74-letni Westergaard narysował najbardziej znaną z 12 karykatur, które opublikowane w 2005 roku w dzienniku "Jyllands-Posten" wywołały najpierw oburzenie, a potem zamieszki i ofiary śmiertelne w kilku krajach arabskich. Przedstawia ona głowę Mahometa w turbanie, do którego wetknięta jest laska dynamitu z płonącym lontem. Przez wiele miesięcy po publikacji karykaturzysta ukrywał się w nieznanym miejscu, ale potem powrócił do normalnego życia w swoim domu w duńskim Aarhus.
W Nowy Rok wdarł się tam 28-letni Somalijczyk, którego nazwiska
policja nie ujawnia, i łamaną angielszczyzną wykrzykiwał, że zamorduje karykaturzystę. W domu była też pięcioletnia wnuczka Westergaarda. - Zamknąłem się z nią w opancerzonym pokoju specjalnie przygotowanym na takie właśnie okazje i zadzwoniłem po policję. Napastnik próbował roztrzaskać drzwi toporem, ale mu się nie udało - opowiada rysownik, który od trzech dni znów żyje w konspiracji.
Kiedy przyjechali policjanci, Somalijczyk rzucił się na nich z tasakiem i został postrzelony w nogę i ramię. Rany nie są poważne Już dzień później dowieziono go do sądu na wózku i formalnie oskarżono o usiłowanie morderstwa. Nie przyznał się do winy.
Policja podejrzewa, że napastnik ma związki z radykalną grupą religijną Al-Szabab działającą w Somalii. Już wcześniej znajdował się pod nadzorem policji.
- Podziwiamy somalijskiego chłopca za atak na diabła, który obraził proroka Mahometa, i wzywamy wszystkich muzułmanów na całym świecie do napadania na podobne diabły - oświadczył rzecznik Al-Szabab w rozmowie z agencją AFP.
W Danii żyje około 17 tys. somalijskich uchodźców. Jeden z ich przywódców Ahmed Daqane radził wczoraj policji, by była bardziej wyczulona na zagrożenie ekstremizmem i błędne interpretacje islamu.
Pięć lat temu w Amsterdamie marokański imigrant zastrzelił holenderskiego reżysera Theo van Gogha, który nakręcił film krytykujący muzułmanów za prześladowanie kobiet i głosił, że islamski ekstremizm jest zagrożeniem dla liberalnego Zachodu.