Finanse Grecji są w opłakanym stanie. Grecja nie spełnia warunków, do których się zobowiązała, wchodząc do strefy euro. Jej dług publiczny zbliża się do 120 proc. PKB, a koszty jego obsługi - odsetek i rat - stanowią coraz większy ciężar dla podatników. Ponieważ Grecja jest postrzegana jako kraj zagrożony bankructwem, musi od pożyczonych sum płacić wyższy procent niż stabilne Niemcy, Francja, czy Holandia. Kraj balansuje na granicy niewypłacalności. Jeśli do inwestorów, którzy dotychczas pożyczali - to znaczy kupowali obligacje rządu greckiego - nadejdą kolejne niepokojące sygnały, świadczące o tym, że rząd nie potrafi opanować kryzysu, zażądają jeszcze wyższych odsetek i Grecja zawiesi spłatę długu.
Czy kraj może zbankrutować? I tak, i nie. Nie zniknie, jak upadły bank Lehman Brothers, lecz zostanie zmuszony przez wierzycieli do przyjęcia twardego programu naprawczego, który w przyszłości umożliwi spłatę długów. Chyba, że program ten odrzuci i wówczas znajdzie się na marginesie, jako kolejny upadły kraj.
Na razie inne państwa strefy euro - przede wszystkim Niemcy - zamierzają Grecji pomóc. Ale rząd musi pokazać wiarygodny plan, udowodnić, że potrafi ograniczyć dziurę w finansach i zmniejszyć zadłużenie. Wiarygodność jest w przypadku Grecji szczególnie ważna, gdyż kraj ten już wcześniej przyznał się, że prowadził nierzetelną księgowość i nie ujawniał wszystkich swoich długów.
Aby zatkać dziurę w budżecie rząd grecki będzie musiał ograniczyć płace pracowników państwowych i świadczenia socjalne. Związki zawodowe już zapowiedziały przeciwko temu protesty. Jeżeli postawią na swoim, wierzyciele przestaną udzielać Grecji kolejnych pożyczek, rząd przestanie spłacać stare długi i co wtedy? Albo podatnicy innych krajów zgodzą się wziąć Greków na swoje utrzymanie, albo zmuszą Grecję do opuszczenia strefy euro. Wówczas rząd będzie mógł płacić strajkującym pracownikom pieniędzmi, drukowanymi w dowolnej ilości, a Grecja pogrąży się w hiperinflacji.
Przykład ten jest ważny dla całej Europy, w tym dla Polski. W Grecji testowana jest granica cierpliwości rynków finansowych, determinacja i wyobraźnia rządów, przechodzących przez największy kryzys od czasu utworzenia strefy euro i odpowiedzialność społeczeństwa. My również będziemy musieli wyciągnąć z greckiej lekcji poważne wnioski.
Źródło: Gazeta Wyborcza