W piątek rozpoczął w
Delhi protest głodowy mający zmusić indyjskie władze do zaostrzenia ustawy antykorupcyjnej. Rząd kierowany przez Manmohana Singha zapewne pluje sobie w brodę, że nie pozwolił mu na to trzy dni wcześniej. Indyjska
policja uniemożliwiła planowany na wtorek protest, prewencyjnie aresztując Hazare oraz 1,3 tys. jego zwolenników. Tłumaczono, że aktywiści nie mają pozwolenia na tak duże zgromadzenie.
W całych Indiach wybuchły protesty w obronie popularnego działacza - tylko w Delhi w środę zamiast 10 tys. ludzi (jak planowano na wtorek) zebrało się 50 tys. Władze musiały się ze swojej decyzji wycofać rakiem. W piątek Hazare wyszedł z więzienia, po czym ruszył przez miasto w kawalkadzie tysięcy swoich zwolenników, paraliżując ruch w zalanej monsunowym deszczem stolicy. Stacje telewizyjne transmitowały wydarzenie na żywo.
Niczym wizytująca głowa państwa Hazare złożył kwiaty w miejscu kremacji Mahatmy Gandhiego. Następnie w parku Ramlila, gdzie zwykle odbywają się festyny religijne, rozpoczął 15-dniową głodówkę (na tyle ostatecznie dostał zgodę od władz). - Zdrajcy, którzy okradają ten kraj, nie będą dłużej tolerowani - ogłosił. - To jest nowa rewolucja. Nowa walka o wolność.
Działacze społeczni domagają się uchwalenia ostrej ustawy antykorupcyjnej i powołania niezależnego od władz prokuratora ds. korupcji, który miałby prawo prowadzić dochodzenie także przeciw premierowi i posłom. Parlament nie dał na to zgody. Premier Singh skrytykował Hazare, zauważając, że o kształcie prawa winien decydować demokratycznie wybrany parlament, a nie jeden człowiek, który "uzurpuje sobie prawo do reprezentowania 1,2 mld narodu".
Jednak opinia publiczna stoi po stronie Hazare. Popierają go nie tylko biedacy, ale i klasa średnia, którą mocno dotyka korupcja. Problem jest poważny. W ostatnim rankingu Transparency International
Indie spadły z 72. miejsca na 87., a w kolejnym będzie jeszcze gorzej - bo same tylko nieprawidłowości przy sprzedaży licencji na telefonię komórkową i organizacji igrzysk Wspólnoty Narodów w 2010 r. kosztowały kraj 40 mld dol. Szacuje się, że szara strefa w Indiach jest warta 1,4 biliona nieopodatkowanych dolarów - niewiele mniej od oficjalnego
PKB.
Od czasów Mahatmy Gandhiego, który głodówkę stosował z powodzeniem w okresie walki o niepodległość, strajk głodowy jest w Indiach dość częstą bronią. Ostatnio próbowała stosować go Irom Sharmila, działaczka z Manipur, protestując przeciw bezkarności żołnierzy w jej stanie. Nakarmiono ją siłą.
Anna Hazare kreuje się na następcę Mahatmy Gandhiego, ale nie znalazł zrozumienia u prawnuka apostoła walki bez użycia przemocy. Tushar Gandhi przyrównał jego akcję do szantażu. Stwierdził, że Mahatma używał głodówki jako sposobu na zreformowanie adwersarza, zaś Hazare bije we wroga jak w worek. Tushar zauważa jedną pozytywną rzecz wynikającą z obecnych protestów - walka jest prowadzona bez przemocy. Na razie nie wybito nawet jednej szyby.
Czy Hazare obali rząd Partii Kongresowej? Na razie na to się nie zanosi, głównie dlatego, że opozycja jest słaba i również uwikłana w skandale korupcyjne. Ale popularność rządu gwałtownie spada, także z powodu rosnących cen. Niektórzy obserwatorzy podejrzewają, że kierowana przez Sonię Gandhi Partia Kongresowa celowo podgrzała sytuację, by wymusić dymisję premiera Singha i zastąpić go Rahulem Gandhim, synem Soni i byłego premiera Radżiwa Gandhiego. Singh polecił zwolnić Hazare po spotkaniu z Sonią i Rahulem, który jest kreowany na "przyjaciela ludu".