Po wystrzeleniu rakiet Nur i Ghader oficerowie irańskiej marynarki wojennej nie ukrywali radości
Fot. HANDOUT REUTERS
Irańczycy nie są wystarczająco zaawansowani technologicznie, by odpalać rakiety dalekiego zasięgu - komentuje testy rakietowe Teheranu izraelski ekspert. A irańska bomba atomowa to ciągle jeszcze jest kwestia lat
Fot. Amir Kholousi AP
Wystrzelenie rakiet to reakcja na sankcje, które USA nałożyły na Iran
- W ostatnim dniu ćwiczeń w pobliżu cieśniny Ormuz przetestowaliśmy rakiety dalekiego zasięgu - Nur i Ghader - poinformował w poniedziałek Teheran.
Chociaż według ekspertów rakiety te mogą pokonać najwyżej 200 km, Irańczycy twierdzą, że zasięg został zwiększony. Chwalą się też, że rakiety są wyposażone w najnowocześniejszą technologię irańską.
Ćwiczenia to kolejna część trwającej od ponad tygodnia wojny nerwów między Iranem i USA. Irańczycy grożą, że jeśli Amerykanie nałożą na Teheran nowe sankcje, to zablokują cieśninę Ormuz, przez którą przechodzi 20 proc. światowego transportu ropy.
Waszyngton zignorował groźby i w sobotę nałożył na Iran nowe sankcje przewidujące kary dla instytucji finansowych prowadzących interesy z bankiem centralnym Iranu.
Zdaniem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Iran potajemnie buduje bombę atomową. Irańczycy zaprzeczają, twierdząc, że ich program jądrowy ma wyłącznie charakter pokojowy.
Marta Urzędowska: Co dla Izraela oznacza irański test rakietowy? Irańczycy twierdzą, że wystrzelili rakiety dalekiego zasięgu.
Prof. Gerald Steinberg, izraelski politolog z Centrum Studiów Strategicznych BESA: W Izraelu takich wiadomości słucha się wyjątkowo uważnie, ale myślę, że powinniśmy zachować zimną krew. Irańczycy prężą muskuły, mówiąc o rakietach dalekiego zasięgu. Z tego, co wiem, przetestowane pociski miały zasięg zaledwie 200 km, a o dalekim zasięgu mówimy powyżej 5,5 tys. km. Więc spokojnie - w tej chwili Irańczycy nie są wystarczająco zaawansowani technologicznie, by odpalać rakiety dalekiego zasięgu.
Poza tym tym razem nie chodzi o Izrael, lecz o grę psychologiczną z Amerykanami w sprawie cieśniny Ormuz. Irańczycy grożą jej zamknięciem, jeśli Zachód nie wstrzyma sankcji, a ćwiczenia i rakiety miały uwiarygodnić ich groźby.
Z najnowszego raportu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej wynika jasno, że Teheran kłamie, nazywając swój program atomowy cywilnym, i po cichu buduje bombę atomową.
- Buduje ją i niewątpliwie robi postępy, ale jeszcze dużo mu brakuje do sukcesu. Ma wprawdzie mnóstwo nisko wzbogaconego uranu, ale wzbogacenie go do poziomu niezbędnego do wyprodukowania bomby to ciągle jeszcze jest kwestia lat. Jednak Iran uzbrojony w broń nuklearną to najgorszy koszmar nie tylko dla Izraela. Dlatego świat powinien robić wszystko, żeby ten postęp spowolnić albo go uniemożliwić.
Za pomocą wojny prewencyjnej? Izraelczycy są na nią gotowi?
- Nie wykluczamy żadnej opcji. Oczywiście wolelibyśmy, gdyby sprawę udało się załatwić dyplomatycznie - negocjacjami i naciskiem międzynarodowym. Ale jeśli się nie uda, to Izrael poważnie bierze pod uwagę możliwość ataku na Iran. Chociaż pewnie nie będzie to wyłącznie nasza decyzja, lecz podjęta we współpracy z Waszyngtonem.
Jeśli Irańczykom uda się zbudować bombę atomową, to czy użyje jej przeciwko Izraelowi? Przecież to byłoby samobójstwo dla rządzących Iranem ajatollahów.
- Tak. I dlatego nie sądzę, by zechcieli jej użyć. Nie po to w 1979 r. zrobili rewolucję i zdobyli niepodzielną władzę, by stracić ją w wyniku wojny. Świetnie wiedzą, że izraelski odwet byłby straszny.
Myślę, że buńczuczne zapowiedzi o zmieceniu Izraela z mapy to czysta retoryka, choć nie należy ich lekceważyć, bo połączenie skrajnego islamskiego fundamentalizmu z technologią nuklearną stanowi mieszankę wybuchową.
Pamiętajmy też, że Iran wspiera terrorystów - libański Hezbollah czy palestyński Hamas. Przyjaźń Iranu wyposażonego w bombę atomową byłaby dla tych grup dużo bardziej wartościowa niż Iranu bez bomby. Taka ochrona mogłaby ich ośmielić nie na żarty.
Czy atakując irańskie obiekty nuklearne, można powstrzymać program atomowy? Te instalacje są rozproszone
- Zbombardowaliśmy irackie reaktory w 1981 r. i choć od tych wydarzeń minęło 30 lat, Irańczycy dobrze je pamiętają. Dzisiaj mamy dużo lepszą technologię, większe możliwości. Jeśli będziemy chcieli, znajdziemy, co trzeba. Irańczycy dobrze o tym wiedzą.
Czy po arabskich rewolucjach w regionie wzrosła pozycja Iranu?
- I tak, i nie. Z jednej strony niestabilność i chaos w regionie osłabiają Irańczyków - szczególnie to, co dzieje się w Syrii. Największy regionalny sojusznik Teheranu, syryjski władca Baszszar al-Asad, ma wielkie kłopoty. A poparcie dla dyktatora, który od miesięcy morduje rodaków, to dla Teheranu kompromitacja. Ale jest też druga strona medalu - pogrążony w chaosie Egipt, gdzie szykuje się walka o władzę między generałami i islamistami, odgrywa dzisiaj mniejszą rolę w regionie. A Iran pewnie zechce wypełnić tę próżnię i pozować na regionalnego lidera.
Barack Obama zapewnia, że jest zdeterminowany, by powstrzymać Teheran przed wyprodukowaniem bomby atomowej. Czy poza sankcjami Amerykanie mogą coś zrobić?
- Nie sądzę, żeby zrobili coś więcej, i nie wyobrażam sobie amerykańskiej interwencji zbrojnej w Iranie, ale sankcje to niemało. Szczególnie ostatnie, uderzające w irański bank centralny są dla reżimu ajatollahów bardzo bolesne. To dlatego tak się wściekli i zagrozili zamknięciem cieśniny Ormuz. Ale pewnie skończy się na pokazie siły, bo zamknięcie cieśniny oznaczałoby wstrzymanie irańskiego eksportu ropy i ogromne straty dla samych Irańczyków.
Co się stanie w relacjach Iranu z Izraelem i Waszyngtonem w 2012 r.?
- Za dużo się dzisiaj dzieje, dlatego trudno przewidywać. Ważne jest, jak zakończy się arabska wiosna w Syrii, jak przebiegnie podział władzy w Egipcie. Dużo zależy też od wyborów parlamentarnych w samym Iranie, od tego, jak tam się ukształtuje sytuacja. Jeśli znowu dojdzie do oszustw, a zachęceni przykładem Arabów Irańczycy wyjdą na ulice, to ajatollahowie mogą mieć na głowie większe problemy niż grożenie światu bombą atomową.