Dostawy paliwa sparaliżował strajk kierowców tirów, którzy - protestując przeciwko drastycznym reformom socjalnym i liberalizacji branży transportowej - zablokowali tamtejsze rafinerie.
W efekcie na greckich stacjach benzynowych zabrakło paliwa. Turyści albo zostali uwięzieni w kurortach, albo nie byli w stanie do nich dojechać. W niektórych hotelach, o tej porze roku pełnych zagranicznych gości, większość pokoi była pusta.
Rząd, by zmusić kierowców do pracy, powołał ich do wojska. Ale strajkujący to zignorowali. Wczoraj doszło do walk z policją, w których ucierpiało pięć osób.
- Państwo potrafi się bronić, a limit naszej dobrej woli się wyczerpał - zapowiedział minister transportu Dimitris Reppas. Zapowiedział też, że zrobi ze strajkującymi porządek. Stojąca na krawędzi bankructwa
Grecja nie może sobie bowiem pozwolić na stratę dochodów z turystyki. Tymczasem po kolejnej fali strajków coraz mniej zagranicznych gości decyduje się na urlop w tym kraju.