W ten sposób władze stanu Maharasztra w Indiach chcą sprzeciwić się jawnej dyskryminacji dziewczynek w hinduskich rodzinach. Stan ma jeden z najgorszych współczynników narodzin dziewczynek w kraju - zaledwie 881 na 1000 chłopców. Dzieci, które wezmą 21 października udział w ceremonii, będą mogły wybrać sobie dowolne imię.
Praktykę nazywania córek Nakushi odkrył w zeszłym roku lekarz urzędowy z Satary dr Bhagwan Pawar, który zauważył tabliczkę z takim imieniem na drzwiach jednego z domostw. Gdy dowiedział się, że w okolicy wielu rodziców nazwało swoją córkę Niechciana, postanowił interweniować.
- Tak silne jest pragnienie narodzin chłopca, że te dziewczynki nazywane są po prostu Nakushi - mówi Pawar. - Zazwyczaj dzieje się tak w biednych rodzinach. Raczej nie z pierwszą córką, tylko z drugą lub trzecią, którą
rodzice uznają już za znaczne obciążenie.
W hinduskich rodzinach istnieje silna preferencja męskiego potomka. Syn nadaje ciągłości rodowi, dziedziczy własność, ciężko pracuje i opiekuje się rodzicami na starość. Tymczasem córka zazwyczaj pozostaje nieaktywna zawodowo. Zgodnie z tradycją wyprowadza się z domu, a rodzice są zmuszeni do zapłacenia potężnego posagu rodzinie pana młodego.
Takie podejście skutkuje potajemnymi aborcjami. Szacuje się, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat wykonano w Indiach ok. 6 mln aborcji selektywnych. Przerwanie ciąży jest legalne do 20. tygodnia, ale prawo zabrania dokonywania go ze względu na płeć. Od 1996 r. podczas badań prenatalnych lekarz nie ma prawa informować rodziców o płci dziecka. Rzeczywistość jednak wygląda inaczej, często sprawę załatwia niewielka łapówka. I to pomimo, że lekarzowi grożą w tym przypadku nawet trzy lata więzienia.
Problem ten dotyczy także np. Chin. Jednak o ile w przypadku Chińczyków wskaźnik maskulinizacji zaczął się stabilizować, w Indiach z każdym rokiem jest coraz gorzej. Obecnie na 1000 hinduskich mężczyzn przypada 940 kobiet.