- On nigdy by mnie nie zdradził - zapewniała wczoraj Bruni w brytyjskiej telewizji SKY. Prowadząca rozmowę Anna Botting wprost zapytała byłą modelkę i przyjaciółkę życiową gwiazd rocka o plotkę głoszącą, że Bruni jest zdradzana przez męża. Choć wywiad przeprowadzony był tydzień temu
telewizja ,ze względu na plotki, wyemitowała go wczoraj. - A widziała pani kiedyś zdjęcia dokumentujące jego romans? - odpowiedziała pytaniem Bruni.
Sprawa zaczęło się kilka dni temu od sensacyjnych informacji we francuskim Twitterze i na blogach poświęconych celebrytom. Suchablog.com napisał np., że Carla Bruni romansuje z francuskim muzykiem Benjaminem Bilolay'em. Para miała pojechać razem do Tajlandii, a także uwić sobie w Paryżu miłosne gniazdko. Z kolei Sarkozy miał zdradzać żonę z minister własnego rządu - odpowiedzialną za ochronę środowiska Chantal Jouanno.
W niedzielę informacje te umieścił na stronie internetowej popularny francuski brukowiec "Le Journal du Dimanche". I choć zostały one szybko usunięte, to zdążyły się na nie powołać brytyjskie brukowce "Daily Mail" i "Sun", ale też poważny prawicowy
dziennik "Daily Telegraph" oraz szwajcarska "La Tribune de Geneve". Potem już plotka błyskawicznie rozniosła się po świecie.
O rzekomych romansach prezydenckiej pary nie zająknęła się za to żadna z poważnych francuskich gazet. Jak tłumaczy znany francuski politolog Dominique Moisi, to żadne zaskoczenie, bo francuscy dziennikarze unikają publikowania plotek, gdyż mogłoby to nadszarpnąć ich relacje z Pałacem Elizejskim.
Milczenie francuskich mediów nie przeszkodziło rzecznikowi minister Jouanno zdementować informacje o romansie. Sama pani minister, notabene była 12-krotna mistrzyni Francji w karate, zagroziła procesem mediom, które będą plotkę powielać.
Pałac Elizejski nie wydał za to żadnego oświadczenia. Nie zdementował nawet hulającej po Paryżu informacji o tym, że romans Sarkozy'ego z panią Jouanno to wymysł prezydenckich speców od PR w reakcji na informacje o przygodach miłosnych Bruni.
Francuzi wietrzą w tym jakiś podstęp, bo o rzekomej niewierności małżeńskiej pierwszej pary Francji zaczęło być głośno w momencie, kiedy notowania Sarkozy'ego dość mocno spadły i prezydent potrzebował jakoś zwrócić na siebie uwagę.
W wyemitowanym wczoraj wywiadzie Bruni przyznała, że poślubiła Sarkozy'ego bardzo szybko - zaledwie po trzymiesięcznej znajomości - gdyż czuła presję opinii publicznej. Zaprzeczyła natomiast, jakoby miała ambicje polityczne i wpływała na decyzje męża. O monogamii powiedziała, że zaczęła jej przestrzegać dopiero po wyjściu za mąż.
- Myślę, że małżeństwo powinno być wieczne, ale kto wie, co może się wydarzyć - mówiła Bruni. I żeby nie zostawiać pola do spekulacji dodała natychmiast, że chodzi jej o to, że "przecież jutro możemy umrzeć".