http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co Francja pocznie z imigrantami

Dominika Pszczółkowska, Paryż - Nicea
2007-04-12, ostatnia aktualizacja 2007-04-11 16:18

Na śródziemnomorskim południu Francji kandydat prawicy Nicolas Sarkozy mówi prawie wyłącznie o imigrantach. Czyli o tych, którzy "kradną buty sportowe w sklepach" i których zmusi do wstawania rano. Retoryka zapożyczona od skrajnej prawicy odpowiada tutejszym wyborcom.

Francja nie przechodzi kryzysu morale, lecz prawdziwy kryzys moralny - woła Sarkozy. 10-tysięczny tłum gromkimi brawami daje do zrozumienia, że zgadza się z diagnozą.

To wiec prowadzącego w sondażach prezydenckich kandydata prawicy Nicolasa Sarkozy'ego w Nicei na Lazurowym Wybrzeżu. Jest 30 marca, na trzy tygodnie przed pierwszą turą wyborów.

- Jestem dumny, że jestem Francuzem, i chcę przywrócić Francuzom dumę z bycia Francuzami - zapowiada kandydat, uderzając w najbardziej patetyczne nuty.

Odwołuje się do wydarzeń z dalekiej przeszłości. Przypomina, że "więcej Francuzów ukrywało podczas wojny Żydów, niż ich wydawało" (brawa). Że Francuzi w koloniach nie zawsze byli wyzyskiwaczami, lecz także budowali drogi, uczyli, leczyli (duże brawa). Że Francja "najbardziej na świecie biła się o wolność innych" (wielkie brawa). Dla obserwatora z zewnątrz jego słowa o kryzysie Francji mogą wydawać się nieco przesadzone, ale nie dla zgromadzonych Francuzów. Entuzjazm tłumu prawie mnie unosi. "Sar-ko-zy pre-si-dent!".

Co chcą słyszeć na południu

Nicea i cały region Prowansja - Alpy - Lazurowe Wybrzeże to królestwo prawicy i skrajnej prawicy. W wyborach prezydenckich pięć lat temu kandydat antyimigranckiego Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pen zdobył tu w pierwszej turze najwięcej głosów.

Dlatego Sarkozy schodzi na temat imigracji i integracji imigrantów. Poświęca mu najwięcej czasu. Mówi o rodzicach, którzy nie wychowują dzieci; o dzieciach, które nie chcą się uczyć ani pracować, za to kradną w sklepach buty sportowe (brawa); o tym, że wypowie "wojnę lenistwu" i każe "wstawać rano" (duże brawa). I oczywiście o tym, że ci, którzy chcą mieszkać we Francji, powinni zacząć wyznawać jej wartości, jak laickość czy równe prawa kobiet i mężczyzn.

- Ci, którym te wartości nie odpowiadają, nie są tu mile widziani - to zdanie wywołuje zdecydowanie największe brawa wieczoru.

Imigracja, a nawet bardziej integracja imigrantów, jest jednym z głównych tematów kampanii wyborczej, a na śródziemnomorskim południu nawet głównym. Wydarzenia ostatnich dwóch lat, w szczególności zamieszki na imigranckich przedmieściach Paryża i innych miast w 2005 r., gdzie spłonęło ok. 10 tys. aut i wiele budynków użyteczności publicznej, sprawiły, że problem zauważyli wszyscy.

Debata tocząca się przy okazji kampanii wyborczej jest jednak głębsza. Francuzi są przekonani, że ich kraj podupada i odszedł od swych ideałów, a żyje się coraz gorzej. Dlatego lejtmotywem kampanii, niezależnie od tego, czy mowa jest o imigracji, bezrobociu czy drożyźnie, jest pytanie o kondycję kraju i o to, czy republikański model państwa, w którym królować ma wolność, równość i braterstwo, jeszcze działa.

- Jest poczucie, że doszliśmy do ściany. Trudno uwierzyć, jak bardzo Francuzi są zdeprymowani. Kraj jest w głębokiej depresji - mówi Jacques Rupnik, profesor paryskiego Instytutu Nauk Politycznych.

- W tych wyborach szukamy odpowiedzi na fundamentalne pytania. Dlatego znów pojawiły się takie słowa jak "republika", "naród", "równość" - wtóruje mu Stéphane Rozes, dyrektor ośrodka badań opinii CSA.

Wielu oczywiście zagrożenie dla republiki widzi w obcych, czyli imigrantach. Dlatego ten temat tak dobrze sprzedaje się na południu i nie tylko.

Dlaczego popieram Sarkozy'ego

Ci, którzy przyszli na wiec, nie ukrywają, że popierają Sarkozy'ego przede wszystkim z powodu jego pomysłów na ograniczenie imigracji. - Popieramy go, bo to człowiek czynu i człowiek prawicy - tłumaczą mi dwie panie około sześćdziesiątki. - Arabowie nie będą na niego głosować, bo kandydatka socjalistów Ségolene Royal daje im wszystko - dorzuca jedna.

64-letnia emerytka Nadine Plantier: - Głównym problemem jest to, że pozwala się ludziom wjeżdżać do kraju, a potem oni znajdują się na ulicy i nic się z tym nie robi. Pięć lat temu głosowała na Le Pena "bo miała dosyć polityków głównych partii". - Le Pen jest skrajny, ale nie myli się w swych ocenach. Tylko że teraz jest już za stary na prezydenta - uważa.

Sarkozy, jeszcze jako minister spraw wewnętrznych, zaczął deportować nielegalnych imigrantów, nawet niepełnoletnich uczących się we francuskich szkołach. Teraz chce wprowadzić selekcję, by przyjeżdżali tylko ci mający potrzebne Francji kwalifikacje. Zapowiada też, że każdy imigrant, który chciałby sprowadzić rodzinę, najpierw będzie musiał udowodnić, że ma pracę i mieszkanie, a żona (lub mąż) jeszcze w domu będzie musiała nauczyć się francuskiego. I nie szkodzi, że zapewne okaże się to sprzeczne z francuską konstytucją gwarantującą każdemu prawo do życia rodzinnego.

By przypodobać się pani Plantier, Sarkozy stosuje też coraz ostrzejszą retorykę. W jednym z programów telewizyjnych przedstawił imigrantów jako tych, którzy zarzynają barany w swych wannach.

- Mówimy, że doszło u nas do lepenizacji nastrojów. Rządząca prawica z Sarkozym na czele zapożyczyła wiele retoryki od przywódcy skrajnej prawicy Jean-Marie Le Pena - tłumaczy prof. Virginie Guiraudon zajmująca się polityką imigracyjną na uniwersytecie w Lille i w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji. - Sarkozy, jeszcze jako minister, z jednej strony był twardy wobec imigrantów, z drugiej - popierał pewne pomysły mające ułatwić ich integrację, np. pozytywną dyskryminację przy przyjmowaniu do szkół. Teraz akcentuje wyłącznie to pierwsze - dodaje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów