Piecyki, kształtem przypominające nieco lampy, były elementem paryskiego krajobrazu od lat. Dzięki nim nawet w zimie dało się wypić kawę przy stoliku pod gołym niebem. Ostatnio, od kiedy w lokalach zakazano palenia, jeszcze bardziej się rozpowszechniły. Według stowarzyszenia restauratorów Paryż ma 9,5 tys. kawiarni z otwartymi tarasami, z czego 45 proc. ogrzewanych.
Lewicowe władze miasta uznały jednak, że takie rozwiązanie jest nie do przyjęcia ze względów ekologicznych i w poniedziałek postanowiły zakazać gazowych piecyków. Dopuszczalne będą jedynie elektryczne, których jest zdecydowanie mniej. A i te obłożone będą podatkiem, którego wysokość zależeć będzie od tego, czy taras jest osłonięty. Restauratorzy mają dwa lata na przygotowanie się do zmian.
"Nadeszły ciepłe dni. Paryżanie siedzą przy kawiarnianych stolikach, wygrzewają się na słońcu i nie zdają sobie sprawy, o jaką stawkę idzie gra" - napisał w niedzielę tygodnik "Le Journal du Dimanche".
O zakaz od kilku miesięcy toczyła się batalia między restauratorami a władzami miasta. Zieloni z rady Paryża proponowali jeszcze bardziej radykalne rozwiązanie: zakazanie wszystkich piecyków niekorzystających z odnawialnych źródeł energii. Restauratorom sugerowali, by rozdawali klientom koce.
Na tym nie koniec kawiarnianych reform. Od 2008 r., gdy zakazano palenia w lokalach w Paryżu, jak grzyby po deszczu rosły też półzamknięte tarasy, osłonięte od wiatru przezroczystymi kurtynami z plastiku. Radni uznali, że te, jak je nazywali, kurtyny prysznicowe szpecą miasto i są niebezpieczne dla osób słabo widzących. Dlatego będą zakazane. W strefach pieszych będzie za to można wznosić stałe konstrukcje tarasowe.
Restauratorzy mają też na każdym stoliku pod gołym niebem postawić popielniczkę. Ma to pomóc w oczyszczeniu Paryża z 315 ton petów, które co roku sprzątane są z ulic.
Źródło: Gazeta Wyborcza