http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Otwieranie grobów

Dawid Warszawski
2011-08-23, ostatnia aktualizacja 2011-08-23 13:05

Przelew krwi w siedmiomilionowej indyjskiej części Kaszmiru jest przerażający.

Dawid Warszawski
fot. AG
Dawid Warszawski
Zbiorowych grobów znaleziono 38. Ciała 2156 pochowanych pozostają niezidentyfikowane, ale 574 zidentyfikować się udało - to lokalni mieszkańcy. Tymczasem wojsko, przekazując wieśniakom ciała do pochowania, zawsze twierdziło, że są to szczątki niezidentyfikowanych terrorystów przybyłych zza granicy i zabitych w walce. Na polecenie wojskowych chowano ich w nieoznaczonych grobach.

I te groby właśnie badała komisja praw człowieka indyjskiego stanu Dżammu i Kaszmir, która w poniedziałek ogłosiła raport. Być może jesteśmy o krok bliżej do ustalenia losu 3200 Kaszmirczyków, którzy od 1990 roku przepadli bez wieści po aresztowaniu przez indyjskie siły bezpieczeństwa.

Władze indyjskie nie ukrywają już skali mordów, do jakich doszło na przestrzeni ostatnich tylko 21 lat (konflikt trwa, odkąd Indie podbiły i przyłączyły w 1947 r. południową część Kaszmiru). Według danych oficjalnych od 1990 r. zginęło 43 460 ludzi, z czego większość z rąk terrorystów dążących do wyparcia Indii z Kaszmiru. Władze biorą odpowiedzialność za śmierć 3642 kaszmirskich cywili.

Zdaniem działaczy praw człowieka liczby te są zaniżone o połowę, a bardzo wielu Kaszmirczyków zabitych przez wojsko zostało uznanych za terrorystów już po śmierci, aby poprawić statystyki.

Tak czy inaczej przelew krwi w siedmiomilionowej indyjskiej części Kaszmiru jest przerażający. Dla porównania - w tym samym okresie w Izraelu, na terytoriach okupowanych i w Gazie (łączna ludność 12 mln, a więc prawie dwa razy więcej) zginęło niecałe 9 tys. ludzi, czyli ponad czterokrotnie mniej, nawet jeśli trzymać się indyjskich danych oficjalnych. W Izraelu nie ma też anonimowych zbiorowych grobów i więźniów, którzy przepadli bez wieści. Państwowa komisja, jak ta z Dżammu i Kaszmiru, nie miałaby tam co robić.

Indyjska zaś będzie miała zajęcie na długie lata, bo nic nie wskazuje, by konflikt miał się rychło zakończyć. 95 proc. mieszkańców doliny Kaszmiru to mówiący po kaszmirsku muzułmanie i jak wskazują badania opinii publicznej, po ponad pół wieku indyjskiej okupacji nadal większość z nich chce połączenia z północną częścią kraju kontrolowaną od 1947 r. przez Pakistan i niepodległości.

Indie są tego świadome i dlatego konsekwentnie odmawiają przeprowadzenia plebiscytu, który obiecały ONZ w 1948 r. New Delhi pragnie utrzymania rozbioru Kaszmiru, twierdząc, że każde inne rozwiązanie oznaczałoby kapitulację wobec terrorystów.

Wspierane przez Pakistan organizacje kaszmirskie istotnie są terrorystyczne. Nie inaczej jest z kurdyjską PKK w Turcji czy było z organizacjami palestyńskimi, dopóki Izrael nie podjął negocjacji z OWP. Terroryzm, którego nie udało się pokonać przez pół wieku, ma wszelkie cechy trwałości. Tak jak cele nie uświęcają środków, tak podłe środki nie unieważniają zasadnego celu.

Walcząc z terroryzmem, demokracje pozornie są w gorszej sytuacji niż dyktatury. Opinia publiczna, w tym własna, może protestować przeciwko zbrodniom nieuchronnie popełnianym w toku takiej walki. Demaskują je często własne media, potępiają instytucje własnego państwa (w Izraelu sąd najwyższy systematycznie broni praw Palestyńczyków).

Z reguły jednak mogą liczyć na, choćby i udzielane niechętnie, zrozumienie społeczności międzynarodowej - wojna z terrorem nigdy nie jest czysta. Dlatego też nie ma na przykład wniosku o przyjęcie Kaszmiru do ONZ, a Turcja może odwetowo bombardować Irak po atakach PKK bez obawy, że narazi się na potępienie. W zamian oczekuje się jednak, że demokracje stworzą jakąś polityczną perspektywę zakończenia konfliktu. Czasem jednak daremnie. "W Turcji nie ma problemu kurdyjskiego, jest problem terroryzmu" - powiedział niedawno turecki premier Erdogan. "Nie będziemy tolerować drugiego podziału Indii" - konsekwentnie twierdzi New Delhi.

Nie tylko więc indyjska komisja będzie miała co robić. W tureckim Kurdystanie o takiej komisji długo jeszcze można będzie jedynie marzyć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':