4 grudnia zatrzymano sześć osób odpowiedzialnych za zamachy bombowe, które miały miejsce jesienią 2010 r. w Tbilisi. Wszyscy przyznali się do zarzucanych im czynów - poinformowało wczoraj ministerstwo spraw wewnętrznych Gruzji.
Choć są obywatelami Gruzji, a bomby podkładał mieszkaniec Abchazji - Gruzin Gogita Arkanija - przeprowadzenie zamachów zlecił rosyjski major Jewgienij Borisow. Zmusił do tego Arkaniję, grożąc jego rodzinie mieszkającej w Abchazji. To właśnie od Borisowa miał pochodzić materiał wybuchowy (heksogen) i detonatory znalezione u zatrzymanych. Ich liczba wskazuje na to, że planowano kolejne zamachy. Śledztwo ustaliło, że numer telefonu, z którego Borysow kontaktował się z grupą, należy do rosyjskiego ministerstwa obrony. Obecnie Rosjanin znajduje się prawdopodobnie w Abchazji, zbuntowanej gruzińskiej prowincji, którą Moskwa uznała za niepodległe państwo.
Pierwsza bomba wybuchła 22 września przed amerykańską ambasadą w Tbilisi, miesiąc później dwie kolejne eksplodowały na stołecznym dworcu kolejowym. 28 listopada eksplozja przed siedzibą opozycyjnej partii spowodowała śmierć jednej osoby, a kilka innych zostało rannych (w pozostałych przypadkach obyło się bez ofiar). Grupa ma być również odpowiedzialna za próbę zaminowania mostu kolejowego na zachodzie kraju.
Na początku listopada
Gruzja oskarżyła czterech Rosjan o szpiegostwo - mieli zmuszać do tego groźbami i szantażem.