Chiny i
Rosja, które zablokowały w sobotę rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiającą przemoc w Syrii i - zgodnie z planem Ligi Arabskiej - zakładającą ustąpienie Asada, są teraz pod ostrzałem. W poniedziałek rzecznik chińskiej dyplomacji Liu Weimin odpowiadał w Pekinie na pytania korespondentów zagranicznych w tej sprawie.
Liu odrzucił posądzenia, jakoby wraz Moskwą jego kraj bronił reżimu Baszara al-Asada. - Naszym celem jest obrona syryjskiego narodu przed dalszą przemocą, konfliktem i płomieniami wojny i uniknięcie eskalacji konfliktu - mówił rzecznik. - A taki właśnie byłby efekt niedoszłej rezolucji.
To już drugie wspólne chińsko-rosyjskie weto w sprawie Syrii od października 2011 r. Na świecie nie cichną głosy oburzenia. Pekin i Moskwę skrytykowała w niedzielę
Hillary Clinton mówiąc, że oba mocarstwa "chronią brutalny reżim w Damaszku", a ich weto to "maskarada".
- Nie zgadzamy się z tymi zarzutami - mówił w poniedziałek Liu Weimin. - Chiny nie mają własnych interesów w Syrii.
Jak jest w rzeczywistości? Powody dla których Rosja od lat popiera Syrię są dobrze znane - jest tam dostawcą broni. Kalkulacja jest jasna: gdyby reżim upadł, straci nie tylko rynek dla zbrojeniówki, ale i resztkę wpływów na Bliskim Wschodzie (gdzie była kiedyś obecna i gdzie chciałby w przyszłości wrócić). Rosja ma też z czasów radzieckich bazę marynarki wojennej w syryjskim porcie Tartus, którą obecnie rozbudowuje...
Natomiast Pekin jest w regionie nowym graczem. Zjawił się w połowie lat 90., gdy z eksportera stał się importerem ropy. Zręcznie uplasował się w zapalnym punkcie świata jako ten trzeci, nie zamieszany w dawne spory i gotów robić interesy z każdym - demokracją i dyktaturą, Izraelem, Iranem i krajami arabskimi. Na Bliskim Wschodzie Chiny podpisują wielkie kontrakty, inwestują miliardy i nie wtrącają się w sprawy wewnętrzne partnerów. Taka postawa, oskarżana przez część zachodniej opinii o cynizm, była dotąd niezwykle skuteczna.
Wetując rezolucję ONZ wraz z Rosją Chiny przestają być neutralne. Dlaczego narażają się swoim partnerom handlowym, w tym Arabii Saudyjskiej? Chińscy naukowcy cytowani przez "South China Morning Post" z Hongkongu uważają, że przywódcy Państwa Środka mają obsesję wiosny arabskiej - boją się, by nie dostarczyła inspiracji za Wielkim Murem. Przeważył więc lęk przed powtórką Libii.
Rok temu Chiny zagłosowały, choć z zastrzeżeniami, za rezolucją potępiającą Kaddafiego. Stała się ona legalną podstawą dla interwencji zbrojnej NATO i obalenia dyktatora. Pekin, który sam ma nieustające problemy z Tybetem i Sinkiangiem, wyciągnął z tego lekcję. Nie chce utrwalać praktyki zbrojnej interwencji międzynarodowej w obronie cywilów.
- Pekin niepokoi się, że
Syria może stać się kolejną Libią - mówi Yin Gang, ekspert ds. Bliskiego Wschodu z Chińskiej Akademii Nauk. - Jeśli ONZ będzie mogło tak postąpić w Syrii, sytuacja może się kiedyś powtórzyć w dowolnym kraju. Chińskim przywódcom to nie w smak.
Podobnego zdania jest inny chiński ekspert Xiao Xian: - Jedynym wyjaśnienie weta jest to, iż Chiny dążą do zbliżenia z Rosją, by stanowić przeciwwagę dla
USA na arenie międzynarodowej.
W poniedziałek "Global Times", anglojęzyczny głos Chin dla zagranicy, pochwalił weto. Ma ono świadczyć o większej pewności siebie i samodzielności Chin w polityce międzynarodowej.
Niektórzy internauci chińscy myślą jednak co innego. "Dyktatura popiera inną dyktaturę" - pisze Qiao Baibai na stronie mikroblogów Sina.com.
Rok temu na fali arabskiej wiosny w Syrii rozpoczęły się demonstracje przeciwko reżimowi Asada. Według ONZ tłumienie tych wystąpień przez siły rządowe pociągnęło za sobą śmierć co najmniej 6 tys. ludzi.
W sobotę za rezolucją głosowało 13 z 15 stałych i niestałych członków Rady. Do weta, które ją zablokowało, doszło w parę godzin po doniesieniach o masakrze w Homs, gdzie siły rządowe zabiły ponad 230 demonstrantów (najwięcej od początku wystąpień).
- Podwójne weto Rosji i Chin to "licencja na zabijanie" dla Asada - mówią przedstawiciele syryjskiej opozycji.