W Chinach spis powszechny przeprowadza się raz na dziesięć lat a najbliższy odbędzie się od 1 do 10 listopada. Chodzi m.in. o policzenie jednej piątej ludności Ziemi. Ankieterzy, którzy przeprowadzają próbny spis, sygnalizują pierwsze trudności - niektórzy z ankietowanych odmawiają im podania danych, inni nie wpuszczają ich za próg.
- Kiedyś to było nie do pomyślenia - mówi zastępca mera Pekinu Ji Lin, który odpowiada za spis w stolicy. - Kiedy
policja chciała sprawdzać hukou, książeczkę meldunkową, wystarczyło, że pukała do drzwi, i otwierano. Teraz niekoniecznie tak będzie. - Ludzie są bardziej świadomi swoich praw i bardziej skłonni bronić prywatności - mówi.
Spis to potężna operacja logistyczna. Utrudniają ją warunki geograficzne Chin - do wielu wsi w Himalajach trudno dotrzeć, a część ludności to nomadzi.
Innym wyzwaniem dla przeprowadzających spis jest fakt, że w miastach przebywa stale 150 mln przybyszów ze wsi. Oficjalnie ich tam nie ma, bo są zameldowani w rodzimych wsiach. Mieszkający i pracujący w miastach wieśniacy boją się policji i z tego względu mogą nie chcieć rozmawiać z ankieterami.
Ujawnienia danych boją się również rodzice, którzy łamią prawo pozwalające na posiadanie tylko jednego dziecka. Zasada ta obowiązuje od 1980 r., choć od tego czasu rząd wprowadził różne wyjątki, np. na wsi wolno mieć drugie dziecko, jeśli pierwsza jest dziewczynka lub dziecko niepełnosprawne. Polityka jednego dziecka nie dotyczy też mniejszości narodowych.
Chińczycy, którzy nie mogą skorzystać z wyjątków i których nie stać na grzywnę za niedozwolone drugie dziecko po prostu nie rejestrują kolejnych potomków w urzędzie. Ich pociechy oficjalnie więc nie istnieją, nie ma ich w wykazach, nie przysługuje im darmowa
szkoła ani szpital. Ocenia się, że mogą być miliony takich osób, ale ankieterzy zapewne nie ujmą ich w swych rachunkach.
Ankieterów nie chce wpuszczać za próg nie tylko biedota, ale też nowa klasa średnia z wielkich miast, która mieszka w drogich, zamkniętych osiedlach i ceni sobie prywatność. - Żyję sama i za nic nie otworzę drzwi obcemu - mówi 25-letnia pekińska agentka
nieruchomości Yin Honglei.
Inni ankieterów przyjmą, ale zarzekają się, że i tak nie wierzą, by rząd podał prawdziwe wyniki spisu. - Czy można wierzyć w nasz oficjalny indeks cen albo
PKB? - wątpi 31-letni pracownik firmy z branży IT Guo Ying z Pekinu.
Wśród bogatych nieufność budzą niektóre pytania spisu, zwłaszcza dotyczące ilości posiadanych mieszkań - w Chinach nasila się obawa przed narastającą bańką spekulacyjną na rynku nieruchomości.
Pierwszy spis w Chinach miał miejsce 4 tys. lat temu i wykazał, że liczba ludności wynosiła 16 mln. Listopadowy spis jest szóstym kolejnym w historii Chin Ludowych. Pierwszy z 1953 r. wykazał 582 mln ludności. W 1982 r., gdy po prawie 20-letniej przerwie znów policzono Chińczyków, okazało się, że było ich ponad miliard. Według spisu z 2008 r. Chiny zamieszkuje 1,33 mld ludzi. Gonią ich
Indie mające obecnie 1,1 mld mieszkańców.