Przywilej pozwalający Kościołowi katolickiemu dostawać odpisy podatkowe od obywateli wprowadziła w 1979 r. młoda demokracja hiszpańska na mocy konkordatu ze Stolicą Apostolską.
Hiszpania była wtedy zdecydowanie katolicka. Wcześniej, za dyktatury generała Franco zastąpionej przed demokrację parlamentarną w 1978 r., była wręcz państwem wyznaniowym. Inne wyznania, wówczas marginalne, podobnych przywilejów nie miały.
Katoliccy wierni mogą przekazywać swemu Kościołowi niewielką część podatku, zaznaczając okienko w zeznaniu rocznym. Od dwóch lat odpis wynosi 0,7 proc. podatku. Z tego tytułu w 2009 r.
Kościół otrzymał 252 mln euro - co stanowi ok. 20 proc. całego dochodu tej instytucji. Odpisów tych dokonało ponad 7 mln Hiszpanów, czyli ok. 34 proc. deklarujących się jako katolicy.
Jednak przez kilkadziesiąt lat wskutek laicyzacji społeczeństwa i masowego napływu osób innych wyznań z zagranicy, zwłaszcza w latach długiego boomu gospodarczego do 2007 r., struktura wyznaniowa się zmieniła. W Hiszpanii żyje 1,4 mln muzułmanów, milion protestantów, 600 tys. prawosławnych, 33 tys. żydów, 110 tys. świadków Jehowy, 80 tys. buddystów, 44 tys. mormonów oraz hinduiści i scjentolodzy. Niektóre z tych społeczności mają osobne umowy z państwem, co daje im prawo do państwowych dotacji, albo status "wyznania zakorzenionego" dający korzyści podatkowe. Żadne jednak nie ma przywileju odpisów podatkowych.
Innowiercy zgłosili w ubiegłym tygodniu poprawki do projektu ustawy o wolności religijnej, którą chce przeprowadzić jesienią socjalistyczny rząd José Luisa Zapatero. Ma ona odsunąć hierarchię i religię katolicką od uroczystości państwowych, ale zdaniem pozostałych Kościołów i wyznań nie tyka zasadniczej reformy, od której zależy zarówno laicyzacja państwa, na czym zależy rządowi, jak i zrównanie wszystkich wyznań, o co one zabiegają.
- Największy brak nowej ustawy to sprawa finansowania - uważa sekretarz Hiszpańskiego Sojuszu Ewangelickiego Jaume Llenas.
- Ten odpis 0,7 proc. to jawna dyskryminacja - uściśla Mohamed Ali, szef Hiszpańskiej Federacji Wspólnot Islamskich.
Wszyscy innowiercy uznają odpis na rzecz Kościoła katolickiego za niesprawiedliwy. Jedni żądają jednak zniesienia odpisu (np. ewangelicy), a inni (np. muzułmanie) rozciągnięcia go na pozostałe Kościoły i wyznania.
- Kiedy wyznania dostają pieniądze od państwa, to państwo staje się poborcą wyznaniowej renty, a to rodzi niepożądaną zależność - uważa Jaume Llenas.
Świadkowie Jehowy w ogóle nie chcą mieć do czynienia z państwem. - Czemu państwo opłaca nauczycieli religii? Po co mi dotacje państwa na krzewienie mojej wiary? - pyta Anibal Matos, reprezentant świadków Jehowy.
Do tych żądań przyłączają się skwapliwie niewierzący zwolennicy całkowitej laicyzacji państwa i społeczeństwa. Dowodzą, że w kryzysie, najgorszym w Hiszpanii od ponad pół wieku, cierpią wszyscy - np. bezrobotni czy pracownicy budżetówki, którym obcięto zarobki - z wyjątkiem Kościoła, który z odpisów dostał w ubiegłym roku o 11 mln euro więcej niż w 2008 r.
Wyjątkiem są prawosławni, w większości imigranci z Rumunii, Bułgarii i Ukrainy. Gwałtownie przybywa ich w Hiszpanii, a z braku świątyń korzystają z gościny kościołów katolickich. Poza tym narzucona prawem laicyzacja kojarzy im się z urzędowym ateizmem z czasów komunizmu.
- Z laicyzacją lepiej uważać - mówi Andriej Kordoczkin, duchowny rosyjskiego Kościoła prawosławnego z Madrytu. - W ZSRR pokazywanie publicznie symboli religijnych przysparzało kłopotów.
Kościół katolicki sprzeciwia się likwidacji odpisów. Dowodzi, że gdyby nie wyręczał państwa w działalności charytatywnej i humanitarnej, kosztowałoby je to wiele milionów euro. To dzięki Kościołowi państwo oszczędza więc na polityce społecznej.