http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Fałszywa inwazja Rosjan na Gruzję

bart, ricz
2010-03-15, ostatnia aktualizacja 2010-03-15 09:58

Gruzińska prywatna telewizja Imedi wywołała panikę wśród ludności kraju, emitując w sobotę wieczorem program o rzekomej inwazji Rosjan. Opozycja w Tbilisi protestuje, Moskwa jest oburzona.

Rosjanie w Inguri, Gruzja
Fot. Vladimir Popov AP
Rosjanie w Inguri, Gruzja
SERWISY
O tym, że katastroficzny materiał to tylko "scenariusz prawdopodobnych wydarzeń", spikerzy prywatnej telewizji Imedi poinformowali przed i po zakończeniu programu. Gruzini, którzy włączyli telewizory w jego trakcie, musieli być przekonani, że w kraju dokonuje się apokalipsa, a Imedi relacjonuje ją na żywo.

Telewizja podała najpierw, że w zamachu zginął prezydent separatystycznej republiki Osetii Południowej Eduard Kokojty. Rosja oskarżyła o zamach Gruzję i ruszyła do ataku. Na ekranach pojawił się rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew. - Saakaszwili to terrorysta. Musimy uwolnić od niego Gruzję - tak gruziński lektor tłumaczył jego słowa.

Potem na ekranach pojawiły się obrazy znane już z gruzińsko-rosyjskiej wojny z sierpnia 2008 r.: kolumny rosyjskich czołgów i wozów opancerzonych na gruzińskich drogach, rosyjskie samoloty odpalające rakiety. Chwilę później Imedi pokazała, jak wsparcie dla Gruzji ogłasza Barack Obama. Następnie telewidzowie dowiedzieli się, że podczas ewakuacji gruzińskiego rządu zginął w zamachu prezydent Micheil Saakaszwili. Zastąpić go miała przywódczyni opozycji Nino Burdżanadze.

W trakcie emisji "reportażu" kraj dosłownie zamarł. Z wiosek przy granicy z Osetią zaczęli uciekać ludzie. W samym Tbilisi rozeszła się plotka, że rosyjskie czołgi będą w gruzińskiej stolicy w ciągu kilku minut. Błyskawicznie opustoszały restauracje i kawiarnie, padła też przeciążona sieć komórkowa. Setki przerażonych mieszkańców miasta zasłabło, pogotowie informowało też o wielu przypadkach zawałów serca, z czego jeden skończył się śmiercią.

Gdy Imedi po programie podało, że wszystko było fikcją, pod gmachem telewizją zaczęła się demonstracja wściekłych mieszkańców Tbilisi.

- Czy wyobrażacie sobie kraj, w którym można zrobić coś takiego?! - pytała nie kryjąc złości Burdżanadze. Gruzińska opozycja uważa, że za reportażem stoi sam prezydent Saakaszwili, który w ten sposób chce podsycić antyrosyjskie nastroje w kraju.

Podobnie program ocenia się w Moskwie. Dmitrij Rogozin, ambasador Rosji przy NATO, który od lat wszystko, co dzieje się w Gruzji, usiłuje tłumaczyć złym stanem psychicznym przywódcy tego kraju, wydarzenia te nazwał "schizofrenią" i zapowiedział, że "zwróci na nie uwagę przedstawicieli Paktu".

Natomiast szef komisji zagranicznej Dumy Konstantin Kosaczow domaga się, by "ta prymitywna gra" przywódców Gruzji "została odpowiednio oceniona nie tylko w Rosji, ale też przez międzynarodową opinię publiczną".

Sam Saakaszwili nazwał program Imedi nieprzyjemnym, dodając jednak, że najbardziej nieprzyjemne jest to, że wydarzenia w nim przedstawione są bardzo prawdopodobne.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 45 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego