http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Właśnie skończył się XX wiek

Luboš Palata, Praga
2009-11-04, ostatnia aktualizacja 2009-11-04 16:40

Unia pokonała Vaclava Klausa. Idea wspólnej Europy zwyciężyła nad ideą państwa narodowego. Skończył się długi, krwawy XX w.

Lubosz Palata
Fot. Archiwum Autora
Lubosz Palata
Vaclav Klaus jest wzorowym czeskim politykiem z początku XX w. W tamtych czasach najwyższą europejską wartością było społeczeństwo narodowe, a Czesi marzyli o suwerennym, niczym nieograniczonym państwie narodowym. Ale wtedy ograniczała nas monarchia Austro-Węgierska, a dziś Unia Europejska.

Jeśli sto lat temu Czesi byli z czegoś znani, to ze zdolności do obalania (często razem z czeskimi Niemcami) każdego rządu wiedeńskiego, utrudnianie poprzez obstrukcje i spory i tak już skomplikowanego działania wielonarodowej monarchii Habsburgów. A na koniec udało im się ją pogrzebać.

Vaclav Klaus, a z nim my, jego Czesi, swoim sposobem ratyfikacji traktatu lizbońskiego doprowadziliśmy Unię Europejską do granic wytrzymałości. Wszystko w imieniu jedynego boga, czyli naszego narodowego państwa, czystego etnicznie po drugiej wojnie światowej i rozwodzie ze Słowacją.

Unia dała sobie jednak radę z czeskim prezydentem i Republiką Czeską, którą Klaus doprowadził do największego kryzysu po listopadzie 1989 r. Poradziła sobie także z "warunkiem Klausa" dotyczącym Karty Praw Podstawowych, niezbyt istotnym, jeśli chodzi o treść, bardziej zaś, jeśli chodzi o uzasadnienie.

Z zakurzonej szafy, której nikt w Czechach nie otwierał od lat prezydent Klaus wyciągnął dekrety Benesza, wypędzenie sudeckich Niemców i potwierdzenie konfiskaty ich majątków. Zmusił Unię, aby po cichu przyznała mu rację, gdy twierdzi, że Niemcy, Austriacy i Węgrzy wciąż są zainteresowani swoimi majątkami pozostawionymi w Czechach, i zgodziła się na nasze warunki, a właściwie warunki Klausa.

Klaus zwyciężył, Unia ustąpiła?

Po unijnym szczycie wiele czeskich gazet krzyczało: "Klaus zwyciężył, Unia ustąpiła". Nieprawda. Wygrała Unia, bo w ostatniej chwili unieszkodliwiła ładunek wybuchowy rzucony przez Klausa pod koła rozpędzonego pociągu z traktatem lizbońskim.

O naszych sąsiadach piszę od lat i wiem, jak trudne do przyjęcia dla Austriaków, Węgrów, ale i dla wielu Niemców było takie uzasadnienie. Dla Niemców, którzy wspomagali Pragę podczas czeskiej prezydencji i od 20 lat poczciwie pracują nad umocnieniem stosunków z Czechami, kwestia poruszona przez Klausa była jak zniewaga. Głęboko dotknięci poczuli się Austriacy, a szczególnie Węgrzy - na Słowacji, gdzie wciąż żyje pół miliona słowackich Węgrów - "zdrajców i kolaborantów" według dekretów Benesza - odrodziło się napięcie panujące tam od początku rządów nacjonalistycznego rządu Roberta Ficy.

W tym momencie Unia znów potwierdziła zasadność swego istnienia - jej celem w pierwszym rzędzie jest, choć często o tym zapominamy, likwidacja skutków II wojny światowej i pokój. Szwedzka prezydencja wspólnie z czeskim rządem premiera Jana Fischera zagwarantowała, że warunek Klausa został cicho zaakceptowany, a słowa "potwierdzenie ważności dekretów Benesza" w ogóle w Brukseli nie padły.

We wtorek czeski trybunał konstytucyjny nie tylko odrzucił wszystkie zarzuty dotyczące niezgodności traktatu lizbońskiego z konstytucją, ale i opowiedział się przeciwko wykorzystywaniu go do opóźnienia ratyfikacji, uniemożliwiając stawianie kolejnych przeszkód przez Klausa i grupkę eurosceptyków.

Później wystąpił Vaclav Klaus. W czarnym pogrzebowym krawacie oznajmił narodowi, że przed godziną podpisał traktat lizboński, co oznacza, że o godzinie 15 czasu środkowoeuropejskiego Republika Czeska przestała istnieć jako "suwerenny kraj".



Unia zwycięska

Unia pokonała Vaclava Klausa. Idea wspólnej Europy zwyciężyła nad ideą państwa narodowego. Skończył się długi, krwawy XX w. We wtorek, o trzeciej po południu, gdzieś na Zamku Praskim za sprawą swego podpisu skończył urzędowanie ostatni narodowy prezydent Vaclav Klaus. I nie jest już ważne, że na tym zamku będzie jeszcze urzędował przez trzy lata.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':