http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bośniacy idą w niedzielę do urn

Mateusz Szaniewski
2010-10-01, ostatnia aktualizacja 2010-10-01 16:15

Sytuacja przed niedzielnymi wyborami w Bośni i Hercegowinie jest tak skomplikowana, że niektórzy eksperci już nazywają to głosowanie politycznym odpowiednikiem sportów ekstremalnych

Bośnia i Hercegowina
Fot. Grzegorz Michniewicz
Bośnia i Hercegowina
Niedzielne wybory, jednocześnie samorządowe i parlamentarne, mogą zadecydować o przyszłości kraju, ale bardziej prawdopodobne jest, że tylko podtrzymają panujący polityczny impas. Wzajemna niechęć między trzema narodami Bośni - Serbami, Chorwatami i Muzułmanami - jest tak silna, że partie odwołują się praktycznie tylko do haseł nacjonalistycznych.

Jeśli politycy nie dojdą do porozumienia, Bośnia i Hercegowina na kolejne lata straci szansę na integrację z UE i NATO. Chociaż Zachód wzywa bośniackich polityków do współpracy, to nikt od lat zmienił tu swojego stanowiska. Niezależni eksperci policzyli nawet, że ponad dwie trzecie postulatów jest identycznych z tymi z poprzednich wyborów w 2006 r.

Skomplikowany ustrój polityczny Bośni jest wynikiem podpisanego w 1995 r. układu z Dayton, który zakończył trzyletnią brutalną wojnę domową. Bośnia i Hercegowina została podzielona na bośniacko-chorwacką Federację Bośni i Hercegowiny oraz Republikę Serbską. Obie części mają dużą autonomię. Ich samorządy praktycznie nie współpracują.

Na szczeblu centralnym Bośnią rządzą przedstawiciele wszystkich trzech narodów. Rotacja na najważniejszych stanowiskach miała zapobiec walkom o władzę i umożliwić wzajemną kontrolę.

Jednak w praktyce zmiana władzy co osiem miesięcy uniemożliwia od lat jakiekolwiek reformy. Kolejni politycy odwołują decyzje swych poprzedników, a ich nowe pomysły są wetowane przez dwie pozostałe grupy. 15 lat od zakończenia wojny gospodarka Bośni nadal jest w fatalnym stanie, a bezrobocie sięga 40 proc.

Podczas kampanii wyborczej przesłanie największej partii w Republice Serbskiej, Unii Niezależnych Socjaldemokratów (UNS) brzmiało: Republika Serbska na zawsze, Bośnia dopóki musi istnieć.

- Nie mamy powodu, by wierzyć w Bośnię, bo to sztuczny kraj, który istnieje tylko w głowach kilku zagranicznych polityków - tłumaczy lider UNS Milorad Dodik. Bośniaccy Serbowie od początku domagają się przyłączenia do Serbii (na co z kolei nie ma zgody Belgradu, choć Serbia popiera UNS).

Starania Serbów są od lat odrzucane przez Bośniaków i władze międzynarodowe jako łamanie postanowień z Dayton. Valentin Inzko, Wysoki Przedstawiciel ONZ w Bośni oświadczył niedawno, że secesja byłaby zwycięstwem zbrodniarzy wojennych.

Z kolei Muzułmanie chcą przyłączenia kraju do Unii Europejskiej i NATO, więc namawiają do jedności i reform. Bruksela i Waszyngton dalszą współpracę uzależniają bowiem od wzmocnienia centralnych władz w Sarajewie i zapanowania nad politycznym chaosem.

Chorwaci, mieszkający głównie w Hercegowinie, są podzieleni. Większość opowiada się, podobnie jak Muzułmanie, za centralizacją władzy. Dużą grupę stanowią jednak zwolennicy oderwania się od Bośni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':