Francuskie szkolnictwo wyższe zajmuje 6. miejsce w tzw. klasyfikacji szanghajskiej uwzględniającej liczbę laureatów Nagrody Nobla wśród kadry profesorskiej, wyniki ich badań i liczbę publikacji. Wyżej są: Kanada, Niemcy,
Japonia,
Wielka Brytania i oczywiście
Ameryka.
W pierwszej setce najlepszych uczelni znalazły się tylko trzy francuskie uniwersytety, najlepszą 39. pozycję zajął uniwersytet Sorbona VI.
- Główna przyczyna słabych notowań naszych uczelni bierze się stąd, że prowadzą one przede wszystkim działalność dydaktyczną - uważa profesor Jean-Frederic Schaub, dyrektor Wyższej Szkoły Studiów Społecznych EHESS i wykładowca Oxford University. Wśród wykładowców rzadko zdarzają się profesorowie prowadzący badania naukowe, trudno więc wśród nich szukać laureatów Nagrody Nobla czy nawet autorów publikacji naukowych.
Badania prowadzi się głównie w kilka ośrodków, które zatrudniają niewielką grupę badaczy. Albert Fert, laureat Nobla, jest dyrektorem w jednej z takich placówek, Krajowym Centrum Badań Naukowych CNRS.
Ponadto we Francji jest duża liczba prowincjonalnych uczelni, które powołano głównie po to, by zaspokoić ambicje lokalnych władz. Nie mają one ani dobrej kadry wykładowców, ani wystarczającego zaplecza naukowego. Poziom kształcenia jest więc tam bardzo niski.
Precz z egalitaryzmem Rokrocznie na mniej więcej 2250 tys. nowych studentów 995 tys. rozpoczyna naukę w wyższych szkołach technicznych lub handlowych, gdzie obowiązują egzaminy wstępne. Natomiast ponad połowa wybiera kształcenie uniwersyteckie. Nie bez powodu na uniwersytet ma wstęp każdy, kto zdał maturę. Spośród tej młodzieży prawie 50 proc. nie zdaje egzaminów na koniec pierwszego roku. Zdaniem specjalistów nie zdają przede wszystkim dlatego, że wybrali zły kierunek studiów. A źle wybrali dlatego, że wielu zwyczajnie nie wie, co chce w życiu robić.
Dlatego część profesorów uważa, że należy wprowadzić orientację zawodową licealistów oraz egzaminy wstępne na uniwersytetach. Lepiej przygotowani kandydaci, wyższy poziom kształcenia. Studenci tych uczelni nie chcą jednak o tym słyszeć. "Precz z elitaryzmem" - brzmiały hasła na transparentach podczas niedawnych manifestacji studenckich.
- Nie zgadzamy się na taki system, w którym tylko najlepsi mają prawo studiować. We Francji musi istnieć równość szans w dostępie do edukacji. Taka jest tradycja francuskich uniwersytetów - mówi Jean-Baptiste Prevost, przewodniczący studenckiego związku Unef.
Po długich konsultacjach ze studenckimi związkowcami minister szkolnictwa wyższego i nauki Valerie Pecresse obiecała, że na uniwersytetach nie będzie żadnej wstępnej selekcji.
Zdaniem związków zawodowych wykładowców jest też inny powód niskiego poziomu kształcenia. Ich zdaniem trzeba zwiększyć liczbę wykładowców, tak aby w wykładach uczestniczyło 20, a nie jak dziś 400 studentów. Związkowcy żądają też, aby zajęcia ze studentami prowadzili ci, którzy mają poważny dorobek naukowy i nadal prowadzą badania.
Ale minister Pecresse woli inne rozwiązanie, zmianę systemu kształcenia studiów licencjackich. Studentom, którzy mają problemy, przyjdą z pomocą zatrudnieni przez uczelnię koledzy ze starszych roczników. Znikną przedmioty specjalistyczne, a na ich miejsce pojawią się te podnoszące wiedzę ogólną, informatyczną i z języka angielskiego, tak aby z dyplomem filozofii pierwszego stopnia można było podjąć
studia drugiego stopnia na ekonomii czy zarządzaniu.
Zdaniem profesora Jeana-Frederica Schauba tworzenie kierunków interdyscyplinarnych jest dobrym pomysłem. - Francuski system kształcenia jest absurdalny, ponieważ rozpoczynamy produkcję historyków, ekonomistów, biologów, którzy ledwie ukończyli 18 lat - dowodzi Schaub.
Autonomia uczelni Związki zawodowe wykładowców i studentów domagają się zdecydowanego zwiększenia wydatków na szkolnictwo wyższe. W zeszłym roku było to 23 mld euro, a obiecany wzrost w wysokości 1,7 mld w 2008 r. ich nie zadowala. Francja przeznacza na szkolnictwo wyższe 1,35 proc. PKB, podczas gdy średnia europejska to 1,18 proc. Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?
Po pierwsze, studenci nie płacą za studia. Czesne wynosi od 300 do 500 euro za rok (w to wliczona jest składka na ubezpieczenie), a brytyjscy studenci płacą 3000 funtów (3990 euro) opłaty wstępnej i 5000 funtów (6650 euro) rocznej.
Profesor Schaub wskazuje na jeszcze jeden ważny element: - Brytyjczycy przyzwyczajeni są od ponad 20 lat do finansowania działalności naukowej z różnych źródeł: British Academy, przedsiębiorstw prywatnych, Science Fundation, Welcome Trust. Francuskie uczelnie korzystają jedynie z kasy państwowej. Nie ma więc mowy, żeby prywatni sponsorzy lub fundacje wspomagały działalność wyższych szkół państwowych.
Dlatego też mimo wysokich nakładów na szkolnictwo wyższe z państwowej kasy roczny koszt kształcenia studenta we Francji wynosi 7232 euro, a w Wielkiej Brytanii 8308 euro.
Francuska minister szkolnictwa wyższego postanowiła więc stworzyć uczelniom możliwość pozyskiwania pieniędzy ze źródeł prywatnych poprzez specjalnie powołane do tego celu fundacje.
Mogą one powstać tylko wówczas, kiedy uniwersytety otrzymają autonomię. Dzisiaj bowiem są one całkowicie uzależnione od państwa. Programy, statut szkoły, warunki przyjęć - wszystko ustala ministerstwo szkolnictwa wyższego. Uniwersytety nie są nawet właścicielami uczelnianych budynków.
Propozycja min. Pecresse wywołała jednak zdecydowany sprzeciw dużej grupy wykładowców uniwersyteckich, którzy uważają, że tworzenie fundacji zdejmie odpowiedzialność państwa z finansowania nauki.
- Niezależność uczelni mogą zagwarantować jedynie środki publiczne - dowodzi Sylvie Pittia, profesor historii Uniwersytetu w Reims, krajowy sekretarz Związku Nauczycieli Drugiego Stopnia. Ponadto, dowodzą związkowcy, jeśli uczelnia, korzystając ze swojej autonomii, zechce w ramach szukania oszczędności zlikwidować jeden z kierunków studiów, nikt nie będzie jej w stanie w tym przeszkodzić.
Min. Pecresse zapewniła, że żaden uniwersytet nie będzie mógł zlikwidować ani jednego kierunku studiów, a system kształcenia będzie opracowany przez państwo.
Zdaniem profesora Schauba takie rozwiązanie sprawi, że oferta kształcenia wszędzie będzie podobna i nie pozwoli na wyróżnienie uczelni lepszych i gorszych. Natomiast przyznanie większej autonomii uniwersytetom niż zapowiedziana przez ministerstwo wymusiłoby ich rywalizację, która z kolei poprawiłaby jakość kształcenia.
Ale takim zdecydowanym zmianom sprzeciwiają się i wykładowcy, i studenci. Pierwsi boją się zaostrzenia kryteriów zatrudnienia, a drudzy zwiększenia wymagań przy przyjmowaniu na studia. Choć i jedni, i drudzy chcieliby, żeby ich szkoły znalazły się wśród najlepszych.
- Musimy odpowiedzieć na pytanie: czy szkolnictwo wyższe uznamy za narodową inwestycję wymagającą gruntownych zmian, która otworzy szansę przyszłemu pokoleniu, czy po niewielkim retuszu francuskie uniwersytety będą zajmowały coraz niższą pozycję w światowych rankingach - dowodzi prof.Jean-Frederic Schaub.