Nieodpowiedzialny, manipulancki, łamiący podstawowe zasady warsztatu dziennikarskiego - tak zachodni ambasadorzy ocenili nadany w sobotni wieczór w Imedi para-reportaż. Jego autorzy tylko krótko przed emisją uprzedzili, że to symulacja rosyjskiej inwazji na Gruzję.
Film miał być tylko wstępem do debaty w telewizyjnym studiu o niedawnej podróży dwojga przywódców gruzińskiej opozycji do Rosji. Prezydent
Micheil Saakaszwili uważa, że ci politycy spiskują z Moskwą przeciwko niemu i całemu krajowi. Prezes telewizji Imedi Giorgi Arweładze nie ukrywa, że gruzińskich opozycjonistów którzy pojechali do Moskwy, uważa za zdrajców. Podobnego zdania mieli być goście zaproszeni do debaty w cieszącym się wielką popularnością programie Imedi "Kronika".
Inscenizowany na transmisję na żywo i ilustrowany autentycznymi zdjęcia z wojny z Rosją z 2008 r. reportaż wywołał w Gruzji histerię. Łatwowierni Gruzini uwierzyli, że na prośbę gruzińskiej opozycji rosyjskie czołgi właśnie jadą na Tbilisi.
We wtorek dziennikarski eksperyment potępiły ambasady Wielkiej Brytanii, Francji,
USA, również
Unia Europejska, a nawet przywódca gruzińskiego Kościoła prawosławnego, patriarcha Eliasz II. OBWE oświadczyła, że w rządzonej przez Saakaszwilego Gruzji z wolnością słowa i dziennikarskimi standardami jest coraz gorzej.
W lutym amerykański Komitet Obrony Dziennikarzy oskarżył Saakaszwilego o notoryczne manipulowanie mediami i wywieranie na nich politycznych nacisków. W listopadzie organizacja Transparency International ogłosiła, że wolność słowa miała się w Gruzji lepiej pod rządami poprzedniego prezydenta Eduarda Szewardnadzego. A na sporządzonym przez organizację Freedom House rankingu krajów pod względem wolności słowa
Gruzja znalazła się za Ukrainą, Malawi i Nigerią.
O chęć podporządkowania sobie mediów, a szczególnie telewizji oskarżano Saakaszwilego od dawna, ale oskarżenia o stosowanie cenzury, a nawet przemocy wobec niepokornych mediów pojawiły się jesienią 2007 r. Podczas ulicznych zamieszek w Tbilisi policjanci zdemolowali wówczas studio sprzyjającej wówczas opozycji telewizji Imedi. Telewizja została zamknięta, a jej właściciel, milioner Badri Patarkaciszwili (i rywal Saakaszwilego w wyborach prezydenckich) został oskarżony o próbę zbrojnego przewrotu.
Patarkaciszwili wyjechał do Londynu, gdzie niespodziewanie umarł na serce. Wśród jego krewnych wybuchł spór o telewizję, która stała się w Gruzji symbolem walki o wolność słowa. Ujął się za nią nawet przychylny Saakaszwilemu Zachód, który posłał do Tbilisi mediatorów z pojednawczą misją.
We wrześniu 2008 r. zamknięta przez władze Imedi znów zaczęła nadawać. Decyzją gruzińskiego sądu jej właścicielem został obywatel USA Joseph Kay, kuzyn Patarkaciszwilego, któremu mimo protestów innych spadkobierców sąd przyznał większość udziałów w telewizji. Kay wkrótce potem sprzedał telewizję koncernowi RAKIA z Dubaju. RAKIA to jeden z największych zagranicznych inwestorów w Gruzji i utrzymuje bardzo przyjazne stosunki z prezydentem Saakaszwilim.
Kwestia własności Imedi wciąż budzi kontrowersje, tym bardziej, że arabscy właściciele RAKIA twierdzą, że nic nie wiedzą o własnej inwestycji w gruzińską telewizję. Bez względu na to, jak prawnie wygląda jednak sprawa własności stacji, jej nowym szefem został Griogi Arweładze, prawa ręka Saakaszwilego i były szef jego gabinetu.
Pod rządami Arweładzego Imedi ze stacji krytycznej wobec władz stała się stacją dworską. Wcześniej podobną ewolucję przeszła najpopularniejsza w kraju
telewizja Rustawi-2. Tę niezależną wcześniej stację z rąk prywatnych właścicieli przejęła zarejestrowana na Wyspach Dziewiczych firma Degson Ltd. Trzecią część udziałów w niej posiada Dawid Beżuaszwili, poseł partii Saakaszwilego i brat dyrektora gruzińskiego wywiadu.
Dla większości Gruzinów telewizja jest głównym źródłem informacji. Rustawi-2 i Imedi kontrolują w sumie dwie trzecie telewizyjnego rynku Gruzji. Niezależni dziennikarze, nie mogąc znieść nieustannych interwencji polityków z rządu i rządzącej partii, poodchodzili z obu stacji.
Gruzińska opozycja nie ma wątpliwości, że sobotnia "Kronika" miała skompromitować przeciwników Saakaszwilego i przedstawić ich jako rosyjską piątą kolumnę. Od poniedziałku w gruzińskim internecie krąży zapis telefonicznej rozmowy szefa Imedi Arweładzego z producentką "Kroniki" Eką Camałaszwili. Na rozterki dziennikarki Arweładze odpowiada, że "wszystko już zostało ustalone" i że "Misza [Micheil Saakaszwili] o wszystkim wie". Arweładze twierdzi, że nic takiego nie powiedział, a rzekoma rozmowa jest prowokacją rosyjskich służb specjalnych.