Dalajlama przemawiał do tysięcy wiernych, którzy przyjechali jak co roku do Dharamsali w Indiach gdzie on sam mieszka i gdzie działa rząd na uchodźctwie. W rocznicę zdławionego powstania z 1959 r., po którym uciekł ze zwolennikami z Lhasy, duchowy przywódca Tybetu mocno zaatakował
Chiny.
Przypomniał, że w klasztorach tybetańskich nadal trwa kampania "patriotycznej reedukacji", że mnisi i mniszki muszą się go wyrzekać i deklarować wierność partii komunistycznej. Mówił, że zagranicznym turystom pokazuje się w Tybecie nowe klasztory, które zostały odbudowane za chińskie pieniądze. I choć budowle są rzeczywiście nowe, to nie ma w nich swobody religijnej. - Buddyjscy mnisi i mniszki są przetrzymywani w warunkach niemal więziennych. Nie mogą studiować i w spokoju praktykować buddyzmu.
Zdaniem Dalajlamy z tego właśnie względu klasztory w Tybecie mogą stać się muzeami. - To przemyślana polityka Pekinu, który chce wyrugować buddyzm z Tybetu.
Dalajlama, którego Pekin nazywa "przywódcą separatystów tybetańskich", upomniał się też o szeroką autonomię dla Tybetu w ramach Chin. - Niezależnie od tego, czy chiński rząd się do tego przyznaje, czy też nie, w Tybecie jest poważny problem - stwierdził.
Chodzi o rozmowy o autonomii, które są torpedowane przez Pekin. Dalajlama chce połączyć w jedną pięć prowincji zamieszkałych przez społeczności tybetańskie. Dla Pekinu każda propozycja, która pociąga zmianę granic zewnętrznych czy wewnętrznych, jest nie do przyjęcia ponieważ obawia się, że inne prowincje mogą pójść za przykładem Tybetu i również domagać się korekty granic.
We wtorek w stolicy Tybetu Lhasie panował spokój przy wzmożonej obecności milicji. W przededniu rocznicy Pekin obawiał się wybuchu niezadowolenia takich jak 10 marca 2008 r. rozpoczęły się w Lhasie antychińskie protesty, które objęły sąsiednie prowincje. Tybetańczycy i mnisi domagali się powrotu Dalajlamy. Cztery dni po wybuchy powstania w Lhasie tłum podpalił dzielnicę chińską i według oficjalnych danych w starciach zginęły 22 osoby. Rząd tybetański na uchodźstwie szacuje liczbę zabitych na ponad 200.
Po zamieszkach w 2008 r. władze zatrzymały co najmniej 5,7 tys. osób. Wielu wymierzono długie kary więzienia.
W przededniu rocznicy powstania z 1959 r. przemówił także sekretarz komunistycznej partii w Tybecie Zhang Qingli. - Gdyby nie siły antychińskie i Dalajlama, którzy niszczą i sieją chaos, Tybet miałby się dziś lepiej - oświadczył. - Chiny nie mogą istnieć bez Tybetu, a Tybet bez Chin.