Francuzi kłócą się, czy władze reagują w ten sposób na rzeczywisty problem, który nasilił się w ostatnich latach, po przyjęciu Rumunii i Bułgarii do Unii Europejskiej, czy też prezydent Nicolas Sarkozy w skandaliczny sposób stygmatyzuje jedną grupę etniczną, by odwrócić uwagę wyborców od afer w swoim własnym rządzie.
Zaczęło się kilka dni temu w Saint- Aignan nad Loarą. Policjanci zastrzelili tam młodego człowieka, który - jak twierdzą - uciekając, staranował policyjną zaporę. Funkcjonariusze utrzymują, że strzelali w samoobronie, bo
samochód próbował ich przejechać. Krewni zastrzelonego, którzy byli nieopodal, uważają, że nic takiego nie miało miejsca, a
auto jechało z prędkością tylko 50 km/godz.
Wściekli Romowie zaatakowali z kijami i pałkami miejscowy komisariat, spalili trzy
samochody i połamali kilka drzew w okolicy. Prezydent zwołał specjalne posiedzenie rządu, by zająć się tą sprawą. Po nim minister spraw wewnętrznych Brice Hortefeux zapowiedział, że "wciągu następnych trzech miesięcy połowa, czyli około 300, nielegalnych obozów i squatów [nielegalnie zasiedlonych budynków] zostanie zlikwidowana". Jeśli okaże się, że ich mieszkańcy przebywają we Francji nielegalnie, zostaną z kraju wyrzuceni. Według europejskiego prawa obywatele innego państwa bez pracy lub ubezpieczenia społecznego mogą pozostawać w innym kraju tylko trzy miesiące.
Francuski rząd w oświadczeniu nazwał obozy Romów "bazami przemytników, w których standard życia jest szokująco niski, a dzieci wykorzystuje się do żebrania, prostytucji lub przestępstw".
To, że wielu mieszkańców obozów nie będzie miało prawa do przebywania we Francji, jest prawie pewne. Gdy do Unii weszła w 2007 r. Rumunia i
Bułgaria, wielu tamtejszych Romów postanowiło przekroczyć otwartą granicę, nie przejmując się unijnymi przepisami. Już w 2008 r., gdy wielu Romów pojawiło się we Włoszech, doszło tam do antyromskich zamieszek. W Neapolu spalono ich obóz, gdy po mieście rozeszła się plotka, że Cyganka próbowała porwać włoskie dziecko. Potem okazało się, że była Serbką lub Chorwatką i kradła biżuterię.
Na obawy Włochów odpowiedział premier
Silvio Berlusconi, który oparł na antyromskich fobiach kampanię wyborczą. Później władze postanowiły pobierać odciski palców Romów, czym naraziły się na oskarżenia o faszystowskie tendencje.
- Jeśli nie chcemy stanąć twarzą w twarz z negatywną reakcją społeczeństw, musimy wszyscy działać razem - apelował w poniedziałek francuski minister ds. europejskich Pierre Lellouche do swych kolegów z krajów Unii. - Obowiązek integracji należy do krajów, z których pochodzą ci ludzie - dodawał. Te kraje to przede wszystkim Rumunia, gdzie społeczność romską szacuje się na 2 mln osób. Tamtejsze władze odpowiadają, że konieczna będzie większa pomoc ze strony całej UE.
Francuska opozycja i organizacje broniące Romów zwracają jednak uwagę na coś innego. Ich zdaniem to, że władze tak głośno mówią o problemie i wskazują na jedną grupę etniczną, to nic innego jak stygmatyzowanie Romów, by odwrócić uwagę Francuzów od innych problemów, m.in. skandalu finansowo-podatkowego z udziałem obecnego ministra pracy Érica Woertha. W aferze przewija się też wątek nielegalnego finansowania kampanii Sarkozy'ego przez właścicielkę koncernu L'Oréal.
- Prezydent wymyśla nową aferę i nowe kozły ofiarne, by ludzie zapomnieli o skandalu, w który jest zamieszany - zarzuca poseł partii Zielonych Noël Mamere. Organizacje pomagające Romom twierdzą, że kampania wyrzucania ich z Francji i likwidowania obozowisk trwa już od wielu miesięcy. Według organizacji Parada France w zeszłym roku do Rumunii odesłano 8 tys. Romów, dając im bilet lotniczy i 300 euro. Dwie trzecie z nich wróciło do Francji.