Przez tydzień przed ukrywano bunt generałów oraz ministra obrony przeciw prezydenckiemu projektowi powołania komisji prawdy do zbadania zbrodni z czasów rządów junty, która nastała po obaleniu w 1964 roku prezydenta Joao Goularta. Dopiero w ostatnim dniu starego roku lewicowy prezydent Lula da Silva ujawnił, że odrzucił dymisję ministra Nelsona Jobima oraz czterech najwyższych dowódców i oświadczył, że przygotowany przez biuro praw człowieka projekt dekretu zmieni po myśli wojskowych.
Projekt generałom się nie spodobał, bo zapowiadał zbadanie zabójstw i tortur dokonanych przez wojsko i policję na przeciwnikach, pomijał zaś przestępstwa i zamachy lewicy. I - co najważniejsze - dopuszczał możliwość unieważnienia amnestii z 1979 roku, która o objęła wszystkie przestępstwa popełnione po zamachu stanu w 1964 roku - i junty, i lewicowej partyzantki.
Kluczowy artykuł, który wojskowi uznali za odwet, przewiduje bowiem unieważnienie ustaw uchwalonych w okresie dyktatury, które "są przeciwne prawom człowieka lub stały się podstawą do ich naruszeń". Amnestia z roku 1979 otworzyła drogę do zbiorowego odpuszczenia win oraz przywrócenia demokracji w 1985 roku.
Kiedy minister obrony oraz dowódcy podali się do dymisji, także opozycja podniosła sprzeciw. Prezydent odczekał kilka dni do wigilii Nowego Roku, wielkiej fety w całym kraju, po czym odrzucił dymisje oraz obiecał zmienić dekret przed przesłaniem do akceptacji parlamentu. Prezydent tłumaczył się, że podpisał ostateczną wersję dekretu, nie przeczytawszy go dokładnie, bo był pochłonięty przygotowaniami do szczytu klimatycznego w Kopenhadze. Prezydent najprawdopodobniej wybierze wyjście kompromisowe. Komisja Prawdy zbada zbrodnie i je potępi, ale prokuratura nie podejmie dochodzeń, uznając przestępstwa za przedawnione lub objęte amnestią.
Brazylijska dyktatura z lat 1964-85 była brutalne, ale nie tak bestialska jak inne dyktatury latynoamerykańskie. Wojsko i
policja zabiły ok. 400 osób, podczas gdy w
Chile (1973-89) czy Argentynie (1976-83) wiele tysięcy. Jednak prześladowania, areszty oraz tortury objęły ok. 20 tys. osób, a dziesiątki tysięcy wyjechały na emigrację.
Dziedzictwo dyktatury dotyczy wielu polityków, w tym samego prezydenta oraz jego wielu współpracowników. Dilma Rousseff, minister rozwoju gospodarczego i wyznaczona przez Lulę da Silvę na kandydata Partii Pracujących na kolejnego prezydenta, była członkinią grupy partyzanckiej, uznawaną przez dyktaturę za "Joanną D'Arc lewicowego podziemia". Nie ma ona na koncie zamachów, a w 1969 roku wpadła i spędziła trzy lata w więzieniu gdzie była torturowana.
Roussef właśnie rozpoczęła kampanię prezydencką mocno wspierana przez obecnego prezydenta, który po dwóch kolejnych kadencjach nie może kandydować po raz trzeci.