http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

I po kanarku

Dawid Warszawski
2011-01-18, ostatnia aktualizacja 2011-01-21 10:13

W Chorwacji, Bośni, Serbii pozostały gazety i rozgłośnie, które dokładnie wiedzą, jak daleko mogą się posunąć, i granicy tej nie przekraczają. Wiedzą, iż czytelnicy nie pójdą ich bronić, że już im nie zależy - felieton z cyklu "Prognoza pogody"

Dawid Warszawski
fot. AG
Dawid Warszawski
ZOBACZ TAKŻE
"Przeżyliśmy komunizm, przeżyliśmy tudźmanizm, ale korupcjonizmu nie daliśmy rady przeżyć". Tak Tomislav Petrić, jeden z założycieli zagrzebskiego Radia 101, skomentował decyzję sądu o postawieniu rozgłośni w stan bankructwa - jej długi znacznie przekraczają jej wartość.

Jeśli nikt zadłużonej stacji nie kupi - a chętnych nie widać - zniknie jedno z ostatnich niezależnych mediów na Bałkanach. Stojedynka była w latach 80. pionierem demokratycznej debaty w kończącym się już komunizmie. Po rozpadzie Jugosławii poparła niepodległość Chorwacji, ale odmówiła posłuszeństwa rozbuchanemu nacjonalizmowi prezydenta Tudźmana. Gdy w 1996 r. usiłował zamknąć rozgłośnię, w sukurs przyszły jej tysiące słuchaczy - i 203. batalion wojsk rakietowych, który do Zagrzebia przybył z niedawnej linii frontu, by Stojedynki bronić.

Rozgłośnia jako jedyna opisywała to, co naprawdę dzieje się na wojnie, zamiast oficjalnej propagandowej papki. Gdy po wszystkich stronach linii frontu media podniecały nienawiść, Stojedynka oraz nieliczne podobne rozgłośnie - sarajewskie radio Zid (czyli "Ściana", ta od walenia głową) oraz belgradzkie B92 ("Nie wierzcie nikomu, nawet nam" - przestrzegało) - były oazami przyzwoitości i odwagi.

Zid padł zaraz po wojnie, teraz pada Stojedynka, B92 robi bokami. Wielokrotnie porównywano je do kanarków w klatce w kopalni, których ewentualna śmierć zwiastuje zatrucie metanem. Wojnę przeżyły wszystkie, nie wytrzymały pokoju.

Ale winna ich śmierci była nie reżimowa cenzura, lecz obojętność opinii publicznej i zachłanność menedżerów. Gdy wojna się skończyła, czytelnicy i słuchacze masowo przestawili się na kolorowe magazyny z życia celebrytów i plotkarskie programy radiowe, spraw poważnych, a zasadniczych mieli już powyżej dziurek.

Media państwowe i nacjonalistyczne poszły za gustami czytelników z zaskakującą łatwością: piersi naszej śpiewaczki okazały się równie najkrąglejsze co nasz naród najcnotliwszy, a nasz prezydent najsłuszniejszy. Zarazem okazało się, że na tych najkrąglejszych można dobrze zarobić. "Oslobodjenje" - bohaterska gazeta sarajewska, która ukazywała się codziennie pod ostrzałem przez cały czas oblężenia, zarazem nigdy nie stając się propagandową tubą bośniackiego rządu - odmówiło po wojnie uznania, że pierwszym obowiązkiem gazety jest zarobić na siebie. Przed śmiercią ocalił ją w końcu Browar Sarajewski, który w 2006 r. kupił gazetę z sentymentu, jako gest promocyjny. Dziś "Oslobodjenja" już nikt nie czyta.

Stojedynka poszła w drugą stronę, ekspansywnie przekształcając się w świetną stację komercyjną. Politycznej krytyki i społecznego reportażu było w niej coraz mniej, za to pieniądze wyciekały z dziurawej księgowości do licznych prywatnych kieszeni. Ogłoszone tydzień temu bankructwo finansowe postawiło tylko kropkę nad i.

Czytelnicy i słuchacze, podczas wojny i tuż po niej gotowi ryzykować własną wolnością, a może i życiem w obronie ulubionych mediów, zareagowali ledwie wzruszeniem ramion. I to nie tylko na los Zida, "Oslobodjenja" czy Stojedynki, które walnie przyczyniły się do własnej katastrofy, ale nawet chorwackiego niezależnego tygodnika "Feral Tribune", który umiał się odnaleźć w powojennej rzeczywistości, publikując znakomite reportaże i analizy państwowej korupcji.

"Feral" zadusiły reklamy, a ściślej ich brak - firmy, które by je umieszczały w nielubianym przez władze tygodniku, narażały się na niezadowolenie rządzących, a to przynosiło wymierne straty. Tygodnik padł ostatecznie trzy lata temu.

W Chorwacji, Bośni, Serbii pozostały gazety i rozgłośnie, które dokładnie wiedzą, jak daleko mogą się posunąć, i granicy tej nie przekraczają. Już nawet nie z lęku przed odwetem możnych, ale dlatego, że wiedzą, iż czytelnicy nie pójdą ich bronić, że już im nie zależy. 203. batalion rozformowano już dawno. Kanarek zdechł i okazało się, że nic się nie stało. Po prostu wszyscy nauczyli się oddychać metanem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':