http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mladić w nas samych

Slavenka Drakulić*
2011-07-07, ostatnia aktualizacja 2011-07-06 18:39

Serbowie, Chorwaci i bośniaccy Muzułmanie, głosujący na nacjonalistycznych przywódców, którzy poprowadzili ich do autodestrukcyjnej wojny, nie powinni żyć w przeświadczeniu, że nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za przemianę Ratka Mladicia w zbrodniarza wojennego

Ratko Mladić, grudzień 1995 r.
Fot. AP/OLEG STJEPANOVIC
Ratko Mladić, grudzień 1995 r.
ZOBACZ TAKŻE
Było mniej więcej wpół do szóstej rano, 26 maja 2011 r., lecz starszy pan mieszkający w serbskiej wiosce Lazarevo był już na nogach i przygotowywał się do opuszczenia domu. Poprzedniego wieczoru zebrał lekarstwa i dokumenty i spakował je do plastikowej torby. Wiedział, że tam, dokąd się udaje, nie będzie potrzebował wiele. Skończył śniadanie i siedział w domu, czekając na to, co miało się wydarzyć.

Kiedy pojawili się policyjni funkcjonariusze, żeby go aresztować, nie ukrywał swej tożsamości i wręczył im dawno już nieważny dowód osobisty, w którym widniało jego prawdziwe nazwisko: Ratko Mladić, urodzony w 1943 r. Potem wziął portfel, rzucił ostatnie spojrzenie na zdjęcie swojej 23-letniej córki Any, które w nim trzymał, i dał je jednemu z policjantów.

- To wy ją zabiliście - powiedział do niego, wskazując zdjęcie. - Nie, to nie my to zrobiliśmy - odrzekł policjant spokojnie. - Wiem, że to nie pan osobiście - mówił dalej Mladić. - Ale wiem też, kto to zrobił i dlaczego.

A potem, kiedy policjanci przeszukiwali jego skromną kryjówkę, zaczął opowiadać o swojej matce Stanie, o nauce w akademii wojskowej i o swoim wcześniejszym życiu. Po chwili wszyscy wyszli z domu - Mladić bez kajdanek - i wsiedli do czekającego radiowozu.

Cień dawnego generała

Tak przynajmniej aresztowanie Mladicia opisał serbskiej prasie naoczny świadek z kręgów oficjalnych. Dziennikarze twierdzą, że Mladić znał nie tylko dokładną datę swego aresztowania, ale nawet dokładną godzinę pojawienia się policji. Jak twierdzi prasa, było ono wynikiem ugody między Mladiciem a władzami: on podda się bez oporu, a serbski rząd wypłaci jego rodzinie 10 mln euro, nagrodę wyznaczoną za informację o miejscu ukrywania się generała.

Pierwsze zdjęcia Mladicia opuszczającego gmach sądu w Belgradzie ukazują siwowłosego, lekko przygarbionego, niepozornego mężczyznę w bejsbolówce. Przez lata ukrywania się przeszedł podobno co najmniej dwa udary, do tego dołączyły inne problemy zdrowotne. Zdrowie posypało mu się po roku 1994, kiedy jego córka Ana popełniła samobójstwo. Mówi się, że nie potrafiła wybaczyć ojcu tego, co zrobił w Bośni, on natomiast cały czas jest przekonany, że zabili ją jego wrogowie.

68-letni Mladić wygląda na o wiele starszego niż w rzeczywistości - jest już tylko cieniem tego aroganckiego, okrutnego i zimnookiego dowódcy oddziałów bośniackich Serbów, którym kiedyś był. Przez 15 lat udawało mu się ukrywać przed wymiarem sprawiedliwości, choć nie wiadomo do końca, czy naprawdę się ukrywał, czy chronił go ktoś postawiony wyżej.

Zoran Mijatović, były szef serbskiej służby bezpieczeństwa narodowego (SDS), człowiek, który doprowadził do aresztowania i wydania byłego prezydenta Serbii Slobodana Miloszevicia w 2001 r., powiedział w jednym z wywiadów, że Mladicia można było aresztować o wiele wcześniej, mniej więcej w tym samym czasie co Miloszevicia, ale brakowało politycznej woli, zwłaszcza gdy w 2003 r. prezydentem został konserwatysta Vojislav Kosztunica. Zdaniem Mijatovicia tajne służby nie miały podstaw prawnych, by ścigać czynnego oficera armii, leżało to w kompetencjach władz wojskowych. A Mijatović przypuszcza, że Mladicia cały czas kryli przyjaciele z wojska.

Sam Mladić najwyraźniej czuł się bardzo pewnie, bo - w przeciwieństwie do prezydenta bośniackich Serbów Radovana Karadżicia, który ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem - nigdy nie próbował zmienić tożsamości. Czyżby więc władze przez cały czas wiedziały, gdzie Mladić się ukrywa, i po prostu dopiero teraz przystąpiły do działania? Oczywiście nikt się do tego nie przyzna, chociaż sposób, w jaki odbyło się aresztowanie, zwłaszcza brak jakiegokolwiek oporu ze strony Mladicia, zdaje się potwierdzać tę teorię.

Wygląda na to, że w Serbii ostatecznie zwyciężył polityczny pragmatyzm. Choć prezydent Boris Tadić jako pierwszy pośpieszył z dementi, jakoby aresztowanie Ratko Mladicia miało związek z chęcią ubiegania się Serbii o status kandydata do Unii Europejskiej, niewielu (także wśród Serbów) wierzy, że aresztowanie zbrodniarza w tym właśnie momencie to czysty przypadek. Jak pokazują sondaże, większość uważa, że był jakiś układ.

Kilka dni po aresztowaniu generała na ulicach Belgradu zebrał się kilkutysięczny tłum radykałów, żeby wyrazić swój protest przeciw temu. Ich niezadowolenie pokazuje, jak wielu zwykłym obywatelom los Mladicia musi leżeć na sercu. Przypuszczalnie aż dla połowy Serbów jest on bohaterem - tyle że nie byliby oni gotowi wyjść w jego obronie na ulice.

Nie mnie obwiniajcie

Aresztowanie Mladicia to wydarzenie ważne i pod wieloma względami symboliczne. Stanowi jasne przesłanie, że dla zbrodniarzy wojennych nie ma przedawnienia i że sprawiedliwości stanie się w końcu zadość. To bardzo ważny gest szacunku dla ofiar i - co jeszcze ważniejsze - znak dla Serbów, Muzułmanów i Chorwatów, którzy muszą nadal ze sobą żyć w jednej Bośni.

Jest to też polityczny sygnał ze strony serbskiego rządu, że ma on wolę zamknięcia tego rozdziału historii i patrzy w stronę wspólnej przyszłości w ramach Unii. Pierwsze oznaki tej zmiany nastawienia pojawiły się przed rokiem, kiedy serbski parlament uchwalił "deklarację o Srebrenicy" piętnującą zbrodnię popełnioną na Bośniakach, wyrażającą współczucie i prośbę o wybaczenie, a zarazem jednoznacznie potwierdzającą udział Serbii w zbrodniach wojennych w Bośni.

Mladić musiał stanął - i stanął - przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii (ICTY) w Hadze. To jedyna instancja zdolna ocenić, czy jednostka jest winna, czy nie. Ale też pytanie o indywidualną winę zawiera w sobie pytanie o przyczyny straszliwej wojny, która spustoszyła dawne jugosłowiańskie republiki: Bośnię, Chorwację i Kosowo, wojny, w której wyniku zginęło co najmniej 100 tys. ludzi, a miliony zostały bez dachu nad głową. Czy proces Mladicia może być ostatecznym zamknięciem tego ponurego rozdziału historii?

Podczas pierwszego przesłuchania w Belgradzie Mladić powiedział do sędziego i wszystkich obecnych: - Czemu to mnie obwiniacie, przecież sami wybraliście Miloszevicia.

Niewątpliwie był to wybieg mający na celu podważenie jego własnej odpowiedzialności za zbrodnie i wskazanie tego, który wydawał rozkazy. Choć Mladić nie uznaje Międzynarodowego Trybunału, to jednak najwyraźniej taką właśnie przyjął linię obrony. W końcu przecież jego bezpośrednim przełożonym był Radovan Karadżić jako prezydent Republiki Serbskiej i głównodowodzący sił zbrojnych.

Niemniej Mladić trafił w sedno. Skoro on ma zostać osądzony, to co z tymi, którzy głosowali na Miloszevicia i Karadżicia, doskonale zdając sobie sprawę z prowadzonej przez nich polityki nacjonalizmu, nienawiści i wojny? Co z odpowiedzialnością wyborców, którzy umożliwili Mladiciowi popełnienie zbrodni wojennych? Czy kiedy już wydali go Trybunałowi w Hadze, mogą tak po prostu umyć od wszystkiego ręce i radośnie zerkać w stronę Unii? Czy istnieje coś takiego jak zbiorowa odpowiedzialność polityczna za to, co się stało? To pytania, o których w odniesieniu do niedawnej wojny usiłują zapomnieć wszystkie partie.

Czegoś takiego jak zbiorowa wina nie ma i dotyczy to zarówno Serbów, jak i wszystkich innych narodów. Jednak obywatele Serbii - tak jak zresztą obywatele Bośni i Chorwacji - głosujący swego czasu na nacjonalistycznych przywódców, którzy poprowadzili ich do autodestrukcyjnej wojny, nie powinni żyć w przeświadczeniu, że nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za przemianę Mladicia w zbrodniarza wojennego. Nie ma takiego sądu, który mógłby wydać wyrok w sprawie ich postępowania, pozostaje tylko sumienie i wyrok historii.

To paradoksalne, że właśnie Ratko Mladić przypomina im o roli, jaką odegrali w rzezi, o której - jak im się wydaje - będą mieli prawo zapomnieć, gdy tylko on wyląduje za kratkami.

przeł. z niemieckiego Ryszard Turczyn

*Slavenka Drakulić - ur. 1949, chorwacka pisarka i dziennikarka. Wydała m.in. książkę o jugosłowiańskich zbrodniarzach wojennych sądzonych w Hadze „Oni nie skrzywdziliby nawet muchy”, W.A.B. 2006

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':