Gdy spojrzy się na mapę, inicjatywa Mikronezji może się wydawać kosmicznym żartem. Wyspiarskie państwo leżące na wschód od Filipin oddalone jest od Czech o ponad 11 tys. km. A mimo to zdecydowała się wykorzystać mało znany przepis prawa międzynarodowego i złożyło w czeskim ministerstwie środowiska skargę na plan remontu i rozbudowy elektrowni węglowej w Prunerovie.
Mikronezyjczycy powołali się na przepisy o tzw. transgranicznej ocenie oddziaływania na środowisko. Jest to przepis prawa międzynarodowego, na podstawie którego można dochodzić swego w sądach międzynarodowych i który był dotąd wykorzystywany tylko w stosunkach państw sąsiedzkich.
Ale Mikronezja twierdzi, że remont i rozbudowa elektrowni w Prunerovie dotknie ją, i to w sposób katastrofalny. Mikronezyjczycy argumentują, że odnowione bloki energetyczne w Prunerovie zasadniczo przyczynią się do zwiększenia emisji CO2 do atmosfery. Już dziś elektrownia jest 18. największym w Europie emitentem dwutlenku węgla i emituje go 40 razy więcej niż cała Mikronezja. Po zwiększeniu mocy bloków energetycznych może emitować jeszcze więcej gazu cieplarnianego. A im więcej CO2 w atmosferze - przekonuje Mikronezja - tym bardziej zmieni się klimat i tym bardziej będzie się podnosił poziom mórz. Grozi to Mikronezji katastrofą i zniknięciem znacznej jej części pod wodą.
- Jako państwo bezpośrednio zagrożone zmianami klimatu nie widzimy powodów, dla których trzeba było budować nową elektrownię opalaną węglem, która przyspieszy zmiany klimatyczne - pisze Andrew Yatilman, przedstawiciel rządu Mikronezji w liście do swego czeskiego odpowiednika. - Rozbudowa jakiejkolwiek elektrowni węglowej może odegrać ważną rolę w zniszczeniu środowiska naszego państwa. Zalane może być całe nasze terytorium, część państwa może zniknąć - stwierdza Yatilman. Całkiem na serio.
- Niestety, skarga nadeszła do nas trochę za późno. Kończymy właśnie opracowywać ocenę oddziaływania Prunerova II na środowisko i żadne inne państwo nie prosiło nas o "ocenę transgraniczną". Polska też nie - mówi "Gazecie" Petra Roubickova, rzeczniczka resortu środowiska. - Ale weźmiemy pod uwagę opinię Mikronezji, gdy nasz minister będzie podejmował decyzję. Czas mamy do 31 stycznia - dodaje.
Eksperci są zdumieni inicjatywą Mikronezji. - To otwiera zupełnie nową fazę w międzynarodowym prawie ochrony środowiska. To pierwsza taka konfrontacja między państwami rozwijającymi się i bogatymi - ocenia Tim Malloch z organizacji ClientEarth. - To daje nową broń do ręki ekologom i państwom rozwijającym się.
Mikronezja nie jest pierwszym wyspiarskim państwem, które zdecydowało się na taką spektakularną akcję. Krótko przed nieudanym szczytem klimatycznym w Kopenhadze rząd Malediwów (archipelag na Oceanie Indyjskim) obradował pod wodą. Ubrani w kombinezony, butle, maski i asekurowani przez nurków 13 ministrów i prezydent podpisali odezwę do państw bogatych. Prosili w niej o ograniczenie emisji CO2.
Malediwy też znikną z mapy, jeśli poziom oceanów się podniesie.