74-letni Hazare, były kierowca wojskowy, pierwszy strajk głodowy podjął w kwietniu. Żądał uchwalenia ostrego prawa antykorupcyjnego i powołania rzecznika praw obywatelskich ds. walki z korupcją. Rząd obiecał ustępstwa, co działacza z Maharaśtry rozsławiło na cały kraj.
Hazare przypomniał Hindusom Mahatmę Gandhiego, ikonę walki bez użycia przemocy, który często uciekał się do głodówek. Zastrzelony w 1948 r. przez prawicowego fanatyka Gandhi jest w Indiach otoczony niemal boskim kultem, lecz do jego ideałów już mało kto się w praktyce odwołuje.
Ponieważ kształt proponowanej ustawy antykorupcyjnej odbiega od postulowanego przez działaczy społecznych, Hazare uznał, że rząd wyprowadził go w pole. Walkę z korupcją ogłosił "drugą wojną o niepodległość" i zapowiedział, że będzie głodował do skutku. Na wtorek zwołał swoich zwolenników do jednego z parków w New
Delhi, gdzie miał się rozpocząć protest.
Jednak o 7.30
policja zabrała Hazare z domu do niesławnego więzienia Tihar. W mieście wyłapano też 1,3 tys. jego zwolenników - większość została zamknięta na stadionie.
Według szefa resortu spraw wewnętrznych P. Chidambaramy, powodem aresztowań było nie przestrzeganie zaleceń policji, która nakazała m.in. aby w demonstracji brało udział najwyżej 500 osób. Długość dozwolonej głodówki ograniczono do trzech dni.
- Nie odbieramy prawa do pokojowych, demokratycznych protestów, ale nigdzie na świecie nie można protestować bez ograniczeń - tłumaczył minister Chidambaram. Tego samego zdania jest minister informacji Ambika Soni: - 10-tys. tłum może wywołać zakłócenia. Pozwólmy policji wykonywać obowiązki.
Indie nazywają się z dumą "największą demokracją świata". Zwolennicy Hazare są innego zdania: oskarżają rząd Manmohana Singha, że jest dyktaturą, i porównują obecną sytuację do stanu wyjątkowego w latach 70. bądź też represji stosowanych przez brytyjskich kolonizatorów. Popiera ich opozycja.
Rząd Singha od miesięcy jest krytykowany z powodu rosnących cen oraz licznych skandali korupcyjnych. Są w nie zamieszani politycy wszystkich opcji, ale większość z rządzącej Partii Kongresowej lub jej sojuszników. Największa afera związana z przyznaniem licencji na telefonię komórkową mogła kosztować Indie nawet 39 mld dol. - to więcej niż wynosi
PKB Bułgarii albo Sri Lanki. Tegoroczny raport firmy konsultingowej KMPG ostrzega, że korupcja w Indiach jest tak ogromna, że zagraża rządowym planom osiągnięcia 9-proc.
wzrostu gospodarczego.
W poniedziałkowym przemówieniu premier Singh obiecał podjęcie "najostrzejszych" działań przeciw skorumpowanym urzędnikom, powtórzył jednak, że tylko parlament - a nie działacze społeczni - ma prawo decydować o kształcie ustawy.
Parlament jednak z powodu protestów nie może się zebrać od dwóch tygodni. Na wieść o aresztowaniu Hazare w całych Indiach wybuchła nowa fala demonstracji. Ludzie nieśli transparenty ogłaszające "rewolucję przeciw korupcji", na innych wypisano prośbę: "Aresztujcie mnie". W Bhopalu nieznany sprawca zastrzelił współpracowniczkę Hazare Shehlę Masood.
Obie strony nie przebierają w słowach. Rzecznik Partii Kongresowej stwierdził, że Hazare jest otoczony przez "kanapowych faszystów, przerośniętych maoistów i gabinetowych anarchistów".
A zwolennicy Hazare opublikowali jego wystąpienie, które zmyślnie nagrał na wypadek aresztowania: - Protesty muszą trwać - apelował następca Mahatmy Gandhiego. - Niech w żadnym więzieniu w kraju nie pozostanie wolne miejsce!