"Rozpustnicy, zboczeńcy, za wasze bezwstydne czyny przygotujcie się na karę boską!" - takie plakaty coraz częściej można zobaczyć na murach Miasta Sadra, szyickiej dzielnicy Bagdadu, w której do dziś panoszy się Armia Mahdiego - potężna milicja szyickiego radykała Muktady as Sadra.
Najczęściej zjawiają się pod osłoną nocy, czarno ubrani z zasłoniętymi twarzami. Porywają człowieka, który według nich jest gejem, a po kilku dniach jego ciało z odciętą głową albo genitaliami ktoś znajduje w śmietniku. Ci, którzy mają więcej szczęścia, lądują w szpitalu ze śladami najwymyślniejszych tortur.
Z liczącego 70 stron opublikowanego wczoraj raportu HRW wyłania się wyjątkowo ponury los irackich gejów. W imię moralności w ciągu ostatnich kilku miesięcy szyickie milicje porwały, torturowały i zamordowały setki dżarawich, czyli "szczeniaków", jak pogardliwie nazywają homoseksualistów.
Strach padł na wszystkich młodych mężczyzn, bo w oczach srogich szyitów z Armii Mahdiego na miano geja łatwo zasłużyć: wystarczy mieć nieco dłuższe włosy, obcisły podkoszulek albo opięte dżinsy.
Z opowieści homoseksualistów, do których dotarli wysłannicy HRW, wynika, że bandyci z Armii Mahdiego to prawdziwi wirtuozi tortur. Brutalne bicie i zbiorowe gwałty, wstrząsy elektryczne, zaklejanie odbytu perską gumą i podawanie środków przeczyszczających - lista makabrycznych pomysłów jest imponująca.
Każdy torturowany przy okazji musi podać nazwiska wszystkich znajomych gejów. W ten sposób powstaje coraz dłuższa lista potencjalnych ofiar.
Za czasów Saddama Husajna irackich gejów nikt nie ścigał, bo dyktator lubił zgrywać tolerancyjnego, odwołując się do socjalistycznych ideałów panarabskiej partii Baas. W efekcie w Bagdadzie można było nawet znaleźć gejowskie knajpki. Tym bardziej to, co dzieje się dzisiaj, to dla miejscowych szok.
- Kiedy w lutym ludzie zaczęli mówić o polowaniu na gejów, nie chciałem w to wierzyć - opowiada HRW Idris. - Wystraszyłem się dopiero, kiedy pod koniec marca dowiedziałem się, że w samym Mieście Sadra zabili już trzydziestu.
Bilal przyznaje, że zaczął się bać trzy miesiące temu, kiedy zginął jego przyjaciel. - Nigdy nie ukrywał tego, że jest gejem, więc poderżnęli mu gardło, w dodatku nagrali to komórką i rozesłali jako ostrzeżenie - opowiada. - A w dzielnicy At-Tawra żywcem spalili 11 mężczyzn!
Szczęśliwcy w porę zostają ostrzeżeni. - Byłem u rodziców, kiedy przez okno wpadła koperta - opowiada 18-letni Tarik. - W środku była zakrwawiona kula i kartka z napisem: jesteś gotowy na śmierć? Natychmiast uciekłem z miasta.
Tajjiba najbardziej oburza bezkarność sprawców. - O tym, co się tu dzieje, wiedzą już wszyscy, a mimo to nikt nie karze winnych! On traktują te zabójstwa jak przesłanie dla innych "zboczeńców" i dla wszystkich Irakijczyków - tłumaczy.
Homoseksualiści i obrońcy praw człowieka potwierdzają, że iracka
policja nie tylko nie broni gejów przed atakami, ale sama urządza na nich polowania.
W kwietniu amerykański "The New York Times" cytował policjanta z bagdadzkiej dzielnicy Karrada, który przyznał: homoseksualizm jest obrzydliwy, dlatego trzeba oczyścić ulice z żebraków i gejów.
HRW cytuje makabryczną opowieść 21-letniego Nuriego, który twierdzi, że porwali go ludzie z MSW. - Trzymali mnie prawie miesiąc, codziennie było tak samo: bili mnie, wieszali głową w dół. Gwałcili mnie po kilkanaście razy dziennie - opowiada. - Obiecywali, że mnie wypuszczą, jeśli dam im 10 tys. dol.
Oliwy do ognia dolewają szyiccy duchowni, którzy na piątkowych kazaniach w meczetach odżegnują homoseksualistów od czci i wiary. - Nie każą zabijać gejów - tłumaczy Hajtam. - Stwierdzają tylko: homoseksualizm to zło i grzech, trzeba go wyeliminować.
Atif z bagdadzkiej dzielnicy Zajuna w porę dostał ostrzeżenie i w kwietniu zdążył uciec z Bagdadu. - Dzwonię do znajomych, a oni powtarzają: za nic w świecie tu nie wracaj, tutaj trwa prawdziwa masakra gejów!