http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chiny karzą Google'a

Maria Kruczkowska
2010-03-25, ostatnia aktualizacja 2010-03-25 08:16

Chińskie firmy jedna po drugiej zrywają współpracę z Google'em. To samo robią inwestorzy, którzy robią w Chinach interesy. Wszystko przez to, że internetowy gigant postanowił uciec do Hongkongu, by jego wyszukiwarka nie była cenzurowana

SERWISY
SONDAŻ
Czy Google podda się w walce z Chinami i cenzurą?

Tak
Nie
Nie interesuje mnie to

Li Kashing to jeden z najbogatszych ludzi świata, z majątkiem osobistym ocenianym na 20 mld dol. Pochodzi z Hongkongu i jako jego obywatel nie musi wiernie wykonywać poleceń komunistycznych władz, bo enklawa ta cieszy się dużą autonomią, nie obowiązuje tam cenzura.

Prezes gigantycznego międzynarodowego koncernu Hutchison Whampoa, w skład którego wchodzą terminale okrętowe, firmy deweloperskie czy wielka sieć telefonii komórkowej, od 20 lat robi kolosalne interesy w Chinach i słynie z wielkiej intuicji w biznesie. Teraz też wyczuł, co się święci. Wyprzedzając firmy z Chin Ludowych, rozpoczął bojkot amerykańskiego koncernu.

Li oznajmił, że firma internetowa TOM Online usunęła wyszukiwarkę Google z portalu Tom.com i innych serwisów należących do koncernu. "Jako chińska firma stosujemy się do przepisów kraju, w którym prowadzimy interesy" - głosi komunikat TOM Online. Za nim pójdą zapewne inni inwestorzy mający wielkie biznesy w Chinach.

Choć oficjalnego bojkotu nie ma, chińskie firmy jedna po drugiej rezygnują ze współpracy z Google'em. Zrobiła to już państwowa sieć telefonii komórkowej China Mobile. Największy operator świata z 508 mln użytkowników nie umieści wyszukiwarki na swej stronie internetowej. Od Google'a chce się też odciąć inny kolos chińskiej telekomunikacji China Unicom. Z Amerykanami chciał wprowadzać na rynek nowe smartfony z platformą Android, którą firmuje Google. China Unicom powiadomiło, że zmieniło już zamiary.

Poniedziałkowa decyzja Google'a o tym, że kończy z wymaganą przez komunistyczne władze cenzurą wyszukiwarki i przenosi jej serwery do Hongkongu, to policzek dla Pekinu. Amerykański koncern jako pierwsza firma zachodnia wycofał się z Chin z własnej woli.

Użytkownicy Google'a są automatycznie przekierowywani do Hongkongu na również chińska stronę Google.hk.com. Chińskie władze zdołały jednak na tyle zablokować dostęp do niej dla własnych obywateli, że nadal nie można wyszukiwać drażliwych tematów takich jak masakra studentów na placu Tiananmen w Pekinie w 1989 r.

Chińskie media w całości podlegające komunistycznej partii atakują Google'a jako sługusa CIA i firmę szerzącą pornografię. Ta kampania, która gra na nacjonalizmie, ma ukazać Google'a jako wroga Chin.

Nic dziwnego, że według ostatnich doniesień w Szanghaju i Pekinie 600 pracowników Google'a z działów sprzedaży i technologii, które firma postanowiła pozostawić w Chinach, już rozgląda się za nową pracą.

Temperaturę sporu podniósł wczoraj sam Google. W wywiadzie dla brytyjskiego "Guardiana" jeden z założycieli firmy Siergiej Brin zwrócił się do rządu USA z dramatycznym apelem, by pomógł koncernowi w sporze z Chinami. - Prawa człowieka zasługują na tyle samo uwagi co sprawy handlowe - powiedział Brin.

Nie chodzi mu jednak o to, by Waszyngton pouczał Pekin, który na takie lekcje moralności już się uodpornił - nie przejął się choćby niedawną niezwykle ostrą krytyką szefowej amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton. Jej słowa padły po ujawnieniu w grudniu przez Google'a cyberataku na pocztę chińskich obrońców praw człowieka oraz próbę wykradzenia ważnych danych biznesowych.

Brin proponuje nowe podejście, o którym w Ameryce coraz częściej się mówi: - Skoro usługi i informacja to nasz najcenniejszy towar eksportowy i jeśli okaże się, że przepisy chińskie zmniejszają naszą konkurencyjność, to należy je uznać za barierę handlową.

Za to Chiny mogłyby zostać zaskarżone do Światowej Organizacji Handlu (WTO), której są członkiem od 2001 r.

Brin, syn rosyjskich emigrantów, który do szóstego roku życia mieszkał w ZSRR, był cztery lata temu przeciwny uruchomieniu strony w Chinach, a dziś jest głównym zwolennikiem ich opuszczenia.

Google z 35-proc. udziałem w chińskim rynku był drugą wyszukiwarką - po chińskim Baidu, która ma 65 proc. Roczne obroty amerykańskiego giganta w Chinach wahały się od 300 do 600 mln dol. Na całym świecie Google ma obroty rzędu 24 mld dol.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 71 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    49 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':