http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W Estonii wszyscy są w internecie

Rozmawiał w Tallinie Piotr Manowiecki
2006-09-01, ostatnia aktualizacja 2006-09-03 11:22

Każdy Estończyk może wejść na stronę rządu i sprawdzić wszystkie informacje, jakie na jego temat zebrało państwo

- To zdrowe zachowanie, że chcemy na chwilę się rozluźnić. Potem jesteśmy bardziej efektywni - tłumaczą socjolodzy
Fot. Timur Nisametdinov / AP
- To zdrowe zachowanie, że chcemy na chwilę się rozluźnić. Potem jesteśmy...
Piotr Manowiecki: Uczniowie nie mają dzienniczków, bo oceny i uwagi nauczyciele zamieszczają na szkolnych serwerach. Nie trzeba chodzić do lekarza - wystarczy wejść na stronę, gdzie lekarz wystawi receptę. Darmowe punkty internetowe są w każdej miejscowości, prawie wszędzie dostępny jest sygnał Wi-Fi, wystarczy wysłać SMS-a za 3 zł, by przez cały dzień móc surfować. Skąd u was takie zamiłowanie do internetu?

Ivar Tallo, szef e-Governance Academy, organizacji wprowadzającej internet do administracji publicznej: W połowie lat 90., kiedy wygasł rozpęd wynikający z reform, politycy zaczęli zastanawiać się, co zrobić z biedną i nieatrakcyjną Estonią. Postawiono na informatykę oraz technologie genetyczne.

W 1996 r. rząd rozpoczął akcję pn. "Tygrysi skok" - pierwszy na świecie program przyłączenia do sieci wszystkich szkół. W programie brał udział zarówno sektor państwowy, jak i prywatny. W 2000 r. kilka dużych firm i banków zorganizowało darmowe kursy używania komputerów, w których wzięło udział 10 proc. spoeczeństwa.

I jaki był efekt?

- "Tygrysi skok" przełamał podziały na biednych i bogatych. Nagle wyrosła generacja wiedząca, jak używać komputerów. Dzięki temu młodzi zarabiają więcej, a w Estonii powstają znane na całym świecie programy, takie jak KaZaa czy Skype. A trzeba pamiętać, że komputeryzacja szkół nie była łatwą decyzją. Wielu nauczycieli wolało raczej remonty budynków niż inwestowanie w komputery.

Parlament uchwalił ustawę uznającą dostęp do internetu za prawo każdego obywatela.

- Największa firma telekomunikacyjna musi umożliwić wszystkim zainteresowanym dostęp do internetu. Dzięki sieci można lepiej realizować prawa obywatelskie.

Proszę spojrzeć na mój dowód osobisty - wyciąga dokument podobny do polskiego, tyle że z chipem. Wkładam go do czytnika w komputerze, wpisuję PIN. Dostaję się na stronę administracji publicznej, gdzie w jednym miejscu mam dostęp do wszystkich informacji, które państwo zebrało na mój temat.

Mogę zamówić ubezpieczenie, kiedy pojadę za granicę, sprawdzić, czy dobrze zostały wpisane dane mojego samochodu. Jeżeli ktoś jest człowiekiem roztargnionym, zapominającym zabrać z domu prawo jazdy, policja może je sprawdzić na tym serwerze. O ile oczywiście ma się przy sobie dowód osobisty.

To nie wszystko. Poprzez tę stronę w kilka minut zapłacę podatki, cło, składkę emerytalną. Dowiem się nawet, czy państwo nie prowadzi przeciwko mnie postępowania karnego lub administracyjnego.

Skoro państwo ma taki łatwy dostęp do wszystkich informacji o obywatelu, to łatwo może nadużyć tych możliwości.

- Wprost przeciwnie! Otworzę teraz panu podstronę, gdzie wyświetlone są nazwiska wszystkich osób, które zaglądały do moich danych. Jest tutaj podana data, czas i miejsce. Jeżeli uznam, że był tu ktoś nieuprawniony, mogę wnieść skargę do rzecznika ochrony danych osobowych. Z jednej strony wiem, jakie informacje państwo ma o mnie, z drugiej mogę śledzić, kto w nich grzebie. I mogę się bronić.

Jest to dobre w państwach demokratycznych, gdzie istnieje zaufanie między rządem a obywatelami. A co jeżeli rząd przestanie być demokratyczny?

- Rząd niedemokratyczny tak czy siak dowolnie przetwarza dane. U nas tego problemu nie ma. Konstytucja gwarantuje każdemu prawo wglądu do informacji, jakimi dysponuje państwo na jego temat.

W zeszłym roku Estończycy mogli po raz pierwszy głosować elektronicznie w wyborach lokalnych. Z możliwości tej skorzystało jedynie 1,8 proc. uprawnionych. To chyba słaby sukces.

- Ale deklaracje podatkowe składa przez internet 82 proc. podatników. W 1999 r., w pierwszym roku istnienia tej możliwości, było to poniżej 2 proc. Uważam, że w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych zagłosuje przez internet około 10 proc. uprawnionych.

Zdaniem części ekspertów wykorzystanie internetu przez administrację przyczyniło się do gwałtownego spadku korupcji w Estonii. Dlaczego?

- Procedura załatwiania spraw stała się łatwa do obserwowania. Np. na portalu Tallina można zajrzeć do rejestru gruntów online i sprawdzić, co samorząd robi, komu sprzedaje grunty itd.

Lecz, co najważniejsze, interesanci wysyłają teraz wszelkie dokumenty przez internet. Kiedy ktoś kupi np. za granicą samochód i musi zapłacić cło, nie idzie już do urzędu, gdzie są fizyczne możliwości wręczenia łapówki. A w takich miejscach często panowała atmosfera, która sprawiała, że wielu interesantów myślało, że wypadało dać łapówkę, bo inaczej sprawa nie będzie załatwiona. Oczywiście używanie internetu nie mogło mieć wpływu na spadek korupcji w przypadku wielkich zamówień publicznych.

Mówi się, że tak szybka rewolucja informatyczna w Estonii była możliwa dzięki niewielkim rozmiarom kraju.

- Wielu ludzi za granicą twierdzi, że Estonia odniosła sukces, bo jest mała. Ale Łotwa czy Litwa - państwa podobnej wielkości - pod względem technologii internetowych rozwijają się dwa razy wolniej. Najważniejsza jest wola polityczna. Wszystkie estońskie rządy uznały internet za priorytet. Firmy prywatne są bardzo ważne, ale rolą rządu jest wyznaczanie kierunku. W ciągu ostatniej dekady co roku 1 proc. budżetu szedł na rozwój technologii komputerowych.

Polska ma teraz niebywałą okazję: fundusze strukturalne UE. Estonia wszystko musiała finansować z własnych źródeł. Trzeba tylko podjąć decyzję, jak je wykorzystać - czy na rolnictwo czy na technologie informatyczne.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 136 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dziewczyna Kennedy'ego

Wiemy dobrze, że nasz ukochany JFK był kobieciarzem, to część jego legendy. Ale żeby 19-latkę? I w taki sposób? O nie, takich rzeczy proszę nam nie opowiadać!

Piękność z komputera

Brytyjski urząd zakazuje reklam, na których aktorki nie są do siebie podobne. Może i u nas warto zakazać takich reklam?