Zakaz przeszedł po wielomiesięcznej zaciętej debacie 68 głosami przeciw 55. Zanim go uchwalono, przez kataloński parlament oraz wszystkie hiszpańskie media przetoczyła się wielka debata z wszelkimi możliwymi argumentami.
Formalnie zakaz korridy wprowadza poprawka do ustawy o ochronie zwierząt. Jej inicjatorami byli zresztą obrońcy praw zwierząt, którzy zebrali 180 tys. podpisów pod społecznym projektem zakazania korridy. Tłumaczyli, że są przy okazji obrońcami kultury i cywilizacji przeciw współczesnemu reliktowi bestialstwa i barbarzyństwa, za jaki uważają korridę. Dowodzili, że to krwawa jatka pobudzająca w człowieku prymitywne instynkty oraz męczarnia dla zwierząt.
Obrońcy korridy mówili o tradycji i kulturze, a także o szlachetnym starożytnym rytuale ryzyka i śmierci oraz walce podniesionej do rangi sztuki. Przekonywali, że byki hodowane do korridy to specjalny gatunek - toro bravo, zwierzęcia wybitnie agresywnego, które do chwili występu na arenie jest najtroskliwiej traktowanym spośród zwierząt hodowlanych. Jego śmierć na arenie jest zaś o wiele godniejsza niż bydła i świń w rzeźniach.
Jeszcze inni bronili społeczeństwa otwartego i tolerancyjnego, w którym obywatele mogą coś lubić albo czegoś nie znosić, ale jedni drugim nie powinni niczego zakazywać, bo korrida nie jest obowiązkowa.
Jednak najważniejsze argumenty za korridą i przeciwko niej w Katalonii pozostały w tle, choć wszyscy o nich wiedzieli. Od początku bowiem politycy i opinia publiczna podzieliła się według stosunku Katalonii, jednego z najbogatszych regionów Hiszpanii, do reszty kraju.
Przeciw korridzie byli katalońscy skrajni nacjonaliści opowiadający się za niepodległością regionu oraz znakomita większość umiarkowanych nacjonalistów dążących do maksymalnego poszerzenia katalońskiej autonomii.
I przeciwnie - wszyscy zwolennicy wspólnego hiszpańskiego państwa, czyli zasiadający w lokalnym parlamencie koledzy zarówno rządzących w Madrycie socjalistów, jak i opozycyjnej wobec rządu José Zapatero prawicy, solidarnie bronili korridy jako wspólnego dziedzictwa kulturalnego Hiszpanii.
Inaczej mówiąc, wszyscy, którzy chcieli pokazać Hiszpanii figę, zagłosowali za zakazem. "Mówią: byki, czytaj: Hiszpania" - stwierdził wczoraj
dziennik "ABC". Tytuł tym trafniejszy, że nawiązujący do tezy, jakoby korrida była w Katalonii kulturowo obca i była wymysłem ostatnich lat.
Katalonia była niemal kolebką nowoczesnej korridy, która jako widowisko w obecnej formie ukształtowała się w Hiszpanii w pierwszej połowie XIX w. Jedna z pierwszych nowoczesnych aren powstała w 1834 r. w Barcelonie. Jeszcze w 1988 r. socjalistyczny burmistrz Barcelony Pascual Maragall ogłaszał: - Ci, którzy zaprzeczają tradycji korridy w Katalonii, nie znają historii.
Obecny socjalistyczny premier Katalonii José Montilla, choć sam jest zwolennikiem maksymalnej odrębności regionu od Hiszpanii, głosował przeciw zakazowi. - Apeluję, by zakaz walk byków nie stał się przedmiotem kolejnego sporu Katalonii i Hiszpanii. Proszę wszystkich o umiar i poczucie odpowiedzialności - mówił.
Miesiąc temu oburzeni Katalończycy masowo protestowali przeciw drobnemu okrojeniu ich nowego statutu autonomicznego przez hiszpański trybunał konstytucyjny.
W ostatnich latach - wraz z przypływem nacjonalistycznych uczuć - walki byków były stopniowo ograniczane w Katalonii. Od 1988 r. z kilkunastu aren, na których się toczyły, zamknięto wszystkie prócz najstarszej i największej Plaza de Toros Monumental w Barcelonie.
Korrida ostatecznie zniknie z Barcelony 1 stycznia 2012 r. Zakaz będzie kosztował ok. 300 mln euro - tyle wyniosą odszkodowania dla organizatorów walk, które lokalny rząd będzie im wypłacał przez 10 lat. Każdy Katalończyk wyda na odszkodowania 42 euro.