http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Praga chce pomóc Polakom na Zaolziu

Luboš Palata, Praga
2010-01-25, ostatnia aktualizacja 2010-01-24 17:04

Czeski prezydent Vaclav Klaus i premier Jan Fischer obiecali prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu jak najszybciej rozwiązać problem ograniczania praw polskiej mniejszości, m.in. niszczenia polskich napisów.

Prezydent Czech Vaclav Klaus jest pod wrażeniem moskiewskich uroczystości rocznicy zakończenia II wojny światowej
Fot. Petr David Josek AP
Prezydent Czech Vaclav Klaus jest pod wrażeniem moskiewskich uroczystości...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY


Klaus ma w lutym pojechać na Śląsk Cieszyński, aby na miejscu przekonać się, jak wyglądają stosunki między Czechami a Polakami. W piątek w Pradze nadał Kaczyńskiemu najwyższe czeskie odznaczenie.

Polski prezydent mówił potem, że docenia, iż Klaus osobiście zajmie się sprawą Polaków. Jest jednak jasne, że polsko-czeskie stosunki są świetne na poziomie rządowym, ale dużo gorsze na lokalnym. Dlatego Kaczyński był mniej powściągliwy na spotkaniu z polską mniejszością. Mówił, że Czesi muszą przestrzegać praw 40 tys. Polaków ze Śląska Cieszyńskiego, tak samo jak Warszawa przestrzega praw mniejszości u siebie. - Także mniejszość niemiecka ma swoje tablice z nazwami, co nie było łatwe do przyjęcia dla nas Polaków - powiedział Kaczyński.

Na podstawie Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych, która obowiązuje w Czechach od dwóch lat, dwujęzyczne napisy ma mieć każda gmina, w której mniejszość tworzy więcej niż 10 proc. mieszkańców.

- Na Śląsku Cieszyńskim dotyczy to 31 gmin, ale polsko-czeskie napisy wprowadziła tylko połowa z nich - mówił Józef Szymeczek, przewodniczący Kongresu Polaków w Republice Czeskiej. W dodatku w niektórych gminach napisy były niszczone tak często, że zostały usunięte. - To coś, do czego Czesi nie są przyzwyczajeni, trzeba dać im trochę czasu - tłumaczył pojednawczo Szymeczek.

Problemem było nawet zawieszenie pamiątkowej tablicy na domu w Smilovicach, gdzie urodził się dzisiejszy przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. - Przeszło to większością zaledwie jednego głosu, a niektórzy członkowie rady miejskiej na znak protestu nie wzięli udziału w uroczystości odsłonięcia napisu - opowiadał Szymeczek. Z drugiej strony jako dobry przykład podał Czeski Cieszyn i polski Cieszyn, gdzie odbywają się wspólne posiedzenia radnych.

Polacy z Zaolzia mówią, że większość wandali to miejscowi młodzi ludzie. Internetowa grupa "Nie znoszę Polaków" ma prawie tysiąc nieanonimowych członków.

- Najgorszym przypadkiem jest Trzyniec będący najbardziej znaczącym centrum polskiej mniejszości, bo mieszka tam ponad 6 tys. Polaków - stwierdził Szymeczek i dodał, że tamtejszy ratusz przed dwoma laty próbował zamknąć jedną z dwóch polskich szkół spełniającą limity dotyczące liczby uczniów. Lokalne władze nie zgadzają się także na rozmowy w sprawie polskich nazw.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':