Czeska dyplomacja oraz
Szwecja, która przewodniczy Unii zaczęły pracować nad treścią i prawną formą dodatku do traktatu lizbońskiego, którego zażądał Vaclav Klaus, powołując się na obawy przed roszczeniami Niemców sudeckich wysiedlonych i wywłaszczonych z Czechosłowacji po II wojnie.
Jak mówią brukselscy dyplomaci Praga chciałaby, aby w deklaracji znalazło się zdanie mówiące wprost, że Karta praw podstawowych (dołączona do traktatu) nie może być podstawą do podważenia dekretów czechosłowackiego prezydenta Edwarda Benesza wysiedlających Niemców z Sudetów, a także część Węgrów ze Słowacji.
Dekrety Benesza w przeciwieństwie do wysiedleń z polskich Ziem Zachodnich nie były decyzją mocarstw, lecz suwerennym posunięciem Pragi. Dlatego część Czechów obawia się, że Praga w razie roszczeń nie mogłaby odesłać niemieckich wysiedleńców lub ich potomków do Moskwy, Waszyngtonu i Londynu. Ewentualnej deklaracji UE zamierza sprzeciwiać się Bratysława, jeśli dokument nie potwierdzi też autonomii słowackiego prawa.
Choć eksperci UE, Czech i Słowacji potwierdzali wielokrotnie, że Karta praw podstawowych nie może podważać czeskiego prawa zwłaszcza sprzed przystąpienia do UE (znalazło się to nawet w deklaracji do Lizbony z 2007 r.), to hasło "Benesz" zaczęło ożywiać dawne spory. Niektórzy politycy z Austrii i Niemiec sygnalizują, że ze względu na swą politykę wewnętrzną woleliby uniknąć wymieniania dekretów Benesza z nazwy w unijnych dokumentach. Niemałe ryzyko wiąże się też z postawą Budapesztu, który może utrudniać kompromis z racji zaognionych stosunków ze Słowakami.
Tekst czeskiego dodatku do Lizbony będzie jednym z tematów pierwszego dnia przyszłotygodniowego szczytu przywódców UE w Brukseli, ale - jak mówi polski dyplomata - nie ma szans na ostateczne decyzje. Większość krajów UE chce bowiem poczekać na rozstrzygnięcie czeskiego trybunału konstytucyjnego w sprawie Lizbony, którego można spodziewać się połowie listopada. Dopiero gdy trybunał zgodzi się na traktat, co jest bardzo prawdopodobne, przyjdzie czas na zaspokojenie postulatów Klausa.
Bruksela ma nadzieję, że prezydent Czech zadowoli się taką formą dodatku, który nie będzie wymagał ponownej ratyfikacji we wszystkich krajach UE.
Brak nowego traktatu oznacza, że choć pierwotnie głównym celem szczytu UE miała być obsada unijnych stanowisk (na podstawie Lizbony), to mianowanie szefa dyplomacji UE, stałego przewodniczącego oraz obsada nowej Komisji Europejskiej przesuną się najpewniej na listopad. Niewykluczone, że UE zwoła wówczas dodatkowy "szczyt kadrowy".
- Oczywiście, o nazwiskach będzie rozmawiać się także na najbliższym szczycie. Ale to będzie nieformalne i nie wiadomo, czy jakakolwiek informacja przeniknie poza grono przywódców UE - mówi polski dyplomata.
Na główny temat szczytu z przyszłego tygodnia wyrastają natomiast spory o walkę z globalnym ociepleniem.