Zasadnicza różnica polega na tym, że wcześniej (gdy aborcja była dopuszczalna w przypadku gwałtu, zagrożenia życia i zdrowia matki lub deformacji płodu) koszty prywatnego zabiegu ponosiła kobieta, a teraz - państwo. Jest to ok. 300-360 euro, w zależności od regionu. W myśl ustawy bowiem, jeśli kobieta nie dokona zabiegu w szpitalu publicznym, np. z powodu sprzeciwu ginekologów albo długiej kolejki, może to uczynić w klinice prywatnej, której zapłaci za to państwo.
Liczba zabiegów finansowanych z ubezpieczeń publicznych wzrosła w ciągu czterech miesięcy średnio w całej Hiszpanii z 30 do ponad 60 proc.
Są jednak duże różnice regionalne. Konserwatywna Nawarra nie ma klinik prywatnych, a szpitale publiczne odmawiają aborcji, powołując się na sprzeciw lekarzy. Służba zdrowia jest tam regulowana przywilejem autonomii regionalnej, a miejscowy parlament jest w większości przeciwny prawu do aborcji. Ale państwo i tak zwróci koszt usunięcia ciąży mieszkance Nawarry - tyle że musi ona pojechać do kliniki w innym regionie.
W Asturii rok temu wszystkie aborcje przeprowadzano prywatnie, a państwo płaciło za 8 proc. z nich, resztę opłacały same kobiety. Teraz za 97 proc. płaci państwo.
W Madrycie, gdzie rządząca prawica była przeciwna nowej ustawie, aż 90 proc. ankietowanych ginekologów zatrudnionych w szpitalach publicznych sprzeciwia się liberalnemu prawu, a czas oczekiwania na zabieg przekracza 21 dni. Kobiety zmusza to do korzystania z klinik prywatnych, a państwo finansuje aborcje: w 2009 - 26 proc.; obecnie - ponad 60 proc. wszystkich aborcji.
W Kastylii-La Manchy liczby te wzrosły z 5 do 70 proc. W Katalonii - z 24 do 55 proc. W Kraju Basków - z 7 do 87 proc.
Liberalizacja aborcji uchwalona głosami socjalistów i postkomunistów wciąż wzbudza w Hiszpanii protesty Kościoła i prawicy. Ale w odróżnieniu od Polski organizacje antyaborcyjne nie chcą, by o prawie do przerywania ciąży decydowali politycy w parlamencie, i domagają się referendum w tej sprawie. Tydzień temu w niedzielę m.in. pod takim hasłem odbyła się w Sewilli wielotysięczna demonstracja pod hotelem, gdzie zorganizowano międzynarodową konferencję o aborcji i antykoncepcji.
Źródło: Gazeta Wyborcza