W niedzielnym głosowaniu wyborcy dali lekcję partii UMP prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego i jej koalicjantom. Obóz rządzący zdobył 26 proc. głosów, a socjaliści - 29,5 proc. "Te wybory, które są też ogromnym sondażem poparcia, można streścić jednym słowem: wotum nieufności" - napisał o rządzących lewicowy
dziennik "Liberation". I cieszy się na pierwszej stronie, że socjaliści, którzy długo zajmowali się głównie wewnętrznymi sporami, znów stają się ważną siłą. "Uff, lewica wraca" - głosi tytuł.
Natomiast prawicowy "Le Figaro" przewiduje, że w drugiej turze swojej partii nie poprowadzi do zwycięstwa żaden z 20 ministrów i wiceministrów startujących w wyborach.
Złe wieści przyszły dla partii prezydenta nie tylko z lewego, ale też z prawego skrzydła. Antyimigrancki Front Narodowy zdobył 12 proc. głosów. Po wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2007 roku wydawało się, że Front gaśnie. Dzięki ostrej antyimigranckiej retoryce Sarkozy'emu udało się wtedy przejąć znaczną część wyborców skrajnej prawicy. Tym razem Front zanotował jednak nadspodziewanie dobry wynik. W niektórych regionach zdobył około 20 proc. głosów.
- Twierdzono, że Front Narodowy został pokonany, zabity i pogrzebany przez prezydenta. Ten wynik pokazuje, że nadal jest ogólnonarodową siłą i prawdopodobnie będzie rósł i rósł - cieszył się przywódca Frontu Jean-Marie Le Pen.
Paradoksalnie do dobrego wyniku Frontu mógł przyczynić się sam Sarkozy, który kilka miesięcy temu ogłosił debatę o tożsamości narodowej. Szybko przerodziła się ona w ataki na imigrantów i prezydent wycofał się z pomysłu. Temat imigrantów, na którym Front zbija kapitał, znów stał się jednak głośny.
W niedzielę Francuzi wybierali członków rad regionów, czyli odpowiedników polskich województw. To dopiero pierwsza tura. Do drugiej w najbliższą niedzielę przechodzą partie, które zdobyły w regionie co najmniej 10 proc. głosów.
Nic nie wskazuje jednak, by obóz Sarkozy'ego miał poradzić sobie lepiej. Wręcz przeciwnie, socjaliści już rozmawiają o koalicji z Zielonymi, którzy zdobyli 12,5 proc. głosów. Mogą przejąć głosy mniejszych lewicowych partyjek. Prezydencka UMP raczej nie ma już na kogo liczyć. Ci, którzy głosowali na Front Narodowy, zrobili to częściowo w proteście przeciw władzy, więc nie dadzą swego głosu Sarkozy'emu nawet w tych regionach, gdzie ich partia odpadła. UMP może jedynie próbował mobilizować wyborców, którzy zostali w domu. Frekwencja wyniosła 46,4 proc. i była najniższa ze wszystkich wyborów regionalnych w historii.