http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Vaclav Klaus - prezydent, którego się wstydzę

Luboš Palata, Praga
2009-10-12, ostatnia aktualizacja 2009-10-11 13:00

Vaclav Klaus
Fot. EVA KORINKOVA AP
Vaclav Klaus
O Niemcach sudeckich nikt w Pradze nie słyszał już od ładnych paru lat. Dziennikarze przestali jeździć na ich zjazdy, czasem w prasie pojawi się krótka notatka na temat kolejnego zakończonego niepowodzeniem procesu w europejskich sądach. Zwykli Czesi przestali się nimi interesować.

Berlin, jeszcze za czasów kanclerza Gerharda Schrödera, zapewnił Pragę, że nigdy nie poprze majątkowych roszczeń wygnańców. Kanclerz Andrea Merkel, pierwsza szefowa niemieckiego rządu, trochę mówiąca po czesku, potwierdziła to.

Centrum Wypędzonych w Berlinie, nawet gdyby powstało, nie wzbudza w Pradze większych emocji, a nazwisko przewodniczącego Ziomkostwa Niemców Sudeckich Bernda Posselta zna tylko kilku specjalistów, których ta tematyka jeszcze bawi.

Wśród młodych Czechów zamiast obaw związanych z Niemcami sudeckimi wzrasta zainteresowanie tym, jak wyglądały miasta i wsie na terenach przygranicznych przed wojną, kiedy w Czechach mieszkało 3 mln Niemców. Powracają i od nowa zaczynają być rozpatrywane kwestie związane z powojennymi zbrodniami dokonywanymi na niemieckich cywilach.

W Usti nad Łabą odsłonięta została pamiątkowa tablica, która przypomina największą z tych zbrodni i nikomu to nie przeszkadza. W tym samym miejscu powstaje nawet muzeum czeskich Niemców, które ma nie tylko dokumentować tysiącletnią historię wspólnej egzystencji obu narodów w Czechach, ale także chronić kulturowe dziedzictwo Niemców sudeckich. Tych ostatnich jest już coraz mniej, zaś wiele muzeów w Bawarii czy innych miejscach w Niemczech nie ma środków na funkcjonowanie.

Niemców, także sudeckich, nikt się dziś w Czechach nie obawia. Z jednym wyjątkiem - prezydenta Vaclava Klausa.

To, że Klaus postawił dodatkowy warunek związany z podpisaniem przez niego traktatu lizbońskiego, nikogo nie zaskoczyło. Z sygnałów płynących z jego otoczenia wynikało, że nawet po referendum w Irlandii i bardzo prawdopodobnym korzystnym dla traktatu postanowieniem Trybunału Konstytucyjnego, Klaus zrobi coś, by móc złożyć podpis i jednocześnie nie stracić twarzy. Nikt jednak nie oczekiwał, że wykorzysta do tego dekrety Benesza, na podstawie których wygnano z Czech i skonfiskowano majątek sudeckich Niemców.

Ale to, że zrobi to tak grubiańsko (czy używając słów pewnego czeskiego dyplomaty "w tak trudny do uwierzenia głupi sposób"), wydawało się nierealne. Prezydent stanął w jednym rzędzie z czeskimi komunistami, neonazistami i nacjonalistycznymi politykami, którzy w Parlamencie Europejskim zasiadają w ławach z Le Penem i jego podobnymi.

Sformułowany w ten sposób warunek dyskredytuje nie tylko prezydenta, ale całą Republikę Czeską. Wygląda na to, że najważniejszą rzeczą, na której zależy Czechom, jest to, by cała Europa na zawsze potwierdziła ich prawo do wygnania sudeckich Niemców i konfiskaty ich majątków.

Rzekome obawy prezydenta, zdaniem którego traktat mógłby umożliwić Niemcom sudeckim ponowne otworzenie kwestii roszczeń majątkowych i dać im możliwość dochodzenia swych praw w sądach europejskich, nie znalazły potwierdzenia w żadnej z przeprowadzonych ekspertyz prawnych zlecanych w ostatnich latach przez wszystkie kolejne rządy. Według tych opinii Karta Praw Podstawowych na nic takiego nie pozwala.

Przekonany o tym jest m.in. były premier Mirek Topolanek, obecny premier Jan Fischer, ministrowie spraw zagranicznych Karel Schwarzenberg i Jan Kohout czy były wicepremier ds. europejskich Alexandr Vondra. Po wejściu Czech do UE wszystkie procesy sadowe, w których Niemcy sudeccy starali się odzyskać swoje utracone majątki, zakończyły się ich przegraną.

Tylko Klaus myśli inaczej. A bez jego podpisu ratyfikacja traktatu lizbońskiego nie zostanie dokończona. W Pradze nikt, z wyjątkiem komunistów, z nim się nie zgadza. Jednocześnie wszyscy twierdzą, że jeśli ma to być cena za podpis, to niech to dostanie.

Dodatkowy protokół do Karty Praw Podstawowych mają Polska i Wlk. Brytania. Dodatek, podobny do tego, jaki chce Klaus, wyciągnęła dla siebie Irlandia. Technicznie da się to wszystko załatwić do końca roku. Jednak Czesi muszą to jeszcze wyjaśnić Europie. I powiedzieć otwarcie: "Vaclav Klaus to szaleniec, ale jest czeskim prezydentem. Dajcie mu to, czego chce, i niech podpisze traktat lizboński, tak będzie najłatwiej i najszybciej. My zaś obiecujemy wam, że słyszycie o Klausie po raz ostatni".

Ja, w imieniu normalnych Czechów, niniejszym przepraszam Unię. Wstydzę się, że Vaclav Klaus jest naszym prezydentem. Proszę, wybaczcie nam to. Więcej już tego nie zrobimy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 36 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    82 głosy