http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czeska historia o Aniczce, która się pojawiła i zniknęła

Tomasz Maćkowiak*
2007-06-04, ostatnia aktualizacja 2007-06-03 17:21

W tej historii jest torturowanie dzieci, samobójstwo, para szalonych sióstr, tajemnicza sekta i ważni politycy. No i Aniczka, której losami przez tygodnie żyły całe Czechy

Aniczka ma 11 albo 13 lat. Nie mówi, nie ma dokumentów. Policja w niewyjaśnionych okolicznościach ją znalazła, ale zaraz potem dziewczynka w równie tajemniczy sposób zniknęła.

Jest i inna wersja: że w rzeczywistości miała 34 lata. I jeszcze jedna: że tak naprawdę żadnej Aniczki nigdy nie było.

Poza Aniczką, w tej historii główną rolę grają:

•  30-letnia Klara Mauerova i jej o cztery lata starsza siostra Katerzina - obecnie w areszcie śledczym w Brnie; •  dwóch synów Klary: Jakub (10 lat) i Ondrzej (7 lat) - jeden w pogotowiu opiekuńczym, drugi w szpitalu; •  legendarna opozycjonistka z czasów komunizmu Anna Szabatova oraz związany z czeskim ruchem ekologicznym intelektualista Jakub Patoczka; •  i jeszcze aktor Viktor Skala; •  ostatnia jest 34-letnia przyjaciółka sióstr Mauer Barbora Szkrlova - to ona łączy te wszystkie postacie i prowadzi je prosto do Aniczki.

Kim jest ta dziewczynka

Wszystko zaczęło się od Eduarda Tvrdego, który na nowym osiedlu domków jednorodzinnych koło Brna instalował tzw. elektroniczną niańkę, kamerkę internetową z mikrofonem, dzięki której rodzice w innych pokojach mogą spokojnie obserwować, czy niemowlę spokojnie śpi.

Po zainstalowaniu kamery Tvrdy ujrzał na ekranie taki obraz: kilkuletni chłopiec, związany sznurem, z buzią zalepioną taśmą klejącą łka na betonowej podłodze. Czyjeś ręce zdejmują mu taśmę i dziecko zjada coś z posadzki.

Jak się okazało, Tvrdy złapał obraz z nadajnika w którymś z domków stojących obok. Wezwani policjanci zapukali do sąsiednich drzwi, które otworzyła im pyzata blondynka Klara Mauerova wraz ze starszą siostrą Katerziną. Wiadomo dziś, że Klara od rozwodu wychowuje sama synów Jakuba i Ondrzeja (to ten związany, z zalepioną buzią). Nie patrzyła policjantom w oczy, była zdenerwowana. Powiedziała, że nie ma klucza do zamka do skrytki pod schodami, z której było słychać szloch.

Drzwi otworzyli strażacy i lekarka zabrała płaczące dziecko do centrum kryzysowego o ładnej nazwie Kangurek.

Klara trafiła do aresztu. I ona, i jej siostra Katerzina przyznały, że chłopiec dokazywał, więc karały go w taki sposób, ale tylko czasem. Z Jakubem było wszystko w porządku. W domu policjanci znaleźli jeszcze trzecie dziecko: Aniczkę.

Siostry Mauer opowiedziały taką historię: Aniczkę para narkomanów zostawiła przed laty u ich babci na wsi. Babcia się nią zajmowała, jak umiała, a kiedy zmarła - dziecko zabrała Klara. Dziewczynka nie miała dokumentów, nazwiska. Klara dopiero niedawno zaczęła się starać o adopcję, bo wcześniej bała się, że jeśli to zrobi, dziecko trafi - choćby na krótko - do jakiegoś domu dziecka. A po co tak skrzywdzonemu przez los dziecku dodawać cierpień?

Siostry znały się na dziecięcych cierpieniach. Katerzina pracowała w Brnie w podobnym do Kangurka centrum o nazwie Promyczek - tam trafiały dzieci alkoholików, narkomanów, bite, zaniedbane. Klara studiowała w Brnie pedagogikę specjalną i też udzielała się w Promyczku.

Czy to sekta?

Na "Przypadek torturowanego Ondrzeja" rzuciły się gazety, ale po dwóch dniach przemianowały go na "Sprawę Aniczki". Na pierwszych stronach pełno było zdjęć szczuplutkiego stworzenia w za dużych okularach, z mysimi warkoczykami. "Kim jest Aniczka?" - pytały wielkie tytuły.

Policja nie informowała o niczym, więc dziennikarze prowadzili własne śledztwa. Czy Aniczka to Karolina Plana, która przed laty zniknęła na północy kraju? Czy też naprawdę dziecko podrzucone staruszce na wsi? Współczesny Kaspar Hauser w spódniczce, z warkoczykami?

Prasa relacjonowała też śledztwo, m.in. rewizję w domu redaktora naczelnego elitarnego pisma "Literarni Noviny" Jakuba Patoczki. Okazało się, że dobrze zna on siostry Mauer. Z Katerziną przyjaźniła się żona Patoczki, która trzy lata temu popełniła samobójstwo bez wyraźnych powodów. Reporterzy szczegółowo liczyli, ile plastikowych worków ze skonfiskowanymi przedmiotami wynieśli policjanci z mieszkania Patoczki - jedni pisali, że sześć, inni, że dziewięć.

Patoczka dla czytelników brukowców to stuprocentowy przedstawiciel zblazowanej elity. Był liderem Partii Zielonych. Ekstrawagancki, z kontaktami w dawnej opozycji demokratycznej.

Sprawę sióstr Mauer błyskawicznie skojarzono z "ruchem Gralla" - dziwnym kręgiem ludzi złożonym z podobnych do Patoczki poszukiwaczy duchowych korzeni Europy i jedności z naturą. Ruch nie był w żaden sposów wpływowy czy znany, ot, gazety wspomniały o tym przed laty jako o kolejnym dziwactwie znanej osoby. Teraz posypały się pytania: czy to sekta? Czy ta sekta porwała Aniczkę?

Dlaczego mowa o porwaniu? Ano dlatego, że Aniczka zniknęła. Kiedy w nocy jedna z opiekunek z Kangurka zajrzała do pokoju dziewczynki, Aniczki nie było - tylko otwarte okno.

Dziewczynki nie ma do dziś.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kościół wyznaje grzechy

W poniedziałek w Rzymie rozpoczęła się wielka kościelna konferencja o pedofilii