http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Chiny

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Świat RSS

Tybet czeka na olimpiadę

Konrad Godlewski, McLeod Ganj w Indiach
2006-12-28, ostatnia aktualizacja 2006-12-27 16:42

Działacze tybetańscy są podzieleni - niektórzy chcieliby międzynarodowego bojkotu olimpiady w Pekinie, inni są dokładnie odwrotnego zdania

 0,05MB
0,05MB
"Do olimpiady w Pekinie zostało 607 dni. Gdzie wtedy będziesz?". Poniżej para rąk rozrywa kajdany z pięciu olimpijskich kół. Taki tybetański transparent wisi w McLeod Ganj, górskiej osadzie na północy Indii.

Obok, na wąskiej ulicy uchodźcy z Tybetu sprzedają chińskie zupki, pałeczki i konserwy. Przenieśli je przez granicę, żeby mieć za co się utrzymać na obczyźnie. Z Tybetu, przyłączonego siłą do Chin ponad pół wieku temu, ucieka co roku 2,5-4 tys. osób.

Przeprawa przez Himalaje trwa całe tygodnie. Zieloną granicę najłatwiej pokonać zimą i w nocy. Wiele osób zawraca, niektórzy giną od mrozu, z wycieńczenia, od kul Chińczyków. Jedne z ostatnich ofiar to młoda mniszka i chłopak zastrzeleni 30 września przy granicy z Nepalem. Zdarzenie widziało kilkunastu himalaistów. Jeden miał kamerę i nakręcił film, na którym chińscy strażnicy strzelają w plecy bezbronnym uciekinierom.

Przyjaciele naszych okupantów

- Już tylko takie tragedie przypominają o nas światu - mówi smutno Thubten Samphel, rzecznik tybetańskiego rządu na wychodźstwie. I dodaje: - Tutaj wszyscy jesteśmy uciekinierami.

W Indiach mieszka 120 tys. Tybetańczyków. Emigracyjny rząd w McLeod Ganj, opodal miasta Dharamśala, od lat zabiega u wielkich tego świata o poparcie. Z mizernym skutkiem.

- Żaden kraj nie poświęci dla nas swoich interesów. A dziś interesy z Chinami chcą robić wszyscy - tłumaczy Samphel. - Dlatego dalajlama, który stoi na czele władz, od końca lat 80. nie zabiega już o niepodległość, tylko o rzeczywistą autonomię w granicach historycznego Tybetu. Tę strategię nazywamy "drogą środka".

Niestety, Chiny podzieliły ziemie zamieszkane przez Tybetańczyków między kilka prowincji oraz tzw. Tybetański Region Autonomiczny, w którym mieszka zaledwie połowa 6-mln narodu. O scaleniu tych kawałków Pekin nie chce słyszeć, dlatego negocjacje, po dwóch dekadach wznowione w 2002 r., utknęły w martwym punkcie.

- Chiny nie mają żadnego powodu do ustępstw - podsumowuje Samphel. - Same nie przejawiają woli zmian.

- Może wywarcie presji przed olimpiadą pomogłoby Tybetowi? - dociekam. - Czy Zachód powinien zbojkotować olimpiadę w Pekinie?

- Przyniosłoby to jakiś efekt, ale tylko wtedy, gdy bojkot ogłosiłoby wiele państw - uważa Samphel. - Bojkot olimpiady w Moskwie w 1980 r. wywołał przecież pewien skutek, a Związek Radziecki rozpadł się dekadę później. Ale to mało prawdopodobne, więc Dalajlama namawia polityków, by budowali dobre stosunki z Chinami i w ten sposób próbowali na nie wpływać - dodaje rzecznik.

Skończymy jak Indianie

- Milion ludzi pod chińską okupacją zginęło za niepodległość, a nie za autonomię! - denerwuje się Lhasang Tsering, najbardziej znany krytyk polityki dalajlamy w McLeod Ganj. - Dalajlama mówi "miłujcie Chińczyków ", a przecież oni wciąż zabijają naszych!

Tsering uważa, że "droga środka" prowadzi donikąd. Jako 19-latek wstąpił do partyzantki, która nękała Chińczyków z terenu Nepalu. Miał pecha, bo w 1972 r. prezydent USA Richard Nixon dzięki pingpongowej dyplomacji spotkał się z Mao Zedongiem. Niedługo później finansowana przez CIA partyzantka przestała istnieć w imię chińsko-amerykańskiego porozumienia.

- Musimy walczyć o niepodległość, inaczej skończymy jak amerykańscy Indianie albo australijscy Aborygeni. Od kiedy w lipcu otworzyli linię kolejową, zalewają nas pociągi pełne Chińczyków. Staniemy się atrakcją turystyczną we własnej ojczyźnie - ostrzega Tsering.

Wie on, że w otwartej walce jego zwolennicy są skazani na przegraną. Tybet jest pełen chińskich wojsk, które m.in. pilnują umieszczonych tam wyrzutni rakiet balistycznych. - Coś jednak możemy zrobić. Chińska gospodarka zależy od infrastruktury. Musimy uderzyć, prowadząc walkę dywersyjną, odcinając w chińskich miastach telefony, światłowody, prąd i wodę. Będziemy jak chmara komarów kąsająca bezradnego osiłka - przekonuje Tsering.

Rzucam: - Wyłapią was, przecież to państwo policyjne!

- Mylisz się - opowiada Lhasang. - Sam przedostałem się do Tybetu kilka lat temu. Oni już nie panują nad krajem jak kiedyś.

Jedź na olimpiadę

Kalsang Phuntsok, szef Kongresu Młodzieży Tybetańskiej, kiedy relacjonuję mu słowa Tseringa, mówi: - Skoro ktoś się tak pali do walki, to czemu nic nie robi?

Kalsang uważa, że on i jego organizacja robią wszystko co w ich mocy. To oni demonstrowali w New Delhi i Bombaju podczas niedawnej wizyty chińskiego prezydenta Hu Jintao w Indiach. Miejscowe władze zamknęły wielu z nich w areszcie, bo Indie chcą mieć pokój z Chinami.

Kalsang Phuntsok wierzy, że dla "drogi środka" nie ma alternatywy, a dalajlama robi wszystko co w jego mocy. - Gdyby chciał, mógłby mieć wszystko - mówi. Jak inni Tybetańczycy Kalsang wierzy, że dalajlama jest tulku, czyli świętym bytem, który odradza się, by pomagać innym.

Kongres Młodzieży Tybetańskiej jest organizacją pozarządową, więc otwarcie występuje z hasłami niepodległego Tybetu. Pielęgnuje kulturę tybetańską, organizuje demonstracje i głodówki, zwalcza też narkomanię, której łatwo ulegają uchodźcy w Indiach.

Phuntsok również nie wierzy, że zagraniczni politycy mogą pomóc Tybetowi. Jego zdaniem w Chinach rozprzestrzenia się już jednak ferment, który może doprowadzić do zmian. Oni i jego ludzie są gotowi czekać na uśmiech historii: - Wszystkie zniewolone narody tak właśnie walczyły o niepodległość. Okupant musi kiedyś osłabnąć.

Szef Kongresu nie wierzy, że międzynarodowy bojkot igrzysk za dwa lata jest możliwy. Mówi, że Chiny do perfekcji opanowały grę z zagranicznymi mediami i rządami. Z każdym rokiem Pekin ma na świecie coraz więcej do powiedzenia.

- Ja nie mogę pojechać na olimpiadę, ale ty możesz - przekonuje Kalsang Phuntsok. - Leć za dwa lata do Pekinu, idź na stadion i stań na trybunie z naszą narodową flagą albo transparentem. Zorganizuj konferencję polskich medalistów olimpijskich popierających naszą wolność. Tak możesz nam pomóc.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Gazeta Wyborcza
Newsletter

Nie przegapisz żadnej wiadomości. Zamów codzienny newsletter z najnowszymi informacjami Gazety Wyborczej Zobacz przykład