Dla bardzo wielu Serbów Ratko Mladić, serbski generał mający na rękach krew 8 tys. Bośniaków ze Srebrenicy i 10 tys. mieszkańców oblężonego Sarajewa, to bohater narodowy i postać tragiczna. Właśnie dlatego trzeba było czekać aż 14 lat na jego aresztowanie.
- Wydałbyś Ratko Mladicia za milion dolarów? - pytali rok temu Serbów ankieterzy belgradzkiego radia B92 (ambasada USA w Belgradzie oferowała 1,3 mln dol. nagrody za informacje o poszukiwanym międzynarodowym listem gończym generale). Aż dwie trzecie ankietowanych odpowiedziało, że nie wydałoby Mladicia za żadne pieniądze.
Dla wielu Serbów Mladić to bohater, który walczył o serbskie interesy w Bośni i stawił czoło tamtejszym fanatykom islamskim, jak się w Serbii często mówi o bośniackich muzułmanach. W serbskich księgarniach sprzedaje się książki, których autorzy dowodzą, że Mladić był porządnym człowiekiem, a dowody na jego rzekome zbrodnie wojenne sfabrykowali Amerykanie i Niemcy.
W wielu serbskich domach zdjęcie Mladicia wisi obok fotografii innych bohaterów: byłego serbskiego prezydenta Slobodana Miloszevicia i przywódcę bośniackich Serbów Radovana Karadżicia. Całą trójkę Międzynarodowy Trybunał ds. b. Jugosławii oskarżył o zbrodnie przeciwko ludzkości.
Obalonego w 2000 r. Miloszevicia rok później nowe władze Serbii odesłały do Hagi, gdzie stanął przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym ds. b. Jugosławii. Podczas procesu bronił się sam i tamże 2006 r. zmarł, nie doczekawszy wyroku. Karadżić do Hagi trafił w 2008 r. Przez lata ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem w Serbii, gdzie pracował jako lekarz medycyny naturalnej. Jego proces trwa i teraz do dawnego kompana dołączy Mladić.
- Jest 11 lipca 1995 r. Jesteśmy w serbskiej Srebrenicy. Zwracamy to miasto narodowi serbskiemu. Czas wziąć odwet na muzułmanach - mówi Ratko Mladić do kamery, ukradkiem zerkając na kartkę, na której spisał swe krótkie oświadczenie. Właśnie wjechał do odbitego muzułmanom miasta w zachodniej Bośni. Miasto to jedna z wyznaczonych przez ONZ stref bezpieczeństwa. Stacjonują w nim holenderscy żołnierze "błękitnych hełmów" i mają chronić przed Serbami muzułmańskich mieszkańców i uciekinierów.
Mladić nie zamierza się przejmować jakimiś Holendrami. Ten były jugosłowiański generał, syn partyzanta, od trzech lat dowodzi 80-tys. armią bośniackich Serbów, która w całej Bośni wypędza i morduje muzułmanów i Chorwatów. W 1991 r. podczas wojny z Chorwacją dowodził korpusem, który zajął chorwacką prowincję Krajinę. To na jego rozkaz w 1992 r. rozpoczęło się oblężenie stolicy Bośni Sarajewa, które trwało cztery lata i kosztowało życie 10 tys. ludzi, w tym 1,5 tys. dzieci. Mówi się, że Karadżić wyznacza bośniackim Serbom kierunek, a Mladić to rzeźnik, który wyrąbuje drogę.
W Srebrenicy kamera pokazuje Mladicia, jak o brzasku chodzi pustymi ulicami, wydaje rozkazy, serdecznie wita się z oficerami. Jadą do pobliskiego Potoeari pod chroniony przez ONZ obóz uciekinierów, w którym schronić mogło się nawet 40 tys. ludzi. Mladić wzywa do siebie dowódcę Holendrów płk. Thomasa Karremansa. Kamerzyści rejestrują ich rozmowę. Mladić grozi Holendrowi, że zostawi w mieście kości jego żołnierzy, oskarża go o wezwanie na odsiecz samolotów NATO, które wcześniej zbombardowały serbskie pozycje. Karremans zaprzecza i atmosfera się rozluźnia. Piją śliwowicę.
Muzułmanom w obozie Mladić mówi: "Allah was nie obroni, ale Mladić tak". Dzień później Serbowie zaczną wywozić z Potoeari uciekinierów. Z tłumu wyławiają mężczyzn i chłopców, czemu holenderscy żołnierze ONZ przyglądają się bezczynnie. Serbowie wiozą muzułmanów na północne obrzeża Srebrenicy i tam ich rozstrzeliwują - w tej największej zbrodni podczas wojny w Bośni ginie 8 tys. ludzi.
Siedem lat później specjalna komisja Holenderskiego Instytutu Dokumentacji Wojny obwini holenderskich żołnierzy i ich dowódcę, że przez swą bierność dopuścili do masakry. Do dymisji poda się rząd, któremu udowodniono próby tuszowania swojej winy.
Oskarżony w 1999 r. o zbrodnie wojenne i przeciw ludzkości Mladić ukrywa się i raczej nie ma wątpliwości, że Serbowie go kryją. W służbach specjalnych, wojsku i policji ciągle miał przyjaciół, którzy ostrzegali przed niebezpieczeństwem. Wspierali go też serbscy nacjonaliści.
Mladić był widywany w otoczeniu ochroniarzy na meczach piłkarskich w Serbii, Czarnogórze, Grecji, a nawet w Moskwie. Mówiło się, że kilka razy wpadał w ręce serbskiej policji, a nawet sił NATO, i potem był wypuszczany. Dziwnym trafem zawsze udawało mu się wymykać obławom.