nawet trafiło do programów telewizyjnych, jako przykład wrażej, antyislamskiej propagandy.

W czerwcu 2010 roku znajomy Niemiec, pracujący dla powstałego po wyborach prezydenckich ruchu zielonych, sympatyzującego z dwoma przegranymi kandydatami Musawim i Karubim, poprosił go o filmy z demonstracji. Fariborz wypalił na DVD to co udało mu się znaleźć we własnym archiwum i wysłał płytę.

Nazajutrz, 2 czerwca, do jego mieszkania przyszli agenci bezpieki. Przewieziono go do okrytego złą sławą więzienia Evin pod Teheranem, gdzie spędził 62 dni. Wypuszczono go gdy poświadczył za niego szwagier i kolega szwagra, którzy jako pracownicy państwowych instytucji mieli do tego prawo. Zobowiązali się, że w razie gdyby Fariborz próbował uniknąć procesu, zapłacą za niego karę z własnego majątku.

Jednak Fariborz nie próbował. Na kilka miesięcy przestał pojawiać się na Facebooku, skończył z wysyłaniem maili i komentowaniem, tego co się dzieje w Iranie. Postanowił nawet potulnie odbyć zaległą służbę wojskową, bo liczył, że to udobrucha władze. Wszystko na nic.

Pierwsze i jedyne posiedzenie sądu w sprawie Fariborza odbyło się w maju 2011 roku. Nigdy nie pozwolono mu zapoznać się z zarzutami. Dowodami w sprawie były jego artykuły z gazet i maile wysyłane do znajomych. Co ciekawe mniej więcej w czasie gdy Fariborz był aresztowany zablokowane zostało moje konto na Onecie, na które i do mnie wysyłał wyszukane w sieci filmiki i linki do ciekawych artykułów. Wtedy nie rozumiałam dlaczego nagle po wpisaniu hasła, którego używałam 10 lat, dowiaduję się, że jest nieprawidłowe. Teraz jestem prawie pewna, że stoją za tym irańskie służby specjalne.

Najcięższym jednak zarzutem wobec Fariborza była jego działalność w new ageowym ruchu religijnym Eckankar. Ruch ma główną siedzibę w Stanach, ale w Iranie miał grupkę zwolenników, Fariborz wraz z młodszym bratem i siostrą dołączyli do nich w 2003 roku. Sympatycy Eckankar wierzą w rozwój duchowy, opierają swoje praktyki na dalekowschodniej medytacji, wiele czerpią z tybetańskiego buddyzmu. Islamska Republika Iranu traktuje sympatyków Eckankar, podobnie jak innych wyznawców wszelkich synkretycznych ruchów religijnych, jak swoich osobistych wrogów. Wielokrotnie organizowała naloty na miejsca, gdzie się zbierali, konfiskowała ich literaturę religijną i wzywała na przesłuchania.

W czasie procesu Fariborz dowiedział się, że donosiło na niego kilku z jego przyjaciół, a także dziewczyna z którą przez dwa lata sypiał. Niedługo po wyroku pracę na uniwersytecie straciła siostra Fariborza. Zamknięto seminaria o modzie, które od 8 lat prowadziła w Teheranie i w Jazdzie.

Fariborz złożył apelację, ale sąd nawet nie raczył poinformować go czy została rozpatrzona.

"Znałem tylko numer mojej sprawy, nazwisko sędziego i nazwę więzienia, gdzie mam odsiedzieć wyrok. Nie mogłem nawet przejrzeć akt sprawy. Zostałem skazany i tyle. Za szacha, SAVAK, ówczesne tajne służby wybiły wszystkie zęby mojemu ojcu, za to, że był komunistą i działaczem związkowym. Teraz ja płacę za to, że nie wierzę w tradycyjne religijne dogmaty, jestem indywidualistą i libertynem. Płacę mimo, że nikomu nie wyrządziłem krzywdy i całe życie pracowałem dla ogólnego dobra" - napisał do mnie Fraiborz w ostatnim mailu, w którym prosi mnie o upublicznienie swojej sprawy.

Trzy lata na które został skazany, to nie jest najcięższy wyrok wydany ostatnio w Iranie. Po wyborach 2009 roku wielu, równie niewinnych ludzi, dostało karę śmierci, wielu skazano na długoletnie więzienie. Jednak nikogo z nich nie znałam osobiście. Dlatego ten wyrok, bardziej niż wszystkie inne, uświadamia mi jak ciężkie może być życie ludzi w dyktaturze i jak mało my, z wolnego świata, możemy zrobić by im pomóc.

Post scriptum

Tydzień temu, we środę 25 stycznia Fariborz posłusznie zgłosił się do więzienia. Był przekonany, że to ostatnie jego chwile na wolności. Wcześniej pożegnał się z przyjaciółmi. Poprosił młodszego brata i siostrę, by wszystkich zainteresowanych jego losem informowali co się z nim dzieje. Kupił nawet kilka rzeczy, które sądził, że mogą mu się przydać w więzieniu.Tymczasem gdy odczekał w kolejce przy wejściu na swoją kolej sędzia odpowiedzialny za wykonanie jego wyroku poinformował go, że może złożyć podanie o ułaskawienie. Musi tylko obiecać, że nie będzie działał przeciwko władzom. Fariborz podpisał podanie i wrócił do domu. Nie jest pewien, jaki będzie rezultat tej prośby. Nie ufa władzom, nie wie, czy to nie część gry, jaką Republika Islamska prowadzi z nim od wielu lat. "W każdym razie na razie jestem wolny. Mam nadzieję, że dadzą mi paszport i pozwolą mi i mojej rodzinie opuścić to ich islamskie królestwo. Skończą się moje kontakty z tym systemem, tak jak już dawno skończyła się wszelka nadzieja, na to, że uda się go zreformować" - napisał mi w mailu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':