Niedzielne wybory, jednocześnie samorządowe i parlamentarne, mogą zadecydować o przyszłości kraju, ale bardziej prawdopodobne jest, że tylko podtrzymają panujący polityczny impas. Wzajemna niechęć między trzema narodami Bośni - Serbami, Chorwatami i Muzułmanami - jest tak silna, że partie odwołują się praktycznie tylko do haseł nacjonalistycznych.
Jeśli politycy nie dojdą do porozumienia,
Bośnia i Hercegowina na kolejne lata straci szansę na integrację z UE i NATO. Chociaż Zachód wzywa bośniackich polityków do współpracy, to nikt od lat zmienił tu swojego stanowiska. Niezależni eksperci policzyli nawet, że ponad dwie trzecie postulatów jest identycznych z tymi z poprzednich wyborów w 2006 r.
Skomplikowany ustrój polityczny Bośni jest wynikiem podpisanego w 1995 r. układu z Dayton, który zakończył trzyletnią brutalną wojnę domową. Bośnia i Hercegowina została podzielona na bośniacko-chorwacką Federację Bośni i Hercegowiny oraz Republikę Serbską. Obie części mają dużą autonomię. Ich samorządy praktycznie nie współpracują.
Na szczeblu centralnym Bośnią rządzą przedstawiciele wszystkich trzech narodów. Rotacja na najważniejszych stanowiskach miała zapobiec walkom o władzę i umożliwić wzajemną kontrolę.
Jednak w praktyce zmiana władzy co osiem miesięcy uniemożliwia od lat jakiekolwiek reformy. Kolejni politycy odwołują decyzje swych poprzedników, a ich nowe pomysły są wetowane przez dwie pozostałe grupy. 15 lat od zakończenia wojny gospodarka Bośni nadal jest w fatalnym stanie, a
bezrobocie sięga 40 proc.
Podczas kampanii wyborczej przesłanie największej partii w Republice Serbskiej, Unii Niezależnych Socjaldemokratów (UNS) brzmiało: Republika Serbska na zawsze, Bośnia dopóki musi istnieć.
- Nie mamy powodu, by wierzyć w Bośnię, bo to sztuczny kraj, który istnieje tylko w głowach kilku zagranicznych polityków - tłumaczy lider UNS Milorad Dodik. Bośniaccy Serbowie od początku domagają się przyłączenia do Serbii (na co z kolei nie ma zgody Belgradu, choć
Serbia popiera UNS).
Starania Serbów są od lat odrzucane przez Bośniaków i władze międzynarodowe jako łamanie postanowień z Dayton. Valentin Inzko, Wysoki Przedstawiciel ONZ w Bośni oświadczył niedawno, że secesja byłaby zwycięstwem zbrodniarzy wojennych.
Z kolei Muzułmanie chcą przyłączenia kraju do Unii Europejskiej i NATO, więc namawiają do jedności i reform. Bruksela i Waszyngton dalszą współpracę uzależniają bowiem od wzmocnienia centralnych władz w Sarajewie i zapanowania nad politycznym chaosem.
Chorwaci, mieszkający głównie w Hercegowinie, są podzieleni. Większość opowiada się, podobnie jak Muzułmanie, za centralizacją władzy. Dużą grupę stanowią jednak zwolennicy oderwania się od Bośni.