Klaus ma w lutym pojechać na Śląsk Cieszyński, aby na miejscu przekonać się, jak wyglądają stosunki między Czechami a Polakami. W piątek w Pradze nadał Kaczyńskiemu najwyższe czeskie odznaczenie.
Polski prezydent mówił potem, że docenia, iż Klaus osobiście zajmie się sprawą Polaków. Jest jednak jasne, że polsko-czeskie stosunki są świetne na poziomie rządowym, ale dużo gorsze na lokalnym. Dlatego Kaczyński był mniej powściągliwy na spotkaniu z polską mniejszością. Mówił, że Czesi muszą przestrzegać praw 40 tys. Polaków ze Śląska Cieszyńskiego, tak samo jak Warszawa przestrzega praw mniejszości u siebie. - Także mniejszość niemiecka ma swoje tablice z nazwami, co nie było łatwe do przyjęcia dla nas Polaków - powiedział Kaczyński.
Na podstawie Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych, która obowiązuje w Czechach od dwóch lat, dwujęzyczne napisy ma mieć każda gmina, w której mniejszość tworzy więcej niż 10 proc. mieszkańców.
- Na Śląsku Cieszyńskim dotyczy to 31 gmin, ale polsko-czeskie napisy wprowadziła tylko połowa z nich - mówił Józef Szymeczek, przewodniczący Kongresu Polaków w Republice Czeskiej. W dodatku w niektórych gminach napisy były niszczone tak często, że zostały usunięte. - To coś, do czego Czesi nie są przyzwyczajeni, trzeba dać im trochę czasu - tłumaczył pojednawczo Szymeczek.
Problemem było nawet zawieszenie pamiątkowej tablicy na domu w Smilovicach, gdzie urodził się dzisiejszy przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. - Przeszło to większością zaledwie jednego głosu, a niektórzy członkowie rady miejskiej na znak protestu nie wzięli udziału w uroczystości odsłonięcia napisu - opowiadał Szymeczek. Z drugiej strony jako dobry przykład podał Czeski Cieszyn i polski Cieszyn, gdzie odbywają się wspólne posiedzenia radnych.
Polacy z Zaolzia mówią, że większość wandali to miejscowi młodzi ludzie. Internetowa grupa "Nie znoszę Polaków" ma prawie tysiąc nieanonimowych członków.
- Najgorszym przypadkiem jest Trzyniec będący najbardziej znaczącym centrum polskiej mniejszości, bo mieszka tam ponad 6 tys. Polaków - stwierdził Szymeczek i dodał, że tamtejszy ratusz przed dwoma laty próbował zamknąć jedną z dwóch polskich szkół spełniającą limity dotyczące liczby uczniów. Lokalne władze nie zgadzają się także na rozmowy w sprawie polskich nazw.
Źródło: Gazeta Wyborcza