To pierwszy taki wyrok w Hiszpanii, gdzie mieszka 1,5 mln muzułmanów. Sąd orzekł, że swoboda wyznania, kultury i obyczaju danej społeczności nie obejmuje prawa narzucania ich innym, nawet swoim członkom. Ważniejsze są bowiem wolność osobista i prawa obywatelskie.
Przywódcy muzułmanów z katalońskiego miasteczka Cunit szykanowali urzędniczkę ds. kultury Fatimę Ghailan, Marokankę z pochodzenia, dlatego że pracowała zawodowo, prowadziła
auto i zadawała się z "niewiernymi". Oskarżali, że nie wychowuje dzieci w duchu islamu. Jej męża namawiali do znalezienia sobie innej żony, "dobrej" muzułmanki. Fatimie i jej dzieciom grozili śmiercią. Zebrali podpisy pod petycją do ratusza jako dowód, że społeczność jej nie popiera. Naciskali panią burmistrz i radnych, by zwolnili ją z pracy.
W sądzie Ghailan przyznała, że jej rodzina nie brała udziału w życiu religijnym gminy, więc w czasie ramadanu, rytualnego postu, jej dzieci musiały jeść w szkole drugie
śniadanie ukradkiem. Kiedy w proteście przeciw represjom zdjęła z głowy chustę (hidżab), imam Benbrahim, jego rodzina i zwolennicy napadli ją na ulicy. Wtedy poskarżyła się prokuraturze.
Imam Mohamed Benbrahim dostał rok więzienia, przewodniczący stowarzyszenia islamskiego Alderraman El-Osri - dziewięć miesięcy, a córka imama Haffsa zapłaci 730 euro grzywny. Wszyscy troje zapłacą Ghailan 1,5 tys. euro zadośćuczynienia. Sąd udzielił również nagany burmistrz Cunit, socjalistce Judith Alberich, która jest też senatorem w Madrycie, za to, że tolerowała publiczną nagonkę na miejskiego urzędnika. Burmistrz uznała spór za prywatny, a Fatimę nakłaniała, by wycofała skargę. Sąd orzekł jednak, że nie wolno jej było zachować neutralności; przeciwnie - powinna stanąć w jej obronie.
- To pierwsza spokojna noc od miesięcy - mówiła po wyroku Ghailan. Trwające dwa lata szykany wywołały u niej depresję. Musiała na kilka miesięcy zwolnić się z pracy.