http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bośnia się nie rozpadnie

Bartosz T. Wieliński
2011-05-13, ostatnia aktualizacja 2011-05-13 17:23

Pod naciskiem szefowej europejskiej dyplomacji Catherine Ashton bośniaccy Serbowie zrezygnowali dzisiaj z referendum, które mogłoby rozsadzić Bośnię i Hercegowinę.

ZOBACZ TAKŻE
Ashton przyjechała wczoraj niespodziewanie do Sarajewa, gdzie udało jej się przekonać serbskich przywódców do wycofania się z pomysłu rozpisywania referendum dotyczącego działania wymiaru sprawiedliwości. Wspierał ją szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, który wczoraj również był Bośni. - Referendum jest nielegalne i nie powinno się dopuścić do jego przeprowadzenia. Politycy, przedstawiciele wszystkich grup etnicznych powinni pracować, żeby wzmocnić państwowość Bośni, zamiast uprawiać gierki - mówił na konferencji prasowej po spotkaniu z szefem bośniackiej dyplomacji.

Misję Ashton zorganizowano dosłownie w ostatniej chwili. Jeszcze w czwartek wysoki przedstawiciel wspólnoty międzynarodowej Valentin Inzko, który z ramienia UE nadzoruje Bośnię i Hercegowinę, wietrzył katastrofę. - Mamy najgorszy kryzys w historii tego kraju - ostrzegał. Federacyjną Bośnię i Hercegowinę po rozpadzie Jugosławii i wojnie domowej stworzyli w 1995 r. amerykańscy i europejscy dyplomaci. Twór, który miał scalić Serbów, Chorwatów i muzułmanów, spójnym państwem pozostaje jedynie na papierze. W praktyce jego dwie części: Republika Serbska i chorwacko-muzułmańska Federacja Bośni i Hercegowiny funkcjonują osobno. Bośniacka konstytucja przewiduje, że do podjęcia jakiejkolwiek decyzji potrzebna jest zgoda wszystkich trzech grup. A Bośnię jako całość sabotują Serbowie, którzy do tego regularnie grożą secesją. W efekcie kraj jest na krawędzi rozpadu.

Gdyby nie upór europejskich polityków, Bośnia i Hercegowina nie miałaby nawet jednolitej policji. Miesiąc temu UEFA i FIFA wykluczyły bośniacką reprezentację z rozgrywek, bo Chorwaci, Serbowie oraz muzułmanie nie potrafili dogadać się co do tego, kto stanie na czele tamtejszej federacji.

Kilka miesięcy temu premier Republiki Serbskiej Milorad Dodik rzucił wyzwanie Chorwatom i muzułmanom. Zapowiedział rozpisanie referendum w sprawie wspólnego sądownictwa. Dodik podobnie jak i wielu jego rodaków jest zdania, że sądy opanowali Chorwaci i muzułmanie, którzy - tropiąc zbrodniarzy wojennych i gangsterów -urządzają polowania na czarownice. Z prezentowanych przez Dodika statystyk wynikało, że wśród skazanych Serbów było dziesięć razy więcej niż innych narodowości kraju.

Gdyby w referendum Serbowie odrzucili wspólne sądownictwo, Republika Serbska stałaby się rajem dla zbrodniarzy wojennych. Byłby to też kolejny cios w jedność Bośni. Ale bardziej prawdopodobnym scenariuszem byłaby interwencja wysokiego przedstawiciela Inzko, który ma prawo anulować każdą decyzję podjętą przez władze Bośni. Inzko zapowiadał, że nie tylko odwoła referendum, ale wyrzuci Dodika, do czego również ma prawo. A to wywołałoby potężny kryzys, bo Dodik zapowiadał, że nie da się usunąć i "odwoła do narodu".

Po rozmowie z Ashton zmienił zdanie, a nawet wystąpił z nią na wspólnej konferencji prasowej. Szefowa wspólnej dyplomacji obiecała mu, że UE pomoże w reformie bośniackiego sądownictwa, a na konferencji prasowej oświadczyła, że też nie jest do końca zadowolona z tego, jak funkcjonują bośniackie sądy. W tej sprawie ma powstać specjalna komisja.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':