Prokuratura rosyjska oświadczyła, że Gruzini rok temu zaatakowali Osetię Południową, zbuntowaną prowincję gruzińską, w celu "eliminacji ludności południowoosetyjskiej". Rosjanie twierdzą też, że wojska gruzińskie używały w czasie walk zakazanych broni, w tym bomb kasetowych.
Tbilisi całą winę za konflikt składa na Moskwę, która przez lata podsycała separatyzm w Osetii Południowej i Abchazji, drugiej zbuntowanej prowincji gruzińskiej.
Konstantin Kavatardze, ambasador Gruzji w Polsce, powiedział w Warszawie, że Rosja prowokuje kolejny konflikt z Gruzją. Zaapelował do społeczności międzynarodowej, by nie dopuściła do wznowienia wojny.
Wczoraj setki młodych Gruzinów zebrały się w Gori, mieście dotkniętym przed rokiem rosyjskimi bombardowaniami, by uczcić pamięć ofiar wojny. W Moskwie na demonstracje rocznicowe zebrała się młodzież rosyjska. Komuniści manifestowali pod ambasadą
USA, oskarżając
Stany Zjednoczone o rozpętanie wojny.
Z raportu opublikowanego w czwartek wieczorem przez Amnesty International wynika, że w rejon konfliktu nie może wrócić 30 tys. uchodźców. Są to przede wszystkim Gruzini, którzy przed rokiem, ratując się przed pogromami, musieli opuścić swoje
domy w zajmowanej przez wojska rosyjskie Osetii Południowej.