Chodzi o ustawę przyjętą w październiku 2010 r., która zakazuje zasłaniania twarzy muzułmańskim kobietom, ale i wszystkim innym osobom, np. piłkarskim kibolom. Za złamanie zakazu grozi mandat 150 euro i obowiązkowy kurs wychowania obywatelskiego. O wiele surowsze kary grożą osobom, np. mężom czy ojcom, którym udowodnionoby zmuszanie do zasłonięcia twarzy: 30 tys. euro grzywny i do roku więzienia.
Według policyjnej instrukcji, którą ujawnił
dziennik "Le Figaro", policjanci będą mogli jedynie "perswadować" kobietom, aby zdjęły chustę, a w żadnym wypadku jej nie zrywać. Sprawa i tak jest jednak gorąca. W niedzielę przeciwnicy nowego prawa próbowali demonstrować w Paryżu. Władze jednak na to nie pozwoliły, twierdząc, że organizatorzy wzywali do przemocy i nienawiści rasowej i że za wezwaniami do demonstracji stoją osoby podejrzewane o powiązania z terroryzmem. Zatrzymano 61 osób, w tym 19 kobiet. Większość później wypuszczono, lecz kilkoro nielegalnych imigrantów pozostało w areszcie.
Problem kobiet zasłaniających twarze jest marginalny - szacuje się, że robi to ok. 2 tys. z mniej więcej 2,5 mln muzułmanek mieszkających we Francji. Sprawa wpisuje się jednak w szerszą debatę o miejscu islamu. Wielu Francuzów zadaje sobie pytania o to, gdzie przebiegają granice europejskiej tolerancji religijnej i światopoglądowej: czy w publicznych szkołach można serwować posiłki halal, czyli bez wieprzowiny i zgodne z rytualnymi zasadami uboju zwierząt? Czy na basenach można wyznaczać godziny tylko dla kobiet, tak by pływać mogły także muzułmanki? Czy wyznawczynie tej religii mogą domagać się w publicznych szpitalach, aby leczyły je wyłącznie lekarki kobiety?
Debaty podsycają konkretne przypadki opisywane przez media, np. w zeszłym roku wyszło na jaw, że cała francuska drużyna narodowa piłki nożnej przez wzgląd na muzułmańskich graczy na wyjazdach i zgrupowaniach nie jada wieprzowiny. Z drugiej strony oburzenie wywołało też kilka organizacji prowadzących kuchnie dla bezdomnych m.in. w Paryżu i na południu Francji, które oferowały "zupę ze świni" (czytaj: muzułmanów i Żydów nie karmimy).
Ostatnio oliwy do ognia dolewają głównie politycy rządzącej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) i prezydent Nicolas Sarkozy. Gdy tylko przygasać zaczęła sprawa chust, prezydent zwołał debatę o francuskiej tożsamości, a następnie o laickości. "Wielokulturowość się nie sprawdziła" - podkreślał. To stwierdzenie o tyle zaskakujące, że
Francja nigdy nie prowadziła wielokulturowej polityki, która obowiązywała m.in. w Wielkiej Brytanii i Holandii. Od zawsze podkreślała, że obywatele są równi wobec państwa, które nie traktuje ich jako członków jakiejkolwiek społeczności.
Ostatnia długo zapowiadana debata o laickości odbyła się w zeszłym tygodniu w jednym z paryskich hoteli. Obecnych było kilkuset polityków, dziennikarze, lecz prawie żadnego przedstawiciela Kościołów, które postanowiły debatę zbojkotować. Rządząca UMP przedstawiła 26 propozycji, które ich zdaniem parlament powinien przekuć w ustawy lub przynajmniej rezolucje. Uważa między innymi, że szkoły mogą oferować muzułmanom menu wegetariańskie, lecz nie menu halal; że muzułmanki nie mogą żądać, by w szpitalach, komisariatach i innych instytucjach zajmowały się nimi osoby określonej płci czy wyznania. UMP podkreśla też, że wyznanie nie może być powodem odmawiania udziału w lekcjach biologii czy historii. Zdarza się, że muzułmanie odmawiają udziału w lekcjach, np. o ewolucji czy biologii człowieka, czy kwestionują, że doszło do Holocaustu Żydów.
Jeden z autorów propozycji, przywódca większości w Zgromadzeniu Narodowym Jean-François Copé już zapowiedział, że w czerwcu parlament przekuje część z nich w rezolucję (rezolucja poprzedziła też ustawę o chustach). Debata więc zapewne dopiero się zaczyna.
Opozycja i wielu komentatorów zarzucają prezydentowi i jego obozowi, że to populistyczny trik mający na celu pozyskanie wyborców skrajnie prawicowego Frontu Narodowego przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w 2012 r. Oburzona jest nawet część UMP. Premier François Fillon nie krył swego niezadowolenia i demonstracyjnie nie stawił się na debacie o laickości. Na razie metoda nie działa, bo to Front, a nie UMP rośnie w sondażach. Badania pokazują, że w dobie kryzysu dla wyborców o wiele pilniejszą sprawą są problemy gospodarcze i bezrobocie.