Grecja na progu niewypłacalności
Czy Grecja ma jeszcze szanse wywinąć się od bankructwa? - Jeśli UE i MFW nie wypłacą nam następnej transzy kredytu, staniemy się niewypłacalni. Spuścimy zasłony i koniec. Nie będzie emerytur, nie będzie wypłat - straszył wczoraj minister finansów Jeorjos Papakonstantinu.
Rychła wypłata 12 mld euro, czyli piątej transzy ze 110 mld euro kredytów pomocowych obiecanych Grekom przed rokiem, zależy od rekomendacji misji UE, Europejskiego Banku Centralnego oraz MFW. W Atenach od dwóch tygodni ocenia ona reformy oraz cięcia budżetowe lewicowego rządu Jeorjosa Papandreu. - Grecy muszą zrobić więcej! - domagał się już przedwczoraj komisarz UE ds. walutowych i gospodarczych Olli Rehn.
Grecy radykalnie zacisnęli pasa już w 2010 r., ale pomimo obietnic nie udało im się zbić deficytu poniżej 10 proc.
PKB, cięcia pogłębiły recesję, a
dług publiczny wynosi teraz ponad 340 mld euro i pod koniec roku może przekroczyć 160 proc. PKB. "Sprzedajcie swoje wyspy! I Akropol!" - pisały niemieckie tabloidy, gdy Ateny wyciągnęły rękę po unijną pomoc w 2010 r. Dziś hasło "Sprzedawać! Sprzedawać jak najszybciej!" stało się oficjalnym przesłaniem Brukseli, która pierwotnie domagała się od Aten prywatyzacji wartej 17 mld euro. Później zażądała, by Grecy pospiesznie wyprzedali państwowe firmy i udziały warte 50 mld euro.
W poniedziałek rząd przedstawił taki projekt. Natychmiast skrytykowała go opozycja. - To nie wyprzedaż. To likwidacja! - protestował wczoraj przywódca centroprawicowej opozycji Antonis Samaras. Odmówił też poparcia dla zaostrzonych cięć budżetowych (m.in. likwidacja kolejnych ulg podatkowych, redukcje w wydatkach socjalnych), które mają w tym roku przynieść 6 mld euro oszczędności, czyli dwa razy więcej, niż planowano jeszcze w marcu. - Naszą odpowiedź zobaczycie na ulicach! - groził też manifestacjami Stathis Anestis, szef centrali związkowej GSEE.
Holandia już od kilku tygodni forsuje w UE pomysł, by przeznaczone do prywatyzacji przedsiębiorstwa powierzyć unijnej agendzie czy też trustowi, które poradziłyby sobie ze sprzedażą szybciej niż rząd Papandreu - program prywatyzacyjny jest obliczony na dwa-trzy lata. Jednak spekulacje o takim umniejszeniu suwerenności połączone z coraz ostrzejszym oszczędzaniem budzą coraz większy opór Greków - 62 proc. ankietowanych uznaje unijny program naprawczy za szkodliwy. Związki zawodowe i opozycja coraz głośniej domagają się renegocjacji, czyli złagodzenia warunków kredytów ratunkowych. - Nie uniesiemy tego. Trzeba złagodzić umowę z UE i MFW - mówił wczoraj Antonis Samaras z partii Nowa Demokracja.
Brak greckiego konsensusu wokół reform może utrudnić krajom eurolandu decyzję o ewentualnych gwarancjach dla dodatkowej pożyczki ratunkowej dla Grecji (do 60 mld euro w najbliższych dwóch latach), która będzie dyskutowana w czerwcu. Ta pożyczka pozwoliłaby Atenom przeżyć 2012 r., kiedy - wbrew założeniom programu naprawczego - nie będzie mogła zapożyczać się na rynkach finansowych, bo inwestorzy są coraz bardziej przekonani o jej niewypłacalności. - Ateny mówią - dajcie więcej, ale nasi wyborcy nie zniosą dalszych cięć. Natomiast bogata Północ im odpowiada - nasi wyborcy odwrócą się od nas, jeśli damy wam pieniądze bez jeszcze większego przykręcenia śruby. Prawdziwy pat polityczny - mówi wysoki unijny dyplomata.
Dlatego coraz liczniejsi eksperci twierdzą, że jedynym rozsądnym wyjściem dla Grecji staje się restrukturyzacja jej długu, czyli spisanie na straty jego sporej części przez wierzycieli (nawet do 50-60 proc.) w zamian za zwiększenie szans, że pozwoli to Atenom na głębszy oddech i uniknięcie kompletnego krachu. - Restrukturyzacja to wielkie niebezpieczeństwo. Ryzyko niepowodzenia takich operacji jest zbyt wielkie w porównaniu ze spodziewanymi zyskami - ostrzegał jednak wczoraj szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy.
Wprawdzie szef Eurogrupy Jean-Claude Juncker złamał przed tygodniem unijne tabu i dopuścił "miękką restrukturyzację" greckiego długu (czyli tylko odroczenie płatności), ale taki scenariusz budzi opór m.in. w Europejskim Banku Centralnym. EBC (podobnie jak banki z Niemiec czy Francji) straciłby na tym bezpośrednio, bo ma greckie obligacje warte ok. 45 mld euro, ale przede wszystkim boi się kryzysowej reakcji łańcuchowej na restrukturyzację, którą wypłoszeni stratami inwestorzy zgotowaliby całej strefie euro.
- Niosłoby to ryzyko zaburzeń w całej unii walutowej, bo uderzyłoby w wiarygodność jej wszystkich kredytobiorców - tak Alastair Wilson z agencji ratingowej Moody's wtórował wczoraj członkowi zarządu EBC Christianowi Noyerowi straszącemu "horrorem" w wypadku restrukturyzacji.
Co na sprzedaż: Przyparty do muru rząd Papandreu ogłosił w poniedziałek zamiar „natychmiastowej sprzedaży”: • udziałów w firmie telekomunikacyjnej OTE (największej na Bałkanach); • dwóch największych portów w Pireusie i Salonikach; • udziałów w cieszącej się niemal monopolem firmie dystrybuującej energię PPC; • Banku Pocztowego; • zakładów gazowniczych DEPA; • lotniska w Atenach.
W przyszłym roku Grecja zamierza wystawić na sprzedaż m.in. • przedsiębiorstwo gier liczbowych OPAP; • prawa do opłat za użytkowanie greckich autostrad; • hutę aluminium; • kasyno pod Atenami; • fabrykę samochodów ciężarowych oraz • mniejsze porty lotnicze i morskie.